• Start
  • Relacje
  • Country, którego chce się słuchać? Nickel & Rose zagrali w Pobiedziskach Wisconsin Music.
  • Jarek Mixer Mikołajczyk/zdj. Justyna Gackowska-Milecka

Country, którego chce się słuchać? Nickel & Rose zagrali w Pobiedziskach Wisconsin Music.

Nickel & Rose zagrali Country Folk. Koncert w Pobiedziskach pełen prostoty i ciepła płynących ze sceny był pewnie najwspanialszym wydarzeniem muzycznym od dawna w tym miejscu. Rzecz jasna lepiej się słyszy, americana, czy jazz, (wiadomo towarzyski top) albo folk, bo przecież Country to obciachowe jest, raczej? Co nie? Jak kapelusz ze skóry i gwiazda szeryfa. Niektórzy to nawet mówią, że Stany, mają z country taki problem, jak Polska z disco polo. Różnica jest prosta; disco polo nie miało i mieć nie będzie żadnego Johnny Casha czy choćby Willie Nelsona, nie mówiąc już o Emmuly Harris.

Zatem byliśmy w Pobiedziskach na koncercie country zagranego totalnie szczerze, ale bez amatorki, country tak jednak ludzko i głęboko brzmiącego jak dźwięk rozchodzący się po wodzie. Pewnie przypadkowe skojarzenie, muzycy z Wisconsin, a jak mawiają Indianie, Wisconsin to kraina, której jeziora dają czystość, to i muzyka czysta jak woda i gęsta jak mleko...Choć to rozlewane w wodzie mleko to sąsiednia Minnesota i indianie Dakota.

Zostawiając jednak nieudolną prozę poetycką relacjonującego...każdy ma w sobie niezmierzone pokłady grafomani. Może nie każdy, Jarek Mixer Mikołajczyk – tak ma.

To nie jest tak, że opisywanie muzyki, którą gra duet Johanna Rose i Carl Nichols, jako mieszanki jazzu, americany, soulu i folka czy bluesa, jest chwytem PR, albo bez podstaw jest. Chociaż, Tymoteusz Mikołajczyk twierdzi, że to po prostu było Country, ale to znaczy, że chyba lubi to.

Na własny użytek trzymajmy się autorskiego Wisconsin Music, nie, żebyśmy byli w Wisconsin, wśród znajomych z Mulwaukee mamy chyba tylko jednego Tybetańczyka, który akuratnie tam mieszka, i dwóch potomków Kaszubów, którzy tam ponoć liczni... Zatem to raczej nazwa z wyobraźni, ale czym jak nie tworami wyobraźni i kulą, na której podpierają się dziennikarze, są podziały na gatunki muzyczne?

Wisconsin Music w wykonaniu duetu Nickel & Rose zabrzmiało pięknie w sali widowiskowej POK-u. Trochę gigantomańsko wysokiej, ale o dziwo akustycznej. Sala właściwie wypełniona do ostatniego miejsca, choć to poniedziałek był. Wstęp wprawdzie wolny, ale też trzeba przyznać, że na tę scenę songwritersko folkową Pobiedziska otwierają się od niedawna. Na tym chyba polega jakaś misja instytucji kultury, zwłaszcza że do pewnych zjawisk kulturowych trzeba odbiorcę przyzwyczajać. Idzie to w dobrym kierunku, i pewnie niebawem więcej będzie na tej sali widzów z pobliskiego Gniezna, w którym po upadku, czy powiedzmy wprost popłynięciu Szuflady brak takiego miejsca, brak tego typu grania. Może Dobry Browar? Zostawmy jednak dywagacje, bo się zrobi z relacji pirdulajdum klajstrum albo jak mawia Paweł J. Bąkowski pierdololo... Tego byśmy nie chcieli.

Pozwolimy sobie w jakiejś takiej polskiej kolejności. Jeśli w tym, co gra Nickel & Rose jest jazz i blues to bezsprzecznie to jest wokal Rose. Ok, jest w tym lekko manierycznym śpiewie americana, ale raczej taka jak u sióstr Sierra. Ej no jest tu Coco Rosie, jakby jeszcze kto włączył pozytywki i jakieś zabawkowe cymbałki to koniec... Spokojnie to nie jest kalka, czego dowodzi choćby brak zabaweczek, dzwoneczków i różnych takich...Jest jednak w wokalu Rose ten piękny czysty niewydumany żeński blues. W kilku kawałkach zabrzmiała Mała Ella. Cholernie zapomniana polska Ela Mielczarek, bardziej matowa Billie Holliday. To, rzecz jasna skojarzenia, o nich często decydują emocje lub jedna fraza... 

Fantastycznie ze śpiewem i grą na kontrabasie korelowały skromna, prawie klasyczna czarna sukienka, proste buty na obcasie i wyrazisty profil niemal z akademickich portretów. Sukienka skryła orła – dosłownie. Ta spójność – szyk bez przepychu to było, to co w pełni oddawało muzykę, którą zagrali Nickel & Rose. Prostą, niewydumaną taką, którą można zaśpiewać na ganku, albo przy ognisku, ale z kompletnie nieogniskową jakością. Naturalna muzyka. Momentami tylko słychać było umiłowanie do eksperymentu, jazzu a czasem hałasu jakby echo New Boys Club. W grze na basie procentowało w kawałkach zahaczających o blue grass Thistledown Thunders. Jedna z zaangażowanych społecznie Ruth B8r Ginsberg zdaje się w towarzystwie Carla pokazywać swoją łagodniejszą twarz. Niezwykle wolna, ale też wspaniale kobieca aktywistka, organizatorka, basistka, podróżując w duecie Nickel & Rose odwiedza polskie miasta od tych dużych: Kraków, Wrocław po urocze niewielkie Pobiedziska.

Bartek jak Ty to robisz? Borówka Music jest tak niepojęta, jak Twój hokej podwodny.

Siła spokoju w tym duecie to niewątpliwie Carl. Nickel, nie czarujmy się nie zrobiony, że produkt, a jednak sklejony wizerunkowo do takiego country, jakie gra, takiego bez ostróg i butów z wielkim czubem. Zostawmy jednak brodę i piękny totalnie nie-westernowy kapelusz. Prostą koszulę z flaneli w kratę. Tak po prostu stary dobry kumpel Carl wpadł nas odwiedzić w zwyczajnie odświętnych, jak spotkanie przyjaciół ciuchach, szanuje nas no to jest niby zwyczajnie, a jednak... Ta gitara Carla rozgrywa się czasem powoli prostym biciem, a za chwilę wydaje mnóstwo pięknych dźwięków, szarpniętych "metalowym pierścionkiem", a czasem suniętych równie metalową tulejką... No jest w tym trochę bluesa takiego niemal wypalonego jednak ogniem opowieści giriotów. Zachodnia Afryka dała muzyce Wisconsin więcej, niż się śniło, na szczęście Nickel nie opiewa przywódców, jego opowieść to historia prosta, ludzka, czasem romantyczna. Sporo w tych śpiewanych ciepłym głosem piosenkach, miłości, rozczarowań i znów miłości i nadziei, - życie się to panie nazywa. Pozornie gdzieś ta gitara ustępuje ekspansywnej grze basu i wokalowi Rose, a jednak grają się tam takie rzeczy, że łaaałłł. Wokal trochę na kontrze do Rose, miękko, pastelowo, delikatnie... No i tu jest właśnie ten folk, może nie-dylanowski, ale folk...

Wspólnie rozpięci pomiędzy ciszą a krzykiem, mieszają delikatne harmonie z energetycznymi tempami; grają country totalnie prawdziwe, pozbawione jednak tego nashvillowego: brokatu, frędzli i sztafażu niemal z Mrągowa. Trudno szukać najlepszych, najciekawszych momentów – to był po prostu dobry, równy koncert, z fantastycznym bisem. Muzyka, duetu czerpie pięknie ze złożonej kultury i historii nie tylko Mulwakee, to łączenie pokrewnych odmian muzyki zakorzenionej pozwala Nickel & Rose czarować zarówno przeszłością jak przyszłością americany, jako muzyki tak różnych korzeni, jak historia Stanów.

Współpraca POK-u z Borówka Music, to fantastyczny kierunek, już 28 maja zagra tu fenomenalny Tim McMillan z Australii ze skrzypaczką Rachel Snow. Ich ubiegłoroczny koncert podczas Festiwalu Grajków Ulicznych Po Drodze, zapadł słuchaczom głęboko w sercach. A już w czerwcu Borówka Music przywozi do Pobiedzisk; Czesław Śpiewa Solo Act.

Jarek Mixer Mikołajczyk

 

zdj. Justyna Gackowska - Milecka

Tagi: Nickel @ Rose Pobiedziski Ośrodek Kultury Borówka Music

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00