• Start
  • Wywiady
  • Fjord w Powidzu. Rozmowa RasTiego o szantach i country z Danielem
  • Jarek Mikołajczyk

Fjord w Powidzu. Rozmowa RasTiego o szantach i country z Danielem

Polsko norweska formacja Fjord sięga korzeniami właśnie do powidzkiej Tawerny pod Pijaną Zgrają. Tutaj Daniel – gitarzysta i wokalista Fjordu zaczynał swoją przygodę z muzykowaniem. Tutaj też odbył się w miniony weekend koncert szantowo-folkowej grupy Fjord poprzedzony solowym występem Marka Radowskiego. Energetyczny koncert Fjord łączący szanty z folkiem irlandzkim, ale i nie tylko został bardzo dobrze przyjęty przez publikę. Mieliśmy też okazję porozmawiać z liderem Fjordów – Danielem.

W Tawernie pod Pijaną Zgrają z Danielem rozmawiał Tymoteusz RasTi Mikołajczyk

 

Wspominasz ten projekt, który rozpoczął się tutaj w Tawernie pod Pijaną Zgrają?

- To był bardzo fajny projekt. Wspominam go bardzo dobrze, zaczynaliśmy właśnie tutaj było to już jakieś 8 lat temu. Niestety sytuacja tak się potoczyła, że musieliśmy się wyprowadzić do Norwegii. Tam po czasie zaczęło już chyba po pół roku, już czegoś zabrakło. Zabrakło właśnie muzykowania, grania w ekipie. Dałem ogłoszenie, znalazłem wspaniałych chłopaków i do dzisiaj gramy. Dlatego chętnie wracamy do tego miejsca, staramy połączyć nasze wakacje z koncertem tutaj.

 

Jak oceniacie scenę szantową w Polsce i jak to wygląda w Norwegii gdzie gracie na co dzień?

- Dzisiaj tak naprawdę w Polsce działa bardzo dużo grup szantowych. Myślę, że jest ich około 1000, jest też dużo festiwali szantowych w Polsce. W Norwegii zaś, co ciekawe Norwegia ma dużo większa linie brzegową niż Polska, a grup szantowych jest bardzo mało. Takich funkcjonujących i grających dość regularnie jest może 5. Pewnie z tego względu mamy tam sporo odbiorców. Tu gramy z sentymentem.

 

Czy pasja szantowo-folkowa wiąże się z morzem lub pływaniem?

- Byłem oficerem, nawigatorem pływałem na statkach przez 6 lat po całym świecie. A gitara gdzieś tam zawsze mi towarzyszyła, odkąd pamiętam lubiłem grać i śpiewać piosenki. Pływanie musiało zostawić ślad. Tak się zaczęła ta przygoda, samo pływanie zainspirowała mnie do tego, żeby śpiewać szanty, żeby pisać je i układać muzykę do nich. Ta przygoda trwa już od blisko 15 lat.

Gracie szanty z bardzo mocnym akcentem folkowym, z elementami rocka a czy na wypadkową, jaką jest muzyka Fjord ma też wpływ, że jeden z muzyków jest countrymanem?

- Ture faktycznie jest muzykiem country. Jest bardzo dobrym countrymanem, niestety jest też bardzo poukładanym człowiekiem, który ma bardzo stabilne życie i nie chce być muzykiem. Jemu bardzo odpowiada to, że gra z nami w weekendy, że jest to jego hobby, a nie praca. Jak jego obecność w zespole wpływa na nas? Bardzo dobrze, tak naprawdę mamy 5 muzyków o nieco innych inspiracjach. To połączenie szantymana, folkowca, rockmana i jazzmama. A co z tego wychodzi słychać na naszych koncertach. Jeśli jest się muzykiem, to ważniejsza staje się sama muzyka niż podział na gatunki.

 

Szanty to styl życia?

Szanty, jak dla mnie to jest na pewno powrót do tego, że kiedyś pływałem. Jest trochę tak, że to styl życia, bo jednak gdzieś było to morze w życiu, zaznaczyło się we mnie. Może szanty są taką namiastką, czymś, dzięki czemu wracam do tego, co było. I jest to fajne.

 

rozmawiał RasTi