• Kamila Arya Kasprzak - Bartkowiak

Mesabi to świetna zabawa!

Z Darkiem Pajkertem, współzałożycielem oraz basistą i wokalistą gnieźnieńskiego zespołu Mesabi, a poza tym dyrektorem Wydziału Promocji i Kultury Urzędu Miasta, o muzycznej pasji, sile polskiego rocka i młodzieńczych przyjaźni czy związkach między byciem twórcą, a promotorem kultury, rozmawia Kamila Kasprzak-Bartkowiak.

- Na co dzień, patrząc przynajmniej na Twoje życie zawodowe, nie tak łatwo domyślić się, że po pracy przeistaczasz się w rockowego muzyka, choć z drugiej strony związki z kulturą mogłyby na to wskazywać... Jak to się stało, że w ogóle zacząłeś grać?

- Nie tak do końca przeistaczam się w rockowca po godzinach pracy, przede wszystkim staram się znaleźć czas dla rodziny, w tym dzieci, które są uczniami Szkoły Muzycznej, więc może kiedyś wspólnie zagramy (śmiech). Kamil to wielki fan Chopina, Beethovena i Lena. Natomiast najstarszy syn Patryk „Pajk” ma już na swoim koncie hiphopową płytkę, która została świetnie zrecenzowana przez portale i gazety branżowe.

Ale tak poważnie, to staram się nie wypaść z obiegu, chociażby przez słuchanie muzyki, nowości itd. Ta muzyka towarzyszy mi przez całe życie. W mojej rodzinie prawie wszyscy grali: Ojciec, który nauczył mnie grać na gitarze czy chrzestny, który grał w świetnym zespole Słowianie. Byłem w piątej klasie, kiedy całkiem nieźle sobie radziłem z harcerskimi piosenkami i mogłem już zrobić wrażenie na harcerkach, ale też byłem zakochany w muzyce The Beatles. W latach 80-tych przyszedł czas na boom polskiego rocka. Pojawiły się Republika, Oddział Zamknięty, Lady Pank czy Turbo, gdzie gra gnieźnianin Bogusz Rutkiewicz. Z kolei z zagranicznych kapel to były przede wszystkim Rush i Marillion. Coraz częściej też zacząłem myśleć, że fajnie byłoby grać w takim zespole. Namówiłem więc dwóch takich zapaleńców do wspólnego stworzenia zespołu… uuu początki były trudne, ale chęci niesamowite. Tych dwóch panów to Tomek Biłan, który obecnie mieszka na Hawajach, no i wszystkim dobrze znany Andrzej Janka, który w Mesabi grał na bębnach. Pierwsze próby mieliśmy w Spółdzielni Mieszkaniowej, gdzie dochodził do nas czasami wówczas 9-letni Szymon Brzeziński z późniejszego Abraxas. Miałem wrażenie, że gitara była wówczas większa od niego, ale on grał i gra do dziś niesamowicie. W tym miejscu odsyłam do utworu „Pokuszenie” Abraxas i przepięknej solówki gitarowej.

Nie, nie… miałem wrażenie, że porwaliśmy się z motyką na słońce, coś było nie tak.

Dopiero jak trafiliśmy do MOKu (Miejski Ośrodek Kultury – przyp. red.) i wprowadziliśmy trochę roszad w składzie, to ruszyło. Andrzej odszedł, ale dokooptowali do nas: świetny bębniarz Radek Matyska oraz gitarzyści Sławek Grajek i Robert Kosicki. Zaczęliśmy razem grać i ten poziom na ówczesne czasy był całkiem, całkiem. Zagraliśmy parę fajnych koncertów i festiwali rockowych. Ale to był czas bardzo krótki, bo nadeszły matury, wojsko….i koniec! Zespół się rozpadł, wracaliśmy później sporadycznie w zmienionych składach na jednorazowe występy takie jak na przykład WOŚP w 1994 roku i 60-lecie MOK. Dużo fajnych ludzi przewinęło się przez Mesabi, bo oprócz wspomnianych wyżej osób grali też Rafał Muniak, Artur Franczak czy Miłosz Dziurleja (dwaj ostatni to obecnie członkowie grupy Zagrali i Poszli – przyp. red.). No i nadszedł rok 2015, kiedy zaczęli do mnie dzwonić koledzy z pytaniem czy nie warto by wskrzesić kapeli? Takim motorem był obecny perkusista, wcześniej niezwiązany z Mesabi, czyli Darek Pawlak, gość co ma charyzmę i power oraz dobry duszek reaktywacji. Coś czułem, że na próbach się nie skończy. I tak nieprzerwanie gramy sobie od 4 lat! Aha, ja chwyciłem za bass, bo wcześniej byłem jedynie wokalistą, a dzisiejszy skład to także wspomniany perkusista Darek Pawlak, który ma również potencjał śpiewaczy oraz gitarzyści Sławek Grajek i Robert Kosicki, który też mógłby czasami podśpiewywać.

- Zespół Mesabi, którego jesteś członkiem, celuje raczej w melodyjnego, polskiego rocka. Skąd taka inspiracja i czy tak było od początku?

- Wcześniej już mówiłem, że ten boom muzyki rockowej lat 80-tych zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Na koncertach gramy materiał , który powstał w latach dawnego Mesabi, ale już gro materiału jest nowego. Fakt, że te starsze kawałki już chyba setny raz zostały przearanżowane, ale to tylko zabawa. Na koncertach też staramy się grywać różnie. Coś w tym jest, z tą melodyką, że jakoś wpadają w ucho te numery. Ale, czy to dobrze czy źle zostawiam odbiorcom.

- Patrząc na Wasze występy, trudno też nie oprzeć się wrażeniu, że macie w sobie autentyczną radość grania. Z czego to wynika?

- Razem mamy ponad 200 lat , ale duchem jesteśmy nadal młodzi! Jest to nasza pasja, zabawa. Byśmy chyba zgłupieli, gdybyśmy nie mieli takiej pasji. Nie wyobrażam sobie siebie siedzącego cały czas przed TV i słuchającego blubrów „gadających głów”, zbawicieli świata, którzy wiedzą najlepiej jak mamy żyć. Po prostu… nie i odsyłam do utworu „Sarajewo”. Świetnie bawimy się na próbach, jeszcze lepiej na koncertach, zwłaszcza kiedy reakcja publiczności jest dobra, a zazwyczaj tak jest. I Klub Młyn, cudowne miejsce do grania rocka, do bliskiego kontaktu z publicznością.

 

- A jak powstają teksty Waszych piosenek?

-To ponad 30 lat naszej historii. Mówią o sprawach ważnych, pewnie te pierwsze, najstarsze bardziej opowiadają o sprawach młodych ludzi ich problemach codziennych, miłości, braku kasy, imprezach, kłótniach czy chęci zrobienia kariery muzycznej. Z kolei teksty, które powstały współcześnie to spojrzenie na życie oczami dorosłego już człowieka. Na przykład "Bezimienni", czyli jeden z moich ulubionych tekstów, to rzecz o ludziach codziennie mijających się w pracy lub na ulicy, tak naprawdę nie znających się dobrze, a przecież każdy ma swoje troski, radości, problemy życiowe. Nie uniknąłem też polityki w utworach i o tym opowiada choćby „Sarajewo” (nawiązanie do wojny na Bałkanach w latach 90-tych – przyp. red.), które cały czas zdaje się aktualne, bo w każdej chwili możemy mieć, a może mamy takie nasze Sarajewo? Natomiast ostatni tekst jest dla mnie cholernie osobisty czyli „Zegar życia”... o odejściu najbliższej osoby (śmierć matki – przyp. red.) i walką z pędzącym czasem na który nie mamy wpływu, choć bardzo byśmy chcieli „I tak to już niestety musi zostać”... Praktycznie wszystkie teksty są mojego autorstwa poza jednym „Wróbelkiem”, którego stworzył ex basista Tomek Biłan. Ale żeby nie było, mamy też teksty lekkie, łatwe i przyjemne (śmiech). Czy wiesz, że zawsze chciałem napisać tekst o lecie, wakacjach, takiej trochę beztrosce, no i udało mi się, bo w bardzo szybkim czasie powstał "Niepowtarzalny czas". Ten kawałek świetnie gra się zwłaszcza w okresie letnim. Jest bardzo melodyjny, z ciekawym riffem gitarowym. Nie silimy się na udowadnianie czegokolwiek, po prostu bawimy się muzyką i tyle.

- Nigdy nie żałowałeś, że nie zostałeś zawodowym muzykiem?

- No jak nie żałowałem… do dziś żałuję. To było moje marzenie z dzieciństwa, móc stanąć na scenie i grać, ale nie ma co się oszukiwać w Polsce, nie ma obecnie klimatu dla muzyki rockowej, a w latach 80-tych wybili się nieliczni, którzy grają do dziś i wypełniają sale po brzegi. Mam takie powiedzenie „A żyć trzeba”, dlatego granie pozostało tylko wspaniałym hobby i jak zatytułowaliśmy też nasz instrumentalny utwór „Ucieczką w marzenia”.

- Czy Twoja pasja wpływa w jakiś sposób na dyrektorską pracę w Wydziale Promocji i Kultury Urzędu Miasta? W końcu chyba nieczęsto zdarza się aktywny rockowiec na takim stanowisku...

- Zdecydowanie. Przez lata poznałem wielu wspaniałych artystów, managerów, ludzi kultury. Dzięki tym kontaktom, mogę dużo taniej skorzystać z pewnych ofert artystycznych. Zanim jednak trafiłem do UM, jeździłem po kraju z różnymi eventami jako prowadzący oraz przez 10 lat byłem związany z radiem Gniezno, gdzie prowadziłem audycję „Nastroje Muzyki Rockowej”. To wszystko ułatwiało mi poruszanie się w świecie artystycznym, dość specyficznymi czasami zamkniętym. Jednak coraz częściej można usłyszeć, że ktoś tam „bywający na stołku” gra i tak jest na przykład w zespole Hunter, gdzie występuje były zastępca głównego komendanta policji Arkadiusz Letkiewicz, albo w grupie Chemia, gdzie założyciel i gitarzysta Wojciech Balczun to z zawodu menedżer i między innymi wcześniejszy prezes PKP Cargo.

- Doświadczenie „obu stron”, czyli jako organizatora wszelkich wydarzeń kulturalnych jak i tworzącego kulturę artystę pozwala złapać odpowiednią perspektywę?

- Tak to już praktycznie powiedziałem wcześniej. Lata pracy w radiu, MOKu, współpracy z agencjami artystycznymi czy kontaktów artystycznych zrobiły swoje. Teraz mogę jak najbardziej korzystać z tych dobrodziejstw. Jednakże, staram się nie patrzeć na swoje upodobania podczas organizowania imprez. Jestem bardzo daleki od tego i uczulam moich współpracowników, aby nie kierowali się swoimi upodobaniami muzycznymi. I chyba tak się dzieje, bo staramy się wsłuchać w głosy mieszkańców, żeby zawsze podczas imprez było różnorodnie pod względem muzycznym.

- Wracając do zespołu, jakie ambicje ma Mesabi? Stałe koncertowanie, wydanie płyty, zaistnienie na szeroką skalę w jakimś muzycznym show...

- W tym wieku? Tylko świetna zabawa, a jeśli uda się coś nagrać byłoby cudownie. Mamy materiał na dwie płyty i tu powinienem pomarudzić na brak funduszy i tak dalej, ale to moje hobby i mój wybór. Natomiast koncerty, które uwielbiam, gramy już po ponad półtorej godziny i to taki nasz fitness, gdzie można zrzucić parę zbędnych kilogramów. Poza tym staramy się pisać nowe kawałki, ale mamy mało czasu na próby i to nasza słabsza strona, lecz wiadomo, że najpierw trzeba z czegoś żyć. Każdy z nas bowiem ma swoje zobowiązania zawodowe..., ale ok, dość marudzenia, wracam do tematu.

Rodzi się świetny festiwal w Powidzu, polecam bardzo. Mieliśmy okazję grać już na nim dwa razy i jeśli organizatorom się nie znudziliśmy, to pewnie zagramy latem w 2019 rok trzeci raz. Piękne widoki, świetnie usytuowane sceny. Powidz Jam Festiwal ma potencjał i warto go wspierać. Jeśli o show chodzi, to raczej nie. Jakoś nie odpowiada mi ta formuła, ale mogę się mylić. Nasi koledzy z FanArt mieli ostatnio świetny występ w telewizji i na pewno zyskali wielu fanów.

Oprócz tego graliśmy na WOŚP w Czerniejewie, a w Gnieźnie tylko w 1994 roku. A przecież idea WOŚP to również muzyka rockowa, chyba, że się mylę?

- I na koniec może zdradź, skąd przyjacielskie relacje, które łączą Ciebie i pozostałych członków bandu z kapelą Zagrali i Poszli oraz podziel się najbliższymi, muzycznymi planami?


- Haha... no tak, to już wcześniej powiedziałem. Z Andrzejem Janką chodziłem do podstawówki, liceum, byliśmy w harcerstwie, uczyliśmy się słuchać muzyki i jeździć na koncerty. Przede wszystkim założyliśmy zespół Mesabi. Później nasze drogi muzyczne się rozeszły. On stworzył ZiP, a ja wróciłem do Mesabi. Wymyśliliśmy sobie Projekt Folk & Rock, który prezentujemy w Młynie, gdzie nawet wspólnie gramy. Tak samo Artur Franczak i Miłosz Dziurleja, którzy też czasami wspierali Mesabi w różnych projektach. Aha, i w 1993 roku zrobiliśmy taki wspólny jednorazowy projekt MPFM (Muniak, Pajkert, Franczak, Matyska) i w ramach niego zagraliśmy numery OXI i Mesabi w Pomniku.

A jakie plany, czas pokaże… Mesabi to tylko świetna zabawa, którą możemy dzielić się z innymi. Na pewno będziemy informować o wszystkim na swoim profilu Mesabi na Facebooku. Zapraszam też na YouTube, gdzie można znaleźć parę naszych dokonań koncertowych. Pozdrawiam i życzę świetnego ro©ku 2019!

Rozmawiała

Kamila Kasprzak Bartkowiak


Fot. Jerzy Andrzejewski, Piotr Robakowski, Rafał Mikuła, Przemek Pawlak.

Tagi: Kontrwywiad Popcentrali Dariusz Pajkert