• Start
  • Wywiady
  • Vital Voranau o szeptaniu rozmowa otwartym tekstem
  • Jarek Mikołajczyk

Vital Voranau o szeptaniu rozmowa otwartym tekstem

Vital Voranau to jedna z barwniejszych postaci młodej kultury Białorusi. Kultury, którą najczęściej w Polsce odbieramy przez pryzmat stereotypów, i to niestety społeczno-politycznych. Voranau przyjechał do Gniezna, by podczas niezwykle barwnego spotkania w Instytucie Kultury Europejskiej UAM mówić nie tyle o swojej książce Szeptem, co raczej o zjawisku, które nazwał Szeptuństwem. Warto wspomnieć, że związki Voranau z Gnieznem to przede wszystkim przyjaźń z Dawidem Jungiem, redaktorem naczelnym Zeszytów Poetyckich, który był wydawcą jego książki Wielkie Księstwo Białoruś.

Vital Voranau to absolwent UAM w Poznaniu, ukończył doktorat na Uniwersytecie Masaryka w Czechach. Wykładał literaturę irlandzką oraz historię Białorusi w Southwestern College w USA. Przetłumaczył na białoruski między innymi takie dzieła jak Czekając na Godota Samuela Becketta i Kubusia Puchatka Alana Milne'a. W 2013 r. nakładem „Zeszytów Poetyckich” ukazał się zbiór tekstów prozatorskich Wielkie Księstwo Białoruś. Niedawno opublikował w Polsce dwujęzyczny zbiór opowiadań, Szeptem. Inspiracją dla nowego zbioru opowiadań stały się tradycje związane z funkcjonowaniem babek, medycyna ludowa i szeptuństwo białoruskiego Polesia i Podlasia. 18 tekstów zebranych w książce opartych zostało na materiałach zgromadzonych podczas podróży po rejonie białorusko-polskiego pogranicza. Podczas spotkania pisarz nie tyle mówił o książce, co raczej o samym zjawisku Szeptuństwa.

 

Poniżej obszerna rozmowa z pisarzem, którą przeprowadził Jarosław Mixer Mikołajczyk

 

Prozaicznie zacznijmy od tytułu – dlaczego napisałeś książkę o szepcie?

 

Geneza powstania tej książki, jak to zazwyczaj bywa, ma wątek osobisty. Wspomnienie o tym, że szeptucha pomagała mi, kiedy byłem mały. Ten okres dzieciństwa, którego nie pamiętam, znam z opowieści mamy i babci. Kiedy byłem dzieckiem, to bardzo często w chacie była szeptucha i pomagała: chroniąc od strachu, od płaczu, od złego uroku. Dzieci są najbardziej podatne na te zjawiska. Potem za mojej pamięci, jak miałem dziesięć lat, dostałem zakażenia po oderwaniu skórki przy paznokciu, to był tak zwany wałasień, jak diagnozują szeptuchy po białorusku tą chorobę. Po naukowemu to zanokcica, czyli zakażenie ropne wałów paznokciowych. Objawia się to tym, że zaczyna schodzić paznokieć i zaczyna gnić palec. Przy leczeniu antybiotykami nie ma drastycznych objawów, ale kiedy się nie wyleczy tego antybiotykami ,grozi amputacja. Okazało się, że ten mój przypadek był dość kuriozalny, chirurdzy próbowali dać radę – nie udało im się, myślę, że po prostu nie mieli antybiotyków, lata 90-te na Białorusi były ciężkie w tej materii. Dwóch młodych, zdolnych chirurgów powiedzieło moim rodzicom, że tylko szeptucha może na to pomóc, a jeśli nie to najdalej za dwa tygodnie amputacja palca. Rodzice byli bardzo zdesperowani, słysząc to, co powiedzieli lekarze, odnaleźli szeptuchę, pojechaliśmy do niej. Babka (tak też nazywa się szeptuchy – przyp. redakcji) za pomocą gęsiego tłuszczu i liścia bodajże klonu opatrzyła palec i zabandażowała kawałkiem szmaty. Poszeptała zamowy, zrobiło to na mnie ogromne wrażenie, i powiedziała, żeby wrócić za tydzień. Rodzice znowu byli zdesperowani, bo przecież wiedzieli, że ten opatrunek był niesterylny, bali się, że będzie jeszcze gorzej. Wróciliśmy za tydzień i już po zdjęciu opatrunku widać było, że proces się odwrócił – zaczęło się gojenie. Po dwóch tygodniach wszystko było już dobrze, po pół roku miałem nowy paznokieć. To taka historia osobista, autobiograficzna. Ona często chodziła za mną. Myślę, że my, Białorusini jesteśmy narodem bardzo zabobonnym, myślę, że jesteśmy tylko trochę przed Mongolią jeśli chodzi o zabobonność. Wierzymy w takie sprawy. Nawet gdy rozmawiam z ludźmi wykształconymi, to jednak wspomnienia z dzieciństwa to są dla nich też właśnie palone zioła, kadzidła i szeptucha... Dużo moich znajomy miało też szeptuchy w rodzinie. Niedawno nawet rozmawiałem o tym z Bludnikiem, znanym malarzem. Pomyślałem, że to dobry moment, by o tym napisać. Takim prozaicznym powodem było to, że dowiedziałem się od znajomej, że jest stypendium artystyczne Prezydenta Białegostoku. To się tak zbiegło – Podlasie to zagłębie szeptów, a ja zawsze chciałem napisać o Białorusi, dlatego połączyłem Podlasie i Polesie. To nie było trudne, przede wszystkim nie było naciągane, bo to jest praktycznie kulturowo jeden region. Właściwie jeden język, jedna religia – prawosławie, teren łączy podobna tradycja nawet można powiedzieć jedna architektura. Ten naród podzielony granicą oczywiście możemy nazywać białoruskim, ukraińskim czy polskim. To jest Polesie, chodzi mi przede wszystkim o podobieństwo kulturowe. To właśnie tam zachowała się najsilniej sztuka szeptuństwa. Szeptuństwo to słowo wymyślone przeze mnie na potrzeby tej książki. Kiedy już dostałem pieniądze na tę książkę, jeździłem i zbierałem materiał. Nie był to ściśle etnograficzny materiał, bez dyktafonu i kamery notowałem w głowie sytuacje i opowieści. Niektóre z nich praktycznie były gotowe do użycia w książce. Część z tych historii mówionych stawała się pisanymi, inne trzeba było opracować, poddać je obróbce literackiej. W ten sposób w ponad dwa miesiące jeżdżenia i zbierania materiału i miesiąc pisania powstała ta książka.

 

Zarówno gęsi tłuszcz jak i liść klonu, można nazwać wiedzą, ale ile w tym co nazywasz szeptuństwem jest magicznej duchowości?

 

Tak sobie to szeptuństwo właśnie tłumaczę, jako skomplikowany fenomen, na który się składa wiele różnych elementów. Wydaje mi się, że trzeba je po kolei nazwać, abyśmy to zrozumieli. Z jednej strony jest to placebo, bo jeśli ktoś wzrastał na Białorusi, to głęboko wierzy, że ta szeptucha mu pomoże, zwłaszcza jeśli to silna szeptucha. Taka właściwie jest jedyna gradacja szeptuch, silna i bardzo silna szeptucha i najsilniejsza, bo tak mówią ludzie. Do tych najsilniejszych jest zawsze kolejka. Kedy człowiek się zwraca do takiej szeptuchy, jest przekonany, że ona mu pomoże, i tu efekt placebo jest niezwykle istotny, bo to jest taka siła uzdrawiająca, która jest wewnątrz człowieka. Drugi aspekt, tego co ma te otoczkę czarów i czegoś tajemniczego, ma bardzo często racjonalne podłoże. Tak jak z tym tłuszczem – tłuszcz do zlepienia tkanki, a liść był antyseptykiem... To także wieloletnie obserwacje przyrody i ludzi przez szeptuchy. Lekarzy mamy jakich mamy, a jeszcze w latach 90-tych, jak mówiłem, były problemy na Białorusi nawet z antybiotykiem. Od stuleci ludzie jakoś się leczyli. Szeptucha czy szeptun, choć ci stanowią rzadkość, kierują się też wnikliwą obserwacją. Czasem nam się wydaje, że to magia lub, że taka babka chce nas oszukać, zapominamy jednak, że jeśli to mocna szeptucha, to ona przez lata przyjmuje bardzo wielu ludzi, te wieloletnie obserwacje sprawiają, że patrząc np. na podkrążone oczy, może powiedzieć, że ktoś ma chore nerki itp. Takim moim odkryciem w temacie szeptuństwa było, kiedy zapytano mnie po raz pierwszy w radiu o szeptuchy, zdałem sobie sprawę, że dobra czy mocna szeptucha jest takim dobrym psychologiem przyrody, czy moze lepiej powiedzieć, natury. Jest po prostu człowiekiem, który dzięki umiejętnej obserwacji i pewnej wiedzy pomaga ludziom. Oczywiście jest przy tym też zamowa, szept... Obserwowałem to, były takie sytuacje, gdy jakieś dziewczyny ze swoimi problemami zwierzały się a to, że jedna nie może zajść w ciąże druga ma problem z mężem i bywało, że szeptucha nie wypowiadała zamowy, tylko słuchała tego, jak się żaliły dziewczyny, a potem snuła opowieść. O tym, że jej szwagrowa miała podobny problem, ale stało się to czy tamto i już jest dobrze. Dziewczyny słuchały opowieści, a ja widziałem jak się zmieniają. Tak naprawdę myślę, że szeptucha to jest taka psycholog od Boga, która ma dar mówienia z ludźmi, słuchania ich, która potrafi tak przemówić, że ludzie się przemieniają. Oczywiście dochodzą rytuały, ale też nie zawsze i nie dla wszystkich.

 

Powiedziałeś: psycholog od Boga. Jaki jest jednak stosunek prawosławia do zamowy czy szeptu?

 

 

Bardzo specyficzny, przez lata oczywiście wrogi, bo każda Cerkiew chce wyłączności. Każdy Kościół jest dogmatyczny. Nikt nie chce mieć na swoim terenie takich dziwactw. Sytuacja była specyficzna o tyle, że to Kościół był przybyszem. Pogaństwo było wcześniej. Trzeba przyznać, że szeptuństwo wywodzi się z pogaństwa. Jednak z czasem ta sytuacja ułożyła się dlatego, że najpierw była nagonka, kobiety się chowały, były stygmatyzowane, naznaczone w społeczeństwie, ale nadal ludzie do nich dreptali. Białotuś była chyba najmniej schrystianizowanym państwem, tak mi się wydaje, chyba tylko do Czech można to porównać. Chrześcijaństwo przyjęło się raczej na zasadzie "pójdę do kościoła w niedzielę, żeby czasem piorun nie strzelił" – takie schrystianizowane pogaństwo. Szeptuchy przetrwały ten czas nagonki. Ostatnie miejsce kultu pogańskiego zlikwidowano w Mińsku przed II Wojną Światową, żercę, czyli szamana, skazano na Syberię jeszcze przed I Wojną. Zatem było to stosunkowo niedawno. Wydaje mi się, że jest takie odrodzenie na Białorusi. Trochę długi wstęp do odpowiedzi jest raczej potrzebny, by zrozumieć jak to wygląda. Dziś jednak układa się inaczej. Nie spotkałem praktyczne szeptuchy, która nie byłaby jednocześnie głęboko wierzącą osobą. One się dostosowały do tej sytuacji, nie wiem, ile jest w tym pragmatyzmu, a ile faktycznej wiary. Każda szeptucha ma mnóstwo ikon w chacie. Jest taka formuła: nie ja doktor, Ty doktor, jest ona wyrazem tego, że babka jest tylko pośrednikiem, że odwołuje się do Boga, który jest sprawcą. Wszystkie szepty mówią, że jeśli nie będziesz wierzy,ł to ja ci nie pomogę. Zatem dziś szept w jakoś sposób jest związany z wiarą. Dzięki temu szeptuchy otrzymały przyzwolenie na swoją działalność, choć ksiądz oczywiście nie powie otwarcie, że to jest coś dobrego. Możemy jednak powiedzieć, że na dzień dzisiejszy nie ma nagonki, jest nawet pewne działanie w symbiozie. To widać w Grabarce w dniu, w którym przybywają tam pielgrzymi, odprawiane są liczne rytuały prawosławne, a obok stoją szeptuchy i symultanicznie robią swoje. Batiuszkowie ich nie ganiają, taka pełna współpraca. Na Podlasiu jest też przypadek jednego Batiuszki, który jest jednocześnie szeptunem. Przez długi czas Cerkiew zabraniała mu szeptuństwa. Teraz jest nadal Batiuszką, ale i pomaga ludziom jako szeptun, unika jednak rozgłosu. Oczywiście, żeby być szczerym, trzeba powiedzieć, że wśród ludzi głęboko wierzących są też tacy, którzy mówią, że szeptuństwo pochodzi od demona, że nie prowadzi do niczego dobrego. Tak że te stosunki prawosławia i szeptów są złożone.

zdj. Magdalena Pietruk

 

Mówimy o wiedzy, o intuicji, o tym, że to kwestia wiary, ale czy taka zamowa to forma zaklęcia?

 

Zamowę można nazwać zaklęciem, jeśli chodzi o formę jest to także wiersz, czasem biały czasem rymowany. Wynika to pewnie z tego, że formę wiersza, zwłaszcza rymowanego, zrytmizowanego, łatwiej zapamiętać, łatwiej wpada w ucho. Brzmi to bardzo melodycznie, na prezentacjach staram się to mniej więcej pokazać, ale jak mówi to szeptucha, to brzmi to faktycznie magicznie. Starsza kobieta mówiąca specyficznym głosem magnetyzuje. W miejscach gdzie mieszkają szeptuchy, z zasady na uboczu wioski, najczęściej też panuje taki tajemniczy klimat. Babki to z zasady starsze, samotne kobiety, w domu najczęściej są też zwierzęta, często są to koty, nawet te koty wałęsające się po domu mają w oczach tę energię miejsca, to się czuje. To takie przeżycie też duchowe. Zamowa jest swoistym wierszem, ale też modlitwą. Niektóre z zamów przez chrystianizację szeptuch zaczynają się fragmentami najpopularniejszych modlitw: Zdrowaś Maryjo, Wierzę w Boga czy Ojcze nasz. Kilka z tych zamów zaczyna się od zwrotu: Bogu się pokłonię i Świętej Matce się pokłonię. Jest to taka szczególna forma, gdzie chrześcijańska modlitwa spotyka się z tradycyjną ludową zamową, to też jest ciekawe. Oczywiście wymawiana jest szeptem, stąd nazwa szeptucha. To wymawianie szeptem bierze się z wiary, że słowo wypowiedziane głośno traci swoją moc. Zamowa wypowiedziana na głos przestaje być silna. Szeptem też wypowiada się ją po to, by ludzie nie przyjmowali jej bezmyślnie. Owszem, ukazały się swego rodzaju przewodniki, w których podaje się jakie zamowy na jaką chorobę czy dolegliwość użyć, ale jeśli człowiek je sobie sam wypowiada, nie będąc szeptunem, nie mają mocy sprawczej. Nie każdy przecież jest szeptunem, to jest pewien dar od Boga. Z zamową wiąże się też, jak mówiliśmy, wiedza i rytuał.

 

Mówisz, dar od Boga, zatem kto może być szeptuchą czy szeptunem?

 

Każda szeptucha wierzy, że ma dar sprawczy, można to wytłumaczyć prosto. Ten kto w to nie wierzy, albo jest idiotą, że to uprawia, albo traktuje to zarobkowo, po prostu chce wyciągnąć kasę ale to jest szarlataneria. Ja jednak skupiłem się na tradycyjnych szeptuchach, tych prawdziwych, które nie wyznaczają ceny, nie traktują tego jak biznes. Kto może być szeptuchą? Jest pewna forma przyjęcia i przekazania wiedzy. Najczęściej dziewczyna przejmuje od matki, albo od babci czy ciotki, jeśli nie ma osoby chcącej przejąć szeptuństwo w rodzinie, wtedy jakakolwiek kobieta może się zgłosić po tę wiedzę. Dopiero jednak jeśli szeptucha uzna, że ona się nadaje, to przekażę jej wiedzę. Co dość ciekawe, kobieta może uczyć się u babki wcześniej, jednak dopiero po menopauzie może zostać szeptuchą. Oczywiście można domniemywać różnie tę zasadę, ale prozaiczna przyczyna to taka, że kobieta, która nie musi się już poświęcać dla rodziny, może sobie pozwolić na przyjmowanie od rana do wieczora ludzi z ich chorobami czy problemami. Szeptucha musi mieć dużo czasu, ważna jest też kwestia aury i doświadczenia. Podstawą jest zapewne też właśnie to, by czuła, wierzyła w to, że ma jakąś moc. Ciekawe jest też wierzenie w narodzie, że jeśli szeptucha umiera nie mając następcy, to bardzo ciężko odchodzi. Wtedy jest taki rytuał przebicia dachu. Ktoś wybija dziurę w dachu, by łatwiej było jej duchowi odejść. Bywa też, że szeptucha tuż przed śmiercią przekazuje wiedzę, by odejść spokojnie.  

 

 

Jak odnalazłeś klucz, by książka, opowiadająca jednak o pewnym zjawisku kulturowym, była literacka?

 

Jestem tradycjonalistą w każdej sferze życia, może trochę poza obyczajowym tradycjonalizmem, mam sentyment do tej tradycji mówionej, to pewnie też trochę dzięki szeptuchom, które przecież całkowicie swoją wiedzę opierają na tradycji mówionej. Dlatego większość tych historii trafiła do książki w takiej zachowawczej, czystej formie, jak je usłyszałem. Oczywiście zdarzało się, że trzeba było te opowieści upiększać, stylizować. Kluczem było chyba to, że ponieważ naukowo zajmuje się innymi dziedzinami, podszedłem pokornie do tematu, z pewną ostrożnością, by ta ingerencja pisarska nie stała się ważniejsza niż treść, jednocześnie nie próbowałem przyjąć pozycji etnografa, którym nie jestem. Założenie było proste – fakty brałem takimi jakimi są, zatem historie są prawdziwe, opis rytuału też zachowałem takim, jakim jest w rzeczywistości. W pewnym sensie te historie nie są to historie literatury pięknej w tym znaczeniu estetycznym. Podszedłem do tematu bardziej sobie ceniąc prawdę, czasem literacko brudną, niż oderwane od niej walory literatury pięknej. Myślę, że siłą tej książki jest pokora wobec tematu, pewien umiar w trosce, żeby przypadkiem nie przedobrzyć.

 

Dziękuję za rozmowę  

 

Również dziękuję i pozdrawiam czytelników popcentrali.

 

Rozmawiał Jarosław Mixer Mikołajczyk

zdjęcia wykorzystane w tekście archiwum Vital Voranau

zdjęcie z szeptunką Magdalena Pietruk