• Start
  • Relacje
  • Stray Dogg jak Starry Night, czyli rozmyte piękno
  • Tymoteusz Mikołajczyk

Stray Dogg jak Starry Night, czyli rozmyte piękno

Tegoroczny pierwszy dzień wiosny nie był sprzyjający wyjściom plenerowym, więc postanowiłem skorzystać z oferty przygotowanej przez Klubokawiarnie Meskalina. Stray Dogg, czyli rozmyte piękno prosto z Belgradu. Poznański koncert Serbskiej kapeli supportował trzyosobowy akustyczny skład Säure Adler.

Koncert zaczął się z nie dużym, wręcz standardowym opóźnieniem 20 minut, a na scenie pojawił się lokalny zespół w innym niż zwykle (wnioskując z opisu wydarzenia) akustycznym wydaniu. Wolę jednak nie skupiać swojej uwagi zbyt długo przy tej części programu, bo nie jestem przyzwyczajony pisać źle, a w tym przypadku jest to jakby konieczne. O ile przy męskim wokalu, było nieźle, a nawet całkiem miło, to kiedy mikrofon przejęła zbytnio speszona wokalistka, całość stała się niespójna. Śpiewała ona całkiem poprawnie, ale trochę jakby słyszała coś innego, niż w tle było rzeczywiste. Zacząłem zastanawiać się, czy nie wylądowałem na przeglądzie piosenki harcerskiej i umówmy się, nie mam problemu z piosenką harcerską w dobrym wykonie. Tekstowo niestety też nie było dobrze, najbardziej w głowie zapadł mi wers “SS’mani w imię wolności”, oczywiście tu wyrwany z kontekstu wygląda pewnie gorzej niż w rzeczywistości. Niestety z ubolewaniem muszę napisać, że ten support można podsumować tekstem z refrenu Säure Adler “oh my God, what the fuck”. Może zły dzień?

Teraz już możemy przejść do rzeczy pięknej i magicznej, ale nie tandetnej jak Disneyland, a raczej wykonanej subtelnie i zarazem wyraźnie z konkretnym charakterem. Stray Dogg artystycznie kojarzą mi się ze “Starry Night” Vincenta. (btw. Jeśli kiedyś będziesz chciał/a dać mi prezent, przynieś reprodukcje/kopię wyżej wspomnianego, a zapewne w moim sercu do końca ż.). Koncert zaczął się solowo Dusan Strajnić-frontman zespołu zagrał bardzo spokojny kawałek, prezentując piękny, czarujący głos. Wszystko szło swoim torem, podczas drugiego utworu do instrumentarium dołączyła druga gitara, a dalej perkusja, bass, klawisze/drugi wokal. W całym składzie Stray Dogg to niesamowita energia i szczypta magicznego pyłu czy proszku z Piotrusia Pana.

Bass cały czas spokojnie wpasowany nadawał całości hipnotyczny wave. Brzmienie perkusji było brudne i wyeksponowane, a jednak nie gryzło się z delikatniejszą częścią instrumentarium, co więcej dodawało autentyczności i mocy. Klawisze wpasowane tam, gdzie trzeba, momentami trochę synth, innym razem delikatne i stłumione. Drugi wokal należał do dziewczyny, która grała na klawiszach i odgrywał podobną rolę, w pewnym sensie dodawał subtelności i tajemnicy. To był jeden z tych koncertów, na których zamyka się oczy i płynie. Od początku było wiadomo, że członkowie zespołu doskonale wiedzą, co robią, a klimat, który wytworzyli w “Meskalinie” był prawdziwy i wprowadzał słuchaczy do innego świata. Najlepszym dowodem profesjonalizmu i intuicji artystycznej dla mnie jest fakt, że po koncercie przesłuchałem trzy albo i cztery razy przesłuchałem ostatnią płytę zespołu - “Come along wind” i zamierzam wracać do niej w “niedzielne popołudnia”. Jeśli w twoim mieście spotkasz się z plakatem czy informacją o koncercie Stray Dogg, lubisz alter indie, americane, albo twórczość Vincenta i Claude’a to nie zastanawiaj się, ani chwili.

Tymoteusz Mikołajczyk

Tagi: Stray Dogg Klubokawrnia Meskalina

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00