• Kamila Kasprzak - Bartkowiak

Dobry przypał nie jest zły

Można zżymać się na sięganie do jakichś mitycznych historii sprzed tysięcy lat, kiedy rzeczywistość za oknem co rusz dostarcza powodów do śmiechu lub często wręcz słodko-gorzkiej i „grubej beki”. Jednak opowieść o Gilgameszu spisana na glinianych tabliczkach dawno temu, okazała się zaskakująco bliska, zrozumiała i zabawna.

Kabaret im. dr Frankensteina postanowił więc w połowie kwietnia przybliżyć dzieje wspomnianej postaci w swej najnowszej i jak zapowiada – pożegnalnej sztuce, która raz jeszcze ma być grana „po maturach”. „Gilgamesz, czyli epos albo przypały w Mezopotamii”, swą premierę miał w tłumnie wypełnionej sali widowiskowej Miejskiego Ośrodka Kultury, gdzie nad wszystkim czuwał jeden z wybitniejszych twórców lokalnej kultury czyli Paweł J. Bąkowski.

Cała opowieść zaś opiera się dość wiernie na jednej z popularniejszych wersji sumeryjskiego mitu o Gilgameszu, który był królem miasta Uruk, ale też wojownikiem i w dwóch trzecich bogiem. Głównego bohatera poznajemy więc jako surowego władcę swego miasta. Wskutek tego mieszkańcy Uruk proszą swego boga o pomoc i ten zsyła im tzw. dzikiego człowieka Enkidu, który po „oswojeniu” ma walczyć z Gilgameszem. Do walki faktycznie dochodzi i wygrywa ją król, ale po pewnym czasie mężczyźni się zaprzyjaźniają. Następnie przeżywają wspólnie przygody odwiedzając m.in. boga słońca, który ma im pomóc w pokonaniu potwora strzegącego Lasu Cedrowego, ludzi-skorpiony czy spotykając boginię Isztar, która próbuje zdobyć serce głównego bohatera, a kończąc na śmierci Enkidu oraz pragnieniu nieśmiertelności...

Jednak powyższa fabuła nie miałaby tego czaru i uroku gdyby nie jej interpretacja w większości „odmłodzonego” Kabaretu. Zaskoczeń więc było wiele, począwszy od tytułowej roli zagranej przez dziewczynę czyli Katarzynę Pokorę, która trochę w taki gangsta-penerski sposób pokazała swoją postać. I słusznie, bo jakże inaczej przedstawić kogoś kto posiada władzę, a do tego uważa się za kogoś więcej niż człowieka? Ale najważniejsze, że Kasia uniosła swą kreację na której przecież oparła się cała sztuka i zrobiła to odważnie, a do tego po swojemu. Pozostali czyli zarówno „starzy” i „młodzi” raczej dotrzymywali jej kroku, w tym Bąkol jako wiecznie imprezujący i zblazowany bóg słońce, Marek Malinger będący bodaj najzabawniejszym w dziejach wężem-kusicielem czy Patrycja Rybarczyk zdecydowanie lepsza jako kurtyzana niż człowiek-skorpion. Z młodzieży zaś na ogromny plus wyróżnił się Krzysiek Romanowski w roli Enkidu, który pokazał, że ma także aktorski potencjał, bardzo dobra i również wzbudzająca uśmiech konstrukcją swej postaci Noemi Gadzińska, zstępująca niczym „dea ex machina” i chyba nie do końca „wykorzystana” Wiktoria Młynarczyk czy „grzeczna” i wszechogarniająca narratorka Ola Andrzejczak, a do tego jeszcze w różnych rolach Mikołaj Zaradzki i Mateusz Zubel.

Kolejna rzecz to świetne kostiumy, których przedsmak dają już na wstępie Paweł i Krzysiek. Ten pierwszy bowiem odziany został w złote spodnie typu „dzwony” i równie złocistą kamizelkę eksponującą pokrytą brokatem klatę, więc siłą rzeczy staje się mocno „przegięty” niczym sumeryjska kultura, a gdy na potrzeby boga słońca na głowę zakłada opaskę z promieniami oraz okulary słoneczne, to już strzelają race kabaretowej fantazji. Natomiast Krzysiek nosi na sobie zwierzęce skóry oraz malunki na ciele trafnie przywodzące skojarzenia z „dzikim człowiekiem”. Oprócz tego równie twórczo pomyślane zostały stroje dziewczyn. Noemi w swej prostej sukni, którą noszono „zanim to było modne w starożytnej Grecji”, autentycznie zyskuje dostojność bogini, podobnie jak Wiktoria dzięki aureoli przyczepionej do czapki i lenonkach na nosie – anielsko-hipisowskie wcielenie.

Tyle, że wreszcie pojawia się pytanie: po co to wszystko? Czy tylko dla śmiechu, którego nie brakuje (np. bardzo współczesne zachowania boga słońce, teksty węża o hipisach biegających na golasa, czyli Adamie i Ewie, którymi ma się zająć w przyszłości albo oswajanie Enkidu) czy może chodzi o coś więcej? Twórcy „Gilgamesza...” piszą, że opowiada on „o początkach cywilizacji i o fundamentalnej walce ładu z pierwotnym chaosem przyrody. Być może najważniejsza jest jednak główna oś Eposu – zetknięcie się ze śmiercią i odwieczne pytanie człowieka o ostateczny koniec”. I faktycznie, jest to jedna strona medalu, którą trudno podważyć po obejrzeniu spektaklu, ale drugą możemy sobie już samodzielnie dopowiedzieć. Trudno więc było oprzeć się wrażeniu, że jest to również opowieść o ludzkiej kulturze, gdzie wszelkie „nowości” są tak naprawdę czerpaniem z wcześniej rozwiniętych cywilizacji, nawet jeśli taką nowością będzie tu Biblia w porównaniu z sumeryjskimi mitami. Sztuka przypomina więc, że świat to tak naprawdę wzajemnie inspirujący się multikulturowy tygiel, gdzie każda kultura przekonana jest o swej wyjątkowości. Tymczasem „wszystko już było” i czasem warto się przyznać, iż korzysta się z tego dorobku i jak już – twórczo go reinterpretuje. Tak jak to zrobił Kabaret im. dr Franensteina.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Fot. K. Kasprzak-Bartkowiak

Tagi: Paweł J. Bąkowski Gilgamesz Kabaret im. dr Frankensteina

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00