• Start
  • Relacje
  • Nie podcinajmy świniom skrzydeł – Pigs Might Fly: brudne, energetyczne granie
  • Jarek Mixer Mikołajczyk

Nie podcinajmy świniom skrzydeł – Pigs Might Fly: brudne, energetyczne granie

Po zespole Pigs Might Fly zagrała toruńska Tortilla. To był dobry, koncert. Elektryczny blues – po prostu, wszystko w szyku, ale żadnych niespodzianek. Takie niedancingowe, zgrabne emeryten party w dobrym stylu. Ciekawie rozpoczął się wczorajszy wieczór. Młoda ekipa z Pigs Might Fly sięga po muzykę rockową osadzoną w latach 70.- 80. i robi to dość sprawnie. Proste, brudne granie pasuje do konwencji zespołu. Bębny mocno do przody, bass i wokal postpunkowo w sferze energetycznej, do tego solidnie rockowa gitara...Dobry brudny rock'n'roll – słychać rzecz jasna, że to początek drogi, ale też powiedzmy szczerze dzięki temu energetycznie i świeżo zabrzmiało. Zdecydowanie szkoda, że koncert nie popłynął od początku tak jak to sobie trio PMF wymyśliło. Intro utworem Pink Floyd miało zbudować klimat, niestety awaria sprzętu wprowadziła na starcie pewną nerwowość na scenie. Dzięki uprzejmości muzyków Tortilli, wszystko jednak wystartowało.

Opóźniony, koncert z wymuszoną zmianą dramaturgii mimo wszystko się obronił. Krótki zwarty set, po początkowych problemach PMF zagrało sprawnie. Pewne niedoskonałości, wbiły się w konwencję. Nieco neurotyczny, wokal, popłynął na przody z odpowiednią energią. Gitara gdzieś pomiędzy starym rockowym hippiesowskim, wręcz trochę page'owskim stylem a Slashem, minimalnie odklejona od motoryki sekcji rytmicznej...podbiła energie kapeli. Bębniarz zagrał prosto, mocno – tak jak trzeba, kiedy basista dzieli swoją uwagę jeszcze na śpiew. To właśnie bębny dały solidną bazę tego co usłyszeliśmy, dały wolność gitarze i basowi...Trudno mówić, że mamy w Gnieźnie power trio, energetycznie wydaje się jednak, że ekipa jest już gotowa iść w tym bezlitosnym kierunku. Warsztat? To rzecz do której zdobycia wystarczy praca.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że ekipa próbuje w Świetlicy Środowiskowej Dzieci z Chmur. Wydawałoby się, że to ośrodki kultury winny takową role próbowni pełnić...

Koncert miał kilka rzeczywiście dobrych momentów, w tym niezwykle szorstką wersję „szlagieru” ze Ściany Pink Floyd. Jedną z coverowanych przez PMF kapel było Royal Republic. Podskórnie w tym dość współczesnym odczytaniu muzyki rockowej sprzed lat pojawiały się nie tylko echa Cold Wave (głównie bas) czy mocniejszego Glam Rocka. Zdecydowanie o jeden kawałek za krótko, troche pracy nad świadomością sceny, choć tu wiele można zrzucić nie tyle na karb braku doświadczenia co kłopotów technicznych, to rozbija muzyków – nie ma wątpliwości. Dobre energetyczne granie w kawałku na zejście. Powoli widać tez pewną spójność jeśli chodzi o image...To też ważny element – scena wymaga kreacji (kreacja nie musi być wieczorowa, byle przemyślana).

W tym względzie ładniedziwnie działa slashowa stylistyka Mikołaja Wesołowskiego i w tym wypadku rockowy kicz, którego szczyt osiągnął Slash pasuje – gra. To co dobre zespół ma już rzadką u młodych kapel świadomość, że na koncertach nie tylko go słyszymy, ale też widzimy. Show, to show, a pewnie byłoby bardziej wyraziste, gdyby nie te techniczne zdarzenia. Nieco introwertyczny (na scenie) Jonasz Kopecki mimo wszystko podjął próbę konwersacji z publiką. Wspomniany perkusista Jakub Kozłowski – wyraźnie rockowy i w graniu i w image.

To ma rację bytu. Ma przyszłość. Zatem jak mawiają mistrzowie polskiego kina: „każdy se musi polatać”. Nie podcinajmy świniom skrzydeł bo Pigs Might Fly. Dobry ruch ze strony MOK zaproszenie PMF do zagrania.

Oceny brzmienia na sali lepiej w Gnieźnie nie podejmować. Podczas poprzedniego remontu sali widowiskowej w MOK, ktoś nie był zdecydowany, czy buduje widowiskową czy basen.

Kafelki na ścianach sali koncertowej? - Takie rzeczy tylko w Gnieźnie. Jeśli więc coś idzie z brzmieniem nie tak, to mało tu winy akustyka. Może warto ustawiać ścianę z pleksi przed perkusistą...bębny nagłośnione poprawnie i tak lecą wysokimi dźwiękami blach...Taka specyfika basenu czy toalety, gdzie kafelki na ścianach są pożądane.

Trio ma przed sobą sporo pracy, ale jak mawiają na Kareji będą z nich ludzie!

Po krótkiej technicznej przerwie, na scenie pojawiła się Tortilla. Formacja przed laty znana jako Tortilla Flat. Od początku liderem grupy jest gitarzysta Maurycy Męczykalski. Obecna wersja Tortilli to elektryczny blues z dobrym wokalem żeńskim. Fani bluesa, którzy przyszli na koncert, dostali dokładnie to czego szukali. Rzetelne bluesowe granie. Nie ma w nim odkrywana Ameryki, ale przecie blues już w rodowodzie jest amerykański. Więc?

To był dobry wieczór w MOK.

zdj. kooperatywa JM & JMM

Tekst: Jarek Mixer Mikołajczyk

Tagi: Koncert MOK Gniezno Tortilla Pigs Might Fly

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00