• Dawid Jung

Gnieźnieński Doktor Judym Józef Tyc (1800-1868)

Józef Tyc (1800-1868) – lekarz (studiował w Lipsku, w Berlinie obronił doktorat z medycyny), społecznik, powstaniec (odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari), mecenas gnieźnieńskiej kultury i oświaty. Związki z Gnieznem: w latach 1837-1868 mieszkał i pracował w Gnieźnie, gdzie zmarł 11 kwietnia 1868 r., pochowany na gnieźnieńskiej nekropolii św. Piotra i Pawła

Józef Tyc urodził się w Warszawie 30 lipca 1800 r. (taka informacja widnieje na rodzinnym grobowcu, „Dziennik Poznański” w nekrologu podaje datę 21 lipca). Po śmierci ojca wraz z matką przeniósł się do Poznania. Ukończył gimnazjum św. Marii Magdaleny, jednocześnie doskonalił się w zawodzie aptekarza. Po maturze wyjechał do Lipska na studia medyczne. Doktorat z medycyny obronił w Berlinie. Po powrocie do Poznania prowadził gabinet lekarski i razem z dr. Karolem Marcinkowskim udzielał się społecznie. Podczas powstania listopadowego w 1830 r. wstąpił do szwadronów poznańskich formowanych pod dowództwem płk. Augustyna Brzeżańskiego (1789-1855) [pułkownik od 1816 r. mieszkał pod Gnieznem, był autorem pamiętników z powstania, został pochowany na tym samym gnieźnieńskim cmentarzu co Tyc]. Następnie służył jako lekarz sztabowy 3. pułku strzelców pieszych (odbył kampanię z gen. Wronieckim). Za bohaterstwo na polu walki Tyc został odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari. Za udział w powstaniu odbył karę wiezienia w Głogowie, później przymusowo wcielono Tyca do armii pruskiej. Do 1837 r. pracował jako lekarz w Poznaniu. Od tego roku aż do śmierci mieszkał w Gnieźnie.

 

Do przyjaciół domu Tyców w Gnieźnie zaliczał się m.in. wybitny filozof i społecznik, Karol Libelt (1807-1875). O ofiarności Józefa Tyca na rzecz gnieźnian wspomina w 1868 r. „Dziennik Poznański”: (…) Osiedlił się tedy w starożytnym grodzie Lecha i przez 30 lat pełnił tu obowiązki lekarza i obywatela aż do ostatnich dni żywota swego. Dziś – gdy go nie stało – gdy przez pryzmat prawdziwej bezstronności patrzym na całe pasmo dni jego żywota, mimowolnie przed jego cieniem kornie chylim czoła. Bo jako lekarz był on prawdziwym pocieszycielem tych, którzy cierpieli – a jego biegłość w sztuce lekarskiej i to jego przyciągające obchodzenie się z chorymi wlewało w każdego z nich otuchę, dawało siły i cierpliwości w bólu. I znanem jest też wszystkim, jak bezinteresownym był w pełnieniu trudnych i mozolnych obowiązków swoich, a biedni mieszkańcy Gniezna wiedzą i wiedzieli o tem, że dosyć mu było usłyszeć, że ktoś cierpi i jego pomocy potrzebuje, aby – nie pytając komu i jakiemu – spieszyć z nią niezwłocznie.

(…) Jako człowiek był ojcem ubogich i dla nich ponosił te wszystkie przykrości, na jakie wystawiony ten, kto dla głodnych żebrze chleba, kto dla płaczących o pocieszenie się stara. Jemu też to zawdzięczają te rozliczne teatra amatorskie i koncerta na cele dobroczynne za każdą razą swoje powstanie i to, że do skutku przychodziły; a więźniom tutejszym nie miał kto tego roku uzbierać i zanieść święconego, bo w Wielką Sobotę właśnie Bóg go do siebie powołał. Toteż orszak jego pogrzebny tysiączne stanowiły tłumy, różnych stanów i wyznania, a trumnę jego wydzierano sobie nawzajem.

Jako obywatel był jednym z tych polskich lekarzy, który, jak się wyraził mówca w rzeczy nagrobnej, bledzącej gwieździe Polski nowego i świeżego przysposobił blasku (...). A ten wianek śmiertelnej ozdoby, rosą łez bratnich polany, niechaj zdobi pamięć jego i zapewnieniem będzie tak jemu jak wszystkim, że nieszczęśliwy kraj nasz umie ocenić zasługi takich jak on był synów.

 

Dziennik Poznański” podkreślał również bohaterstwo Józefa Tyca jako powstańca:

Gwiazda po gwieździe zapada, filar po filarze się łamie, cegła po cegle się kruszy, a my stojąc i spoglądając na te ruiny i straty, czyż nie możemy razem z uczniami Chrystusa Pana, z serc przejętego żalem i trwogą zawołać w chwili żalu i boleści po stracie, która nam tyle innych przypomina: >>Zostań z nami, boć się ma ku wieczorowi i dzień się już nachylił?<<” Temi znanymi słowy żegnał znany mówca rówieśnika i przyjaciela tego męża, któregośmy dzisiaj pochowali [pogrzeb Józefa Tyca odbył się 15 kwietnia 1868 r. – przyp.]. Toteż mimo woli cisnęły się nam one na myśli, gdyśmy stali nad świeżym grobem, który go nam na zawsze wydzierał! Bo też – jakżeż gwałtownie i coraz widoczniej szlusuje zastęp takich mężów jak śp. Józef Tyc, mężów, co styrali wiek swój na wysłudze Ojczyźnie i braciom, co zacząwszy od pierwszych młodości lat chodzić około publicznej sprawy, zaprzestali służby dopiero wtedy – gdy już ciało wypowiedziało służbę silnemu, w bólach i walkach zahartowanemu duchowi (…). Nieustraszone męstwo i zimna krew okazana niejednokrotnie, gdy wśród boju i gradu kul opatrywał rannych, zjednała mu Złoty Krzyż Virtuti Militari – któryśmy dzisiaj, okryty kirem, za trumną go nieśli (…).

 

Żoną Józefa Tyca była Teodora z Gabryelskich, pochowana razem mężem na cmentarzu św. Piotra i Pawła. W 2004 r. zabytkowy grobowiec Tyców

(grób wieńczy okazała rzeźba z piaskowca) został odrestaurowany dzięki publicznej kweście.

 

Dawid Jung

 

Bibliografia:

Kwartalnik historyczny, t. 44, 1930, s. 444; T. Jakubiak, „Bośmy wszyscy dziećmi jednej matki Polski...”, 1983, s. 63; W. Jakóbczyk, Karol Marcinkowski 1800-1846, 1966, s. 56; K. Libelt, Listy, 1978, s. 317; „Dziennik Poznański”, rok X, nr 91, z dn. 19 kwietnia 1868 r., s. 3-4.