• Jarek Mixer Mikołajczyk

Rynek pod Żaglami i Gniezno jest fajne

Każdy potrzebuje złapać wiatr w żagle, nawet jeśli ten wiatr i te żagle, to tylko tupanie nóżką. Tak naprawdę nie chodzi tu o to, czy będzie to chamskie niemieckie techno, czy jeszcze bardziej prostackie disco polo z parapetu. Rzecz w tym by rytm dał się wytupać a melodia zanucić nawet przez głuchego słonia. Nie trzeba do tego „gwiazdy” za 60 tys. która ponoć zagra w Gnieźnie we wrześniu. Świetna idea Andrzeja Janki i jego Zagrali i Poszli zrealizowana po raz trzeci pokazała to dobitnie. Przegląd Piosenki Żeglarskiej Rynek pod Żaglami pokazał też, że muzyka rozrywkowa nie musi być onomatopeją i totalnie o niczym.


Pierwszy dzień Przeglądu przyniósł dwa zupełnie inne koncerty. Oba zresztą dobrze przyjęte przez publiczność. Pilskie Węże z Poligonu zagrały pieśni z pogranicza piosenki żeglarskiej, turystycznej i folka wyspiarskiego (przestańcie z tym folku ;) ). To była porcja żywo i żywiołowo zagranej muzyki, odwołująca się do zapominanej coraz częściej tradycji wspólnego śpiewania, może nawet dobrze pojętej biesiady, z naciskiem na dobrze pojętej, bez chamówy i kresowych piosenek.

Zupełnie zapomniana forma, pieśni morskich a capella, ożyła na Rynku dzięki Banana Boat. Formacja stanowi jeden z najlepszych tego typu zespołów po tej stronie Bałtyku. Warto wspomnieć, że tak naprawdę wyglądały autentyczne szanty, które wyśpiewywali, a czasem wykrzykiwali wręcz ludzie morza na pokładach. To były pieśni pracy oparte na zawołaniach szantmana i odpowiedziach załogi. Szanty w wykonaniu Banana Boat czerpiąc z korzeni pieśni pokładowych, ewoluowały jednak poprzez niezwykłą dbałość wokalną. Trzeba przyznać, że te śpiewane niegdyś przez marynarzy rzadko niosły z sobą taki kunszt śpiewu jak te, które gwiazda wieczoru wykonała podczas Rynku pod Żaglami. Choć pieśni śpiewane przez Banana Bout nie są tak łatwe i pod nogę jak piosenka folkowo-żeglarska, koncert świetnie przyjęty był jednym z mocniejszych punktów w historii gnieźnieńskiego Przeglądu. Po fantastycznym koncercie Banana Boat do późnych godzin nocnych trwało już kubrykowe śpiewanie w Misz Maszu.


W niedzielę na Rynku pojawiło się sporo słuchaczy. Kameralna formuła koncertów w namiocie Comesa zdołała przyciągnąć większą publiczność niż niektóre imprezy sprzed lat, w założeniach masowe. Jeśli wziąć pod uwagę tych, którzy stali poza sektorem krzeseł, lub przysiedli na fontannie (jedyne okazje będące uzasadnieniem dla obecności tego akwenu lądowiska dla UFO) dodać tych, którzy tłumnie wypełnili ogródki, festiwal, nazwany przeglądem spełnił wszelkie możliwe oczekiwania. Rynek pod Żaglami ożył, choć jeszcze bez żagli. Pojawili się turyści, którzy przyjechali specjalnie w tym okresie. Gnieźnianie też, jeśli nie cały czas to przewijali się licznie. Promocja imprezy nie pochłonęła milionów. Gniezno na ten czas stało się sympatycznym niedużym kurortem. (Przypomnijmy przed II wojną światową mieliśmy dwa uzdrowiska).

Pierwszym zespołem, który zagrał w niedzielę był Jolly Rogers. Ekipa pirackiego znaku, zdecydowanie zakorzeniona w piosenkach spod pokładu, które niegdyś były formą rozrywki po wachcie. Kapela powstała 5 lat temu zdecydowanie potrafi porwać publiczność, nie tylko tę rynkową najwierniejszą, która po całodziennej wachcie na ławkach z naszego rancza na Comes Platz potrzebuje się poruszać przy czymkolwiek. Energetyczny koncert wypełniony między innymi nieśmiertelnikami gatunku, przy których publiczność śpiewała wspólnie z artystami, rozgrzał słuchaczy. To był zdecydowanie dobry koncert rozrywkowy, bez żadnej żenady. Nawet melomani nie zawsze chcą do filharmonii... Zapewne ten występ mógłby jeszcze trwać długo, gdyby nie fakt, że na koniec festiwalu mieli jeszcze zagrać gospodarze.


Zagrali i Poszli to grupa, której fanbase jeszcze niedawno stanowili przede wszystkim harcerze, dziś stała się najbardziej rozpoznawalną w niszy piosenki górskiej i o dziwo morskiej, czy wodniackiej gnieźnieńską wizytówką. Na energię zespołu nie wpływają deprymująco nawet ostatnie zmiany personalne. Otwartość formalna zespołu, również bogate instrumentarium sprawiają, że Zagrali i Poszli koncertują coraz więcej w całym kraju i nie tylko. Niedzielny koncert pokazał świetną formę. Kapitan Rynku pod Żaglami i lider ZiP-ów łapie błyskawicznie świetny kontakt z publicznością, staje się kimś w rodzaju dobrego wodzireja zabawy. Tak było i w niedzielę, gdy zespół zagrał przekrojowo swój repertuar, zabierając słuchaczy w podróż od gór po morze. Muzyka niosła się na okoliczne ulice, nie atakując, a sącząc się po prostu, tak jak to dzieje się w miastach turystycznych, których nie przytłacza wielka, lecz tak dawna, że prawie niebyła historia. To był fantastyczny wieczór. Koncert ZiP pełen ciepła i sympatycznego brzmienia to idealny finał Rynku pod Żaglami imprezy tworzonej przez ludzi z pasją, których pasja nie wyklucza profesjonalizmu.

Koncerty odbyły się w ramach Królewskiego Festiwalu Artystycznego, którego jak dotąd były w tym roku jednym z ważniejszych momentów, takich zwyczajnych bez nadęcia, Piastów i mitów założycielskich państwa, miasta, diecezji...


Jarek Mixer Mikołajczyk

zdj. Robert Kiełbowicz, Wojciech Orłowski, SamSung

Tagi: Zagrali i Poszli KFA 2018 Rynek pod Żaglami

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00