• Start
  • Wywiady
  • Weneja to działanie u podstaw. Kontrwywiad popcentrali z Jakubem Dzionkiem
  • Jarek Mikołajczyk

Weneja to działanie u podstaw. Kontrwywiad popcentrali z Jakubem Dzionkiem

Z Jakubem Dzionkiem, pomysłodawcą i współtwórcą „Latarni na Wenei”, czyli niezależnego i plenerowego „centrum kultury”, ale też miejsca spotkań i relaksu, o idei, kolektywnej pracy, stereotypach i planach po miesiącu działania, rozmawia Kamila Kasprzak-Bartkowiak.

- Zacznijmy może od tego, że gnieźnieńska Weneja czyli oficjalnie jezioro Jelonek od lat skupia uwagę różnych społeczników i pasjonatów. Do dziś wspomina się pływające tam żaglówki czy kawiarenkę, zaangażowani społecznicy i pobliskie Muzeum próbują ożywić położoną na Weneji wyspę, a nawet znalazł się jeden miłośnik postulujący m.in. podniesienie poziomu wody w tym akwenie. Co takiego jest w Weneji, że przyciąga?

- Dla mnie jest to najbliższe sąsiedztwo i to jest klucz, że przechodzę tam codziennie przez ostatnie 6 lat i zawsze to miejsce zwracało moją uwagę i rodziły się plany w głowie. Dlaczego Weneja dla innych jest też fajna? Bo to zielona okolica ze ścieżkami, w sam raz do spacerowania i spędzania wolnego czasu, czyli taka rekreacja.

- W jakich okolicznościach rodził się zatem projekt „Latarnia na Wenei”? To był genialny przebłysk czy może większy plan na zagospodarowanie publicznej przestrzeni?

- To głównie spacery czyli to, że od kilku lat bywam na Weneji codziennie. Jednak też wydaje mi się, że trochę taką osobą, która dała mi do myślenia na temat tej okolicy był Boguś, bo z Bogusiem spotkaliśmy się kiedyś tutaj pod dębem i wywiązała się z tego krótka dyskusja jak Weneję i ten teren tutaj dookoła uratować. To było takie szumnie nazwane ratowanie, bo Bogusiowi zależy bardziej żeby podnieść poziom wody i żeby jezioro odżyło. Natomiast nam zdaje się, że to działanie u podstaw, czyli spędzanie czasu z ludźmi, organizowanie ludzi i czasu i wraz z nimi, czyli warsztaty oraz pokazywanie różnych wydarzeń kulturalnych jest istotne. Każdy więc ma swoją misję do zrobienia.

- Poza tym nie byłoby Latarni gdyby nie ludzie, czyli m.in. członkowie Stowarzyszenia Ośla Ławka. Czy łatwo było ich namówić do tego pomysłu?

-To również był proces, ale myślę, że jak już ten plan się urodził i powstał projekt, który został złożony do Fundacji Pracowniczej firmy Velux, to większość członków stowarzyszenia jednak weszła w to i dzięki nim powstało całe miejsce. Każdy też się zaangażował, bo tu potrzebny był zespół by mogła powstać koncepcja wstępna i pomysł na zdobycie pieniędzy, ale całe poszerzenie tego o atrakcje typu warsztaty czy koncerty i o to jak to miejsce wygląda, nie odbyłaby się bez udziału ludzi, którzy są właśnie zaangażowani.

- Jednak nie zaistniałaby też cała realizacja gdyby nie dofinansowanie ze wspomnianej Fundacji. Jak do tego doszło?
- Kilka miesięcy przed upływem terminu dostałem link do strony, gdzie było ogłoszenie o konkursie. Konkurs ten odbywał się z okazji 20-lecia istnienia fabryki Velux w Gnieźnie i ta Fundacja działająca w Danii zdecydowała, że przekazuje kwotę ponad 30 tysięcy złotych na jakieś działania, które będą realizowane przez społeczność, instytucję czy stowarzyszenie z Gniezna lub okolic w promieniu 25 kilometrów od miasta. Jako, że nasz plan rodził się wcześniej w głowie, to fajnie, że ten konkurs się pojawił, bo on się wpisał w to co chcieliśmy zrobić.

- A czy trzeba było jakoś szczególnie przekonywać grantodawcę i pracowników Veluxa do wsparcia?

- Pierwszy etap polegał właściwie na złożeniu projektu do Fundacji Veluxa w Gnieźnie. Następnie wszystkie złożone projekty były tłumaczone na angielski i wysyłane do Fundacji w Danii. Dalej, zarząd duński zrobił pierwszą selekcję i ze wszystkich wniosków dwa zostały odesłane z powrotem żeby pracownicy wybrali ten, który chcieliby żeby został ostatecznie sfinansowany. No i nam się udało z tym naszym projektem, który złożyliśmy na 29 tysięcy złotych, te 29 tysięcy z groszem otrzymać. Natomiast jeśli chodzi o samych pracowników, to widać ich aktywność choćby teraz, gdy na pierwszy pokaz filmów nagrodzonych na Offeliadzie, jeden z nich wraz z żoną przyniósł nam uszyty ekran do projekcji.

- Czym dziś, czyli już po otwarciu jest „Latarnia na Wenei”?

- Dziś ważne jest, że oprócz stowarzyszenia i zaangażowania jego członków, którzy nad wszystkim czuwają, czyli otwierają i zamykają to miejsce czy pilnują dokumentów, rozliczeń i koncepcji, są też inni. Trzeba zauważyć, że na przykład przez wiele dni przychodzili wolontariusze, którzy nam pomagali przy uprzątnięciu tego terenu i byłoby nam dużo ciężej to otworzyć gdyby nie oni. Bo była tu potrzebna praca fizyczna, gdzie nierzadko udostępniano też własny transport i narzędzia. Poza tym tak jak wspominałem, zaangażowali się pracownicy Veluxa, którzy też nam w różny sposób pomagali i pomagają, a niektórzy nawet przez ten czas do końca września mają zaplanowane swoje działania, gdzie na przykład jeden z nich jest didżejem i będzie tu grywał swoją muzykę.

- A czy Wasza inicjatywa ma też w pewien sposób zmienić wizerunek znajdującej się tuż obok ulicy Cierpięgi, która niekoniecznie cieszy się odpowiednią sławą?

- Wydaje mi się, że każda z ulic może się cieszyć lub nie dobrą sławą. Cierpięgi są o tyle widoczne, ponieważ mieszkańcy spędzają tutaj dużo czasu na ulicy i jeżeli są konflikty, to widać je na ulicy. W dobrych dzielnicach takie problemy są zamykane w domach i o nich nie słyszymy, ale one również się dzieją. Dla mnie nie ma różnicy czy to osiedle domków jednorodzinnych czy ulica w centrum miasta, gdzie mieszkają niezamożni ludzie, bo zarówno w jednym jak i w drugim miejscu dzieją się konflikty i różne przykre rzeczy, które po prostu raz są bardziej uwidocznione, a i innym razem mniej.

- W taki razie może Latarnia to pokazanie, że można inaczej robić kulturę, czyli zapraszać bardzo różnorodnych ludzi i nie trzymać się sztywnych zasad, czyli być naprawdę otwartym, co niestety różnie wygląda w naszym mieście...

- My zagospodarowujemy jakąś część społeczeństwa i myślę, że każdy z tych ośrodków, który jest nastawiony na swoich odbiorców, ma jakieś swoje założenia w które nie wnikam albo staram się nie wnikać. Bo raczej każdy dyrektor wyznaczył sobie jakieś cele wraz z pracownikami instytucji i dąży do ich zrealizowania mając je stale z tyłu głowy. My też wiemy czego chcemy i mam nadzieję, że ludzie to kupują i w to wierzą. Zresztą co nieco widać już po pierwszych działaniach na których było sporo osób, więc chyba jest ok.

- Ale czy sama Latarnia to właśnie takie niezależne centrum kultury i plenerowe miejsce spotkań dla każdego?

- Chyba wszystko w jednym i to co nam w pewien sposób zawsze przyświeca patrząc na ośrodki kultury w Polsce i porównując je do ośrodków zagranicznych. Chcieliśmy stworzyć coś, co będzie dla młodzieży, ludzi, którzy przyjdą tu na randkę lub po pracy i po prostu będą się tu dobrze czuć, a my przy okazji będziemy im tę kulturę nienachalnie i w ciekawy sposób przedstawiać i dzięki temu aktywizować. To jest właśnie ten cel, który nam przyświeca cały czas i wydaje się, że to się nam udało. Mam nadzieję, że będzie funkcjonowało dalej, choć w tej chwili jesteśmy na początku drogi, bo funkcjonujemy miesiąc, a jeszcze kilka miesięcy przed nami.

- Co teraz, kiedy już wszystko zadziałało jest dla Was wyzwaniem?

- Według programu Latarnia będzie funkcjonowała do końca września, bo na tyle pozyskaliśmy ten teren, w sensie użyczyło nam go gnieźnieńskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji. Zastanawiam się, że jeżeli uda nam się do końca września działać na takim poziomie jaki sobie założyliśmy i będziemy mieć tyle siły by robić to w kolejnych latach, to będziemy w tej przestrzeni działać za rok, ale też szukać miejsca żeby kontynuować nasze działania jesienią i zimą.

- Czyli jakiś lokal?

- Na pewno chcielibyśmy to kontynuować żeby nie była to działalność sezonowa, bo nasze stowarzyszenie nie działa sezonowo, tylko cały czas. Choć na ten moment nie wiemy czy uda nam się gdzieś do kogoś „przykleić” czy znajdziemy niezależne miejsce. To w końcu jedno z naszych marzeń aby w niedalekiej przyszłości móc robić te rzeczy, które robimy także w lokalu. Bo robimy kiedy chcemy, kiedy potrzebujemy lub kiedy jest zapotrzebowanie mieszkańców, więc mam nadzieję, że się uda.

- I wreszcie, gdzie można znaleźć plan działania Latarni i czy każdy może się w niego włączyć?

- Jeśli chodzi o informację to przede wszystkim jest ona wywieszona na każdy miesiąc z góry na murze latarni, więc można sobie podejść, przeczytać i sprawdzić co się aktualnie dzieje. Co kilka dni na bieżąco uzupełniamy również info na naszym facebookowym fanpejdżu oraz instagramie (\latarnianawenei). Zachęcam też, aby ci co tu przychodzą tagowali lub meldowali się w tym miejscu w sieci, bo to pomaga promować nasze wydarzenia.

Natomiast co do udziału, to cały czas podkreślamy, że jak najbardziej, kiedy tylko mamy wolne albo nie do końca zajęte terminy w grafiku. W ogóle staramy się zapełniać program na maxa i czasami co dwa dni, a czasem codziennie są tu warsztaty albo jakieś imprezy. Jednak jeśli tylko ktoś przychodzi z propozycją, to dajemy także wolną rękę, a potem myślimy jak to można zrobić czy sfinansować, no i zaczynamy działać.

rozmawiała

Kamila Kasprzak - Bartkowiak

zdj. Mateuusz Zubel i Kamila Kasprzak - Bartkowiak i archiwum Jakub Dzionek. 

Tagi: Jakub Dzionek Kontrwwiad

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00