• Jarek Mikołajczyk

"Jaras od kiedy my się kur** znamy?"

- Jaras od kiedy my się kur** znamy? - Zapytałeś kiedy prosiłem o dyskrecję, opowiadając o F33., rzecz jasna, nie chodziło o samolot. Chyba byłeś pierwszym, który nie powiedział najgłupszych słów nadużywanych w obliczu tej choroby. Nie było nic o: "braniu się w garść" itp. 

 

Zwyczajowo na pożegnanie, stuknęliśmy się naszymi bebzolami chociaż, tak raczej witaliśmy się - jeszcze gdy bywałem na konferencjach prasowych, sesjach rady powiatu i innych światach równoległych. Pewnie bez Ciebie i naszych niekiedy nieobyczajnych, choć nigdy chamskich żartów - nie przeżyłbym. 

 

Sam wiesz jakim dla mnie te: wysokie rady, posły, przewodniczący, sekretarze, prezesy są absurdem. Absurd boli czasem fizycznie. Zniszczony hipokamp, u mnie to po prostu podwaja fizycznie dotkliwie. 

 

Czasem pewnie, gdybyś nie uśmiechnął się rzucając pod wąsem: - "nie warto"…Narobiłbym tam siary i głupstw, bo aż się chciało cisnąć niektórym w twarz, że sobie nie życzymy by traktowali nas jak debili. 

 

Ten Twój cholerny spokój, ale spokój świadomy, jakaś mądrość życiowa...To z ostatniego czasu pamiętam i tony singli, muzykę i czarodziejskie sprzęty kupowane u Krzycha na Warszawskiej w angielskich bibelotach…Miłość do Mini Discu i to nasze gadżeciarstwo... 

 

- "Jak ci tam jest w tym Muzeum?" - pytałeś ostatnio. - "Znalazłeś siebie sprzed lat, takiego jak poznałem cię na Budulcu" - powiedziałeś. Dodałeś jeszcze - "nareszcie!" i umówiłeś mnie na piwo z Olkiem. Wiesz nasi synowie chodzili swoimi drogami, a jednak to co jest dla mnie dziś ważne...Tymek mógł liczyć zawsze na Twoje dobre słowo, a ja cholernie lubię Olka, no i dobrze mu w tym szarym cylindrze. Fajnie, że wtedy w Dobrym Browarze przyszedłeś z synem. To była przyjemność wypić z wami. Majkę widywałem raczej na wspólnym holu MPPP i “szesnastki”...

 

Jaras - teraz ja zapytam: - od kiedy my się znamy?

Biegaliśmy za szczyla po łąkach między Łaziami, a Budulcem. 

Czy byliśmy wtedy kumplami? 

Tej, no nie będę ściemniał, lubiliśmy się, wtedy nic wiecej. Często gadaliśmy o gumach Donalda kupowanych w mieszkaniu marynarza tuż przy żłobku koło “Parówy” w tym kwadratowym bloku, to były czasy gdy jedyny warzywniak chyba z eternitowym daszkiem był za żłobkiem idąc ode mnie spod “piątki”. Tak ten przy przewróconym wieżowcu, za którym dziedziniec “dziewiątki”. 

 

Parę razy zagraliśmy w gałę na "krzywym Łemblej" i chyba na “Piachach” choć chyba jak ja nie byłeś fanem piłki. Mogę się mylić. 

 

Potem, to już były rozmowy o muzyce, tych było najwięcej. 

Eh dorastaliśmy w rockowych czasach i nasz wspólny kumpel Bogaj dołączył do Turbo. Na Dolinie - tej za torami, spotykali się wtedy “hippisi” - życie. Maratony Jazzowe to już w MOK-u. I wiem, zazdrościłem Tobie chyba już wtedy dobrze znałeś Leszka. 

Moim kumplem był Grzegorz, no jasne z jednego bloku byliśmy. Jednak jego wujek to dla mnie był gość...Sam Grzechu Chlasta, jedyny, który na  Budulcu podczas zabawy w Czterech Pancernych nie grymasił gdy miał robić za Szkopa, też spoko. 

 

Potem był czas, gdy przeniosłem się nad Rynek, znaczy rodzice, więc też musiałem. Mój Kalisz i PSKO, wojsko i PSKO powtórnie. tu poznałem paru późniejszych Twoich kumpli z Zielonej Góry. Radka i Roberta - Bosa... Właśnie Twoja "Zielona", bratania z Ayoy i Potem, Raz Dwa Trzy…

Pod koniec moich śląskich klimatów, przyjechałeś do Toszka. Piliśmy na zamku gin z tonickiem i Tomkiem Szwedem. Kiedy już wróciliśmy ze swoich ziem nie- obiecanych, wtedy Kaszarska. Sklep Muzyczny Duo. Ile tam rozmów o muzyce? Nie zliczę…

 

Koncerty agencji 67, i mocne wsparcie z Twojej strony, wtedy już pisałeś w gazetach.  Potem było otwarcie 67 przy Lecha... Nie byłoby tego wszystkiego, gdybyś: mnie, Rudego i Abadona nie wspierał. No w sześćsiedem bywało...pięknie i rock’n’rollowo…i różnie.

 

Po drodze ten pierwszy w Gnieźnie duży Finał WOŚP, prowadziliśmy razem w Pomniku na Auli. Uczyliśmy się konferansjerki i nakręcania ludzi, podobno szło nam dobrze…

 

Nikt jeszcze wtedy nie myślał w Gnieźnie o radiu… Jakoś może przestawiam czas, chronologię i to nie ta kolejność…

 

Ja przyjechałem wtedy z "Raichu" na ostatnią chwilę, wiesz praca jako pomocnik lakiernika. Mówię: Jaras, tu są tłumy, nigdy wcześniej tego nie robiłem… i mam pietra. - "Jaras wymiękasz? To idziemy, będzie dobrze" - klepnąłeś mnie w plery. 

Poszliśmy i dobrze było. Dalej, pamiętam, że opublikowałeś moje pierwsze wiersze i inne teksty jeszcze w Głosie. Ehhh ile godzin tam w redakcji na piętrze tego budynku, który dziś jest “Starym Ratuszem” znaczy nad Ratuszową...

 

Pamiętasz Agromarket na Karei? "Balbin" i Waldek to była ekipa. 

 

I były zakręty w moim życiu, kiedy mało kto wiedział gdzie jestem, szukano mnie przez polskie radio, ja byłem zaginionym, a Ty byłeś wtedy z moimi bliskimi. Po prostu byłeś. Chyba tylko Ty i Dorota, córka naszego ulubionego starosty…

 

To są chwile gdy...poznaje się człowieka. Tak hartuje się stal. Przyjaźń, nie musi nieustannie kłapać dziobem o przyjaźni i innych takich bla bla bla…

 

Dobra. To przed 67 było. Jakoś tak, w okolicach mojego pierwszego ślubu, który się nie odbył.  Nie zapomnę pierwszego spotkania, gdy wróciłem z “Puszczy” to chyba było Wimpy, dziś tej knajpy już nie ma…Jaras do diabła nie zapomnę, byłeś jedną z dwóch osób, która nie zadała, żadnego głupiego pytania, zero oceny...Owszem padło jedno pytanie: "jak mogę pomóc?" Tak po prostu, żadnego: “stary co ty odj***”, “gdzie ty kur** zniknąłeś”...jeszcze tylko dodałeś - “Niemka” da radę" - tak mówiliśmy o Gośce, która przyjechała z Zagłębia Ruhry na ślub, którego nie było. Niemka - nie miało tu złych podtekstów, sama tak o sobie mówiła…

To też na zawsze pamiętam, z jakim ciepłem powitałeś moją Ślązaczkę w Gnieźnie, ej to było później, zobacz, ale też w Wimpy. Nie pamiętam tylko na co obstawiałeś z Reksem zakład podczas naszego z Olą ślubu. Wiem przecież, że jeden stawiał skrzynkę wódki, tylko który zakładał, że przyjdę, a który, że mnie nie będzie - nie wiem. Nie ważne. Przyszedłem też dzięki naszym rozmowom.   

 

Powiedzmy; szczerze, poza Małgorzatą Bartyzel byłeś drugą osobą, która kierowała mnie w dziennikarstwo. Tak Radio - to historia, w którą mnie wplątałeś - dziękuję. 

 

To było jedno z pierwszych spotkań, był chyba Maciej Maciejewski, na pewno Gosia Swędrzyńska, Gołąb, Ty i ja, czy był już Ryba i jakiś ksiądz? Nie wiem. To były rozmowy o Radiu Wojciech. Potem podziało się tak, że Gołąb wylądował w Radiu Gniezno, my z Gośką i Rybą w Radiu Wojciech, potem zwanym Radiem Plus. Maciej też. Dużo fajnych chwil - Ty grałeś rocka i jazz, który grał tu też Zibi Łuczak, nie pamietam, on pewnie był też na tym spotkaniu...Potem tak poszło, że zostało. Część z nas w Radiu Wojciech, część w Radiu Gniezno. Potem jakieś zamiany, wojenki, uczestniczyłeś w tych pierwszych, nigdy w drugich. 

 

Przecież wiem “Gruby”, że to, że mnie prezes Górski i Radek Bartkowiak zaprosili na przesłuchanie - to była Twoja robota. Radio Warta było wtedy jednym z lepszych w Wlkp.Wspaniała przygoda i zawsze miło było odpalać Twoje dźwięki w czasie serwisów. Chyba wtedy zaczęliśmy gęsto wymieniać się słuchaną muzyką. Stary, to tam poznałem mistrza Piotra, znaczy dzięki szkoleniom szefów muzycznych. No i dzięki Twojej pomocy nagrałem te 50 minut rozmowy z "Kaczką". Słuchaliśmy tego razem z Mini Discu, wiesz byłeś jedynym, który go ze mna wysłuchał w całości. I tak już zostanie. 

Dziesiątki wspólnie przeprowadzonych wywiadów, z naszymi wspólnymi mistrzami. Potem kiedy pisałem dla WAB, wsiadając do Twojego auta słyszełem pytanie: "masz coś ciekawego do czytania?" - miewałem. Ty miewałeś dla mnie płytkę. 

 

Cholera Jaras...nie jestem już w mediach...Ty zawsze w nich będziesz. 

 

I jeszcze pamiętam jak rozmawialiśmy o Robercie Michalaku - Bosie, studiowaliśnie razem. Nie mogłeś pojechać go pożegnać. Zrobiłem to za nas. 

 

No i jeszcze, to o czym piszą wszyscy Olo, Karol, Rafał jeden i drugi, Renia czy Anka, Justyna, Wojtek, Kinga, Kamila - kiedy tylko, któryś z nas nie miał jakiegoś kontaktu, miałeś go Ty. Nigdy nie było odmowy. I choć miałeś wiedzę na wszystkich, nikomu świadomie nie zrobiłeś krzywdy.

 

Nie, no spoko, to nasze środowisko, było nieźle pokręcone, czasem wojenki podjazdowe, jakieś mityczne opowieści o konkurencji...Zawsze, ale to zawsze byłeś ponad to. Poza tym. 

 

Nie dokończę tej historii...sił brak. A jest jeszcze kilka spraw, za które jestem Tobie wdzięczny.

 

Jeszcze niedawno odebrałem telefon - “ Gruby” - pytasz, bo wzajemnie się tak nazywaliśmy - "a Ty na zdalnym czy jesteś w muzeum? Bo może bym wleciał"…usłyszałem pytanie.

Nie wlecisz. Kur**, nie wlecisz. Na zdalnym przejęty covidem: siostry, chrześniaka, szwagra i siostrzenicy - moich rodzinnych galonów z Warszawy, sam z jakimś ropnym gardłem - dostałem info od Darka Pajkerta. Jaras, "Gruby"? - nie uwierzyłem. Potwierdzenie od: Ola, Anki, Karola, Rafała…

 

Dziś u Kaśki na fb, zobaczyłem piękne Wasze zdjęcie...Dociera do mnie, że już się nie zderzymy brzuchami. Kiedyś Tam do Ciebie przyjdę w zaświaty, zrobimy z Waldkiem Miernikiem, Gołębiem, Zibim wspólne Radio.

 

Jarek Mixer Mikołajczyk