• Start
  • Relacje
  • Dezerter albo dlaczego zabrakło młodych punków?
  • Kamila Arya Kasprzak - Bartkowiak

Dezerter albo dlaczego zabrakło młodych punków?

Bilety niesprzedane w stu procentach, w gnieźnieńskim Młynie raczej dojrzała, a na pewno dorosła już publika, a ze sceny zwarty, mocny przekaz, ale trochę jakby bez tej „chemii”, która sprawia, że koncert zalicza się do wybitnych.

Pamiętam jak dwa lata temu mniej więcej o tej samej porze, kiedy to „dobra zmiana” zaczynała dopiero swoje ekscesy, byłam na benefitowym występie w Warszawie. Biletem była wtedy cegiełka na manifę, a na scenie pojawił się dziewczyński kolektyw, którego nazwy dziś nie przytoczę oraz Małgorzata Ostrowska, która delikatnie mówiąc, lata swej najlepszej twórczości, ma raczej za sobą. Jednak punkowej atmosfery jaka się wtedy wytworzyła, czyli tego buntu i adrenaliny, nie zapomnę nigdy. Dziewczyny supportujące Ostrowską bowiem za pomocą kilku prostych akordów oraz wykrzykiwanych gniewnie słów „gorszy sort”, sprowokowały swych słuchaczy do wyzwolenia takiej energii, że aż zadrżała sala. Z kolei Ostrowska wszystko to ładnie wyciszyła zabierając w łagodną i sentymentalną podróż wygaszoną dwukrotnie odśpiewaną „Meluzyną”.

Oczywiście nie chodzi o to, że teraz Dezerter, który jest legendą punkrocka, ma zacząć grać inną muzykę i szukać chwytliwych tekstów ze społeczno-politycznej rzeczywistości. Kapela Roberta „Robala” Matery robi to bardzo dobrze, a nawet lepiej od innych od wielu lat budując swe teksty na bogatszej metaforyce oraz cięższych kompozycjach. Tyle, że tym razem pewien uniwersalizm utworów grupy, które sprawdzały się zarówno w poprzednim ustroju jak i w obecnym, nie skusił młodszych odbiorców do skonfrontowania się z nim na żywo w Młynie. Ani zagrane w pierwszej części „Ile procent duszy?” będące mało optymistyczną diagnozą człowieczeństwa, ani też znów bardzo aktualny dziś „Szwindel” z 1987 roku czy również z końca lat 80. „Rejestr wariatów” - nie przyciągnęły młodzieży. W dużej mierze pewnie dlatego, że Dezerter mimo wszystko jest bardziej wymagający np. Pidżama Porno. Jednak z drugiej strony możliwe, że dziś młodzi potrzebują mniej uniwersalnych bodźców typu „gorszy sort”, by też swój bunt skierować przeciw konkretnej władzy lub rzeczom, których nie akceptują.

I wreszcie nie mniej ważny zdaje się kontakt muzyków z publicznością, którego w czasie piątkowego, nieco ponad godzinnego koncertu, trochę zabrakło. Przy czym nie chodzi tu znów o żadne umizgi do fanów, bo postawę Dezertera, który po prostu wchodzi na scenę i „robi swoje”, szanuję. Tyle, że czasem mimo wszystko warto zagadać, nawet jeśli nie trzeba zachęcać do pogo. To ostatnie bowiem w Młynie wytworzyło się dość spontanicznie do szaleńczych pochodów basowych Jacka Chrzanowskiego i ciętej niczym brzytwa perkusji Krzysztofa Grabowskiego. Intensywne jak zawsze tempo, a dalej wykrzyczane także „Prawo do bycia idiotą” przewrotnie namawiające do ignorancji brutalnej globalizacji, teorii spiskowych i przemocy, traktujący o związkach kapitalizmu z wojną „Większy zjada mniejszego” czy znów dziś aktualny wobec nacjonalistycznej ofensywy „Mój kraj”, czyli rzecz o tym, że samo miejsce urodzenia to nie powód do dumy. Osobiście więc był to dla mnie udany, lecz niekoniecznie najlepszy koncert zespołu. Jednak wierzę, że autentyczna niezależność, alergia na tanie schlebianie, ciężka nuta i wsparcie dla słusznych akcji typu „Muzyka przeciwko rasizmowi” jeszcze poruszy młode pokolenie nie tylko w Gnieźnie.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Fot. K. Kasprzak-Bartkowiak

Tagi: Koncert Klub Muzyczny Młyn Dezerter

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Pokot

Kino Helios
Czwartek 4 stycznia 2018
godz. 18:00

Ptaki śpiewają w Kigali

Kino Helios
Czwartek 11 stycznia 2018
godz. 18:00

Twój Vincent

Kino Helios
Czwartek 25 stycznia 2018
godz. 18:00