• Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Przełożona premiera w czerwcu u Fredry!

A jednak stało się, czyli z czasem „odmrażania" wszelkich społecznych aktywności, także kultura wraca do realnego życia, w tym gnieźnieński Teatr Fredry, który postanowił zaprosić widzów na swą przekładaną i długo oczekiwaną premierę spektaklu Wiktora Rubina pt. „I tak nikt mi nie uwierzy".

Jako, że w czasie największych obostrzeń dyrektorka Fredry Joanna Nowak stwierdziła, że „bez bezpośredniej wymiany energii pomiędzy widzem, a artystą tak naprawdę nie ma teatru" - wieść o jak najbardziej realnych przedstawieniach cieszy. Odbędą się one odpowiednio w dniach: 19 czerwca (piątek, prapremiera, godz. 19.00), 20 czerwca (sobota, premiera, godz. 19.00) i 21 czerwca (niedziela, premiera, godz. 18.00).


A o czym jest historia opowiedziana w sztuce? Na pewno czerpie z dziejów Barbary Zdunk – ostatniej kobiety w Europie spalonej na stosie. Jednak oprócz tego ma też ważniejszy wymiar, którym jest od wieków podważana wiarygodność kobiet, zarówno ta z czasów procesów o czary, jak i dzisiejsza choćby w kwestiach seksualnych nadużyć jak np. gwałty.
Co ważne, główna bohaterka „I tak nikt mi nie uwierzy" z czasem przestaje wierzyć w swoją opowieść, a dzieje się tak na skutek doświadczanych okrucieństw i cierpienia. Przez cztery lata przed egzekucją strażnicy bowiem stręczyli Barbarę wszystkim chętnym obywatelom miasta. W więzieniu kobieta urodziła dwoje dzieci, z których jedno umarło, nie wiadomo czy z przyczyn naturalnych, czy z rąk bezsilnej oskarżonej. Im więcej spotykało ją krzywd, tym bardziej bohaterka dostosowywała się do oczekiwanego obrazu czarownicy, kobiety – podpalaczki, uwodzącej cudzych mężów, a wreszcie dzieciobójczyni, której należy się spektakularnie pozbyć.
Warto dodać, że prawdziwym powodem egzekucji Barbary był jej wzrok, który podobnie jak spojrzenie Meduzy budzi przerażenie. Wywołuje wyrzuty sumienia, albo inne niekontrolowane odruchy. Od początku dziejów ludzie stwarzają sobie potwory, smoki i czarownice, żeby je potem mordować w imieniu praworządności i sprawiedliwości. Dzięki takim mechanizmom, sprawiedliwość zawsze należy do silniejszych, którzy decydują, jakie jej obrazy sprzedawać społeczeństwu, zwłaszcza w sytuacjach permanentnych zagrożeń i kryzysów.
Od siebie z kolei spektakl poleciłabym jeszcze z uwagi na postać reżysera Wiktora Rubina, którego „ściągniecie" do Gniezna było jednym z marzeń dyrektorki, a którego twórczość to na pewno teatralna ekstraklasa. Poruszająca, wizjonerska, krytyczna i na pewno zaangażowana, która zamiast gotowych odpowiedzi stawia pytania o społeczeństwo, tożsamość, życiowe wybory czy pojedynczego człowieka i co warto prześledzić w biografii artystycznej tego twórcy portalu na culture.pl, a także przekonać się osobiście przychodząc do gnieźnieńskiego Teatru.

opr. Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Fot. Dawid Stube

Tagi: Teatr im. A. Fredry Wiktor Rubin