• Start
  • Relacje
  • Historie - Create/ to był dobry koncert i całkiem support
  • w imię ojca i syna spółdzielnia autorska

Historie - Create/ to był dobry koncert i całkiem support

W piątek (27.04. 2018) w gnieźnieńskim klubie Młyn odbył się finał trasy “Historie” zespołu Create z gościnnym udziałem Marceliny Bociek oraz supportem Pigs Might Fly. Chłopaki (Create) ostatnim razem grali “u siebie” ponad rok temu, a od tego zmieniło się wiele rzeczy. Zmiana składu, sporo koncertów, fizycznie wydana epka “#Jeden” (Dostępna jest również na serwisach streamingowych) oraz kolejne etapy w wielu konkursach, w zasadzie masa nowych historii.

Miasto czekało na ten koncert, co przełożyło się na frekwencję. Młyn był pełny - prawie po brzegi.

Na początek na scenie pojawił się młody aspirujący skład Pigs Might Fly. Niestety słyszałem dopiero od połowy. Żałuję. (Syn)  Spokojnie mogę jednak stwierdzić „Świnie” udowodniły, że wszystko to, co mogło być lepsze na ich ostatnim koncercie w MOK-u, to była wina stresu spowodowanego technicznymi problemami. W piątek wszystko grało jak powinno, pod sceną było pogo, a nie krzesełka i rączki na kolankach, a po zejściu był bis, bo publika chciała więcej i więcej... W ocenianiu ekipy Pigs Might Fly, zawsze jest problem, bo to co wydawać by się mogło minusem: brud, czasem nierówne granie – przekłada się na największy walor PMF – energię i rock'n'rollowy power.

Create to profesjonalny zespół z krwi i kości, który idealnie wpisuje się w trendy dzisiejszej alternatywy, czy avant popu, zupełnie naturalnie nie na siłę, tak po prostu. Teksty, które poczuć może praktycznie każdy: miłość, uczucia, rzeczywistość - sprawiają, że łatwo się z nimi utożsamić. Zespół kreuje cudowną, momentami bańkowo-ledową (LED Bubble Balloon) atmosferę, to zdecydowanie jeden z tych koncertów, na których można zamknąć oczy i wchłaniać dźwięki.

Maciej Rembikowski to zdecydowanie wokalny diament, hipnotyzujący głos, w którym słychać szczerość i emocje i po prostu dar. Małym minusem natomiast jest fakt, że gdy instrumenty przestają grać, Maciej przestaje też mówić, gubi się w blasku reflektorów (paradoks introwertyka, który wyśpiewuje w piosenkach swoje emocje) o ile, kiedy Krzysztof Romanowski nie stroi swojej trąbki, i to On opowiada historie z trasy, czy zakulisowe anegdoty, nie stanowi to problemu. Kiedy jednak trzeba zestroić dęciaki, na kilka chwil robi się moment niezręcznej “nie do końca ciszy”.

Drobiazgi, o które nie ma, co się czepiać, ale z czasem i takich drobiazgów nie powinno być i pewnie nie będzie. Wspomniany wcześniej “Krzysiu” oprócz talentu wodzireja (być może procentuje kabaretowa szkoła Pawła Bąkowskiego) pokazuje, że ta trąbka jeszcze kiedyś może dogonić Milesa, zwłaszcza w fantastycznej grze pauzą.  Sporo dobrego wnosi wspaniałe wyczucie siebie nawzajem z Jakubem Krzemińskim, który włada saksofonem, panowie prowadzą sekcję dętą w bardzo ciekawe rejony, prostych czasem, niby oklepanych fraz, a jednak budujących to czego tej muzyce trzeba... Partie dęciaków chwytają za serce i lecą gdzieś w głąb człowieka, by realnie wzruszyć. Sax i trąbka to zdecydowanie mocny atut tego zespołu.

Wszystko było utrzymane w ryzach przez profesjonalnie grającą sekcję rytmiczną w reprezentacji: Tymoteusz Słomiański - perkusja oraz Jan Rembikowski - gitara basowa. Nad tłem, kolorem, spójnością i swoistą sznytem projektu czuwał Dawid Ostrzycki. Klawisze zrobiły to bardzo dobra robotę, choć miejscami niby ich prawie nie było. Wyjątkowo na zamknięcie trasy Historie na scenie pojawiła się Marcelina Bociek. Jako spontaniczny okazjonalny akt, było to pojawienie się zgrabne. Przyszłość jednak należy do chłopaków, bo nic tam nie trzeba doklejać. To był naprawdę dobry koncert.

 

Zdj. Noemi Gadzińska

tekst: W imię ojca i syna spółdzielnia autorska

Tagi: Klub Muzyczny Młyn Pigs Might Fly Create