• Start
  • Relacje
  • KAT w Młynie klasyczny polski metal trzyma się dobrze
  • Mikołaj Stopczyński

KAT w Młynie klasyczny polski metal trzyma się dobrze

Wybierasz się na koncert znanej kapeli do lokalnego klubu. Niedługo po dziewiętnastej na scenę wychodzi zespół, po chwili zaczyna grać heavy/thrash metal. Twoim oczom ukazuje się starszy pan o wyglądzie rozczochranego, ogołoconego z zarostu Świętego Mikołaja w czarnym dresie. Jegomość przeszywa publikę mocnym, niskim głosem, wykonując między wersami mrocznych tekstów serię gwałtownych, aczkolwiek rytmicznych ruchów. Nie masz żadnych wątpliwości, że to Kat i Roman Kostrzewski.

Historia Kata jest długa i niezwykle barwna. Zalicza się go (razem z Turbo i TSA) do tzw. „Wielkiej Trójcy Polskiego Metalu”. Zespół działał z przerwami od 1979 roku, wypracowując własny, charakterystyczny styl. Po prawie 25 latach nastąpił rozłam: gitarzysta Piotr Luczyk usunął z zespołu wokalistę i perkusistę, którzy niedługo później zainicjowali nowy projekt Kat & Roman Kostrzewski. Obie formacje koncertują i tworzą do dziś. W minioną niedzielę w klubie Młyn można było posłuchać tej drugiej.

 

Już na wstępie należy zaznaczyć, że to był dobry występ. Kostrzewski i Ireneusz Loth są w doskonałej formie i brzmią równie dobrze, co dekady temu. Perkusista wraz ze swym charakterystycznym wąsem ciężko pracował za bębnami, grając kolejne szybkie groove’y. Skład uzupełnili gitarzyści Jacek Hiro, Krzysztof Pistelok i basista Michał Laksa. Owa trójka również radziła sobie bez zastrzeżeń: ciężkie heavy-thrashowe riffy brzmiały jakościowo i wyraziście. Muzycy zagrali ponad półtoragodzinny set będący przekrojem dyskografii klasycznego Kata i dotychczas jedynej nowej płyty „Biało-czarna”. Występ rozpoczął się „Mordercą”. Tego wieczoru nie zabrakło „Diabelskiego Domu cz. II”, „Piwnicznych Widziadeł” czy odśpiewanej z publiką „Łzy dla cieniów minionych”. Show zakończył się „Odi Profanum Vulgus” i, co dość zaskakujące, nieobecnym przez wcześniejsze utwory sporym pogo. Zabrakło za to piosenki „666”, o którą notorycznie upominał się jeden lekko podchmielony fan.

 

Najbardziej zaskakiwał sam Roman Kostrzewski. Wspomniany na początku starszy pan ma w sobie jeszcze sporo wigoru, co udowadniał każdą kolejną piosenką – na tyle, że przez pierwsze dwie utwory zastanawiałem się, czy to aby nie playback (nie był). Jego głos dalej jest mocny i ochrypły, dzięki czemu świetnie brzmiał w klasycznych kawałkach. Uwagę przyciągał jednak nie głosem i wyglądem, a choreografią. Kostrzewski w przerwie między kolejnymi liniami tekstu wymachiwał rękoma we wszystkich możliwych kierunkach, kręcił się, „tyniał” na tyle, na ile pozwalała mała scena – ale zawsze do rytmu!

 

W trakcie koncertu Roman Kostrzewski zapowiadał, że niedługo może pojawić się nowy materiał. Czy tak będzie – czas pokaże. Muzycy często przekładali datę premiery poprzedniego krążka. Za to o jakość jego brzmienia fani nie muszą się martwić - na ten moment Kat & Roman Kostrzewski swoją formą pokazują, że klasyczny polski metal dalej trzyma się całkiem dobrze, a muzykom nie spieszno na emeryturę.

Tekst Mikołaj Stopczyński

zdj. Dominik Wilczyński okiem Wilka

więcej zdjęć

Tagi: Klub Muzyczny Młyn KAT Roman Kostrzewski