• Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Koronawirus zabija także kulturę

Obecna sytuacja związana z działaniami mającymi powstrzymać rozprzestrzeniającego się koronawirusa, znanego także jako COVID19, to duży sprawdzian dla ludzkości, w tym polskiego społeczeństwa, a na pewno państwa i jego instytucji, ale nie tylko takich jak służba zdrowia czy organizacji mundurowych, lecz także kultury.

I choć ta ostatnia pozornie zdaje się nie być najważniejsza, to jednak wszelkie ośrodki kulturalne „zamknęły się" jako pierwsze. Profilaktycznie i logicznie, że „tak trzeba", by chronić swoich odbiorców, choć same na co dzień pozbawione są logicznego zarządzania ze strony polskiego państwa. Kultura bowiem od lat boryka się z systemowym niedofinansowaniem infrastruktury czy imprez w mniejszych ośrodkach oraz brakiem godnych płac dla pracujących w niej osób, które same siebie określają mianem „dziadów kultury". Co więcej, bywa też traktowana instrumentalnie, czyli jako dodatek do promocji takiego czy innego polityka, a w innych sytuacjach sterowana, gdzie nie bierze się pod uwagę głosu animatorów, instruktorów i artystów, lecz decyduje według ideologicznego bądź bliżej nieokreślonego widzimisię, nie mówiąc już o uczciwej, transparentnej i włączającej strategii..., która pomogłaby uczynić ją poważnie traktowaną dziedziną, a nawet liczącą się gałęzią gospodarki. Teraz do tego wszystkiego, także na gnieźnieńskim podwórku, doszły cięcia, których samorządy dokonały wskutek zmniejszenia wpływu z podatków. Podatków, które obecna władza zniosła dla osób poniżej 26 roku życia, co już zdaniem różnych ekonomistów, jakoś specjalnie ich nie wzbogaciło, ale uszczerbek w finansach publicznych przyniosło. Na tyle znaczący, by znów oszczędzić lokalnie na kulturze. A teraz na dokładkę mamy koronawirusa.

Jako animatorka kulturalno-społecznych działań z trzeciego sektora, którego powyższe problemy niedofinansowania czy niepoważnego traktowania także dotyczą – nie jestem specjalną entuzjastką akcji Zostań w domu. Na co dzień bowiem bywam nadaktywna kulturalnie nie tylko przez organizację konkretnych wydarzeń, ale też jako pisząca o innych odbiorczyni czy okazjonalna twórczyni, więc działania w tej dziedzinie są częścią mojej tożsamości. Jednak widząc obecną sytuację, jak wirus rozprzestrzenia się przez międzyludzkie kontakty, gdzie bez kontroli, byłoby dużo łatwiej o trafienie na zarażone osoby, większe ryzyko śmiertelności niż przy grypie i póki co brak skutecznego leku czy szczepionki – społecznym obowiązkiem zdaje się wspomniane pozostanie w domu oraz ograniczenie niekoniecznych spotkań. Nie będę też kryła, że jest to sytuacja niekomfortowa i mimo wszystko smutna, bo mimo chwilowego zadowolenia z faktu przymusowego wolnego czasu w czterech ścianach i możliwości nadrobienia zaległych książek czy filmów – to realia, których konsekwencje mogą okazać się tragiczne. Bo o ile zamknięte szkoły nadrobią czas przedłużając rok szkolny lub odrabiając przerwę w soboty, o tyle ośrodki kultury, bary czy kluby oraz organizacje pozarządowe, nie rozciągną bardziej kalendarza, także tego grantowego. Poza tym w swoich działaniach będą musiały uwzględnić fakt, że odbiorcy również w swych miejscach pracy zaczną odrabiać zaległości, a więc będą mieli mniej czasu na uczestnictwo w warsztatach, koncercie, wystawie czy spotkaniu autorskim, zaś artyści jeśli tylko przeżyją czas posuchy, nie będą wiedzieli gdzie ręce włożyć lub spędzą go w stresującym oczekiwaniu na zlecenie.

Podobno „co nas nie zabije, to nas wzmocni" i w normalnie działającym państwie, wirusowy lub inny kryzys, nie byłby niczym strasznym. Obawiam się jednak, że w kraju, gdzie niezamożna większość płaci większe podatki niż grupa bogaczy czy cyfrowi giganci, a pieniądze często znajdują się na zbyteczne fanaberie typu propaganda „telewizji publicznej", Wojska Obrony Terytorialnej albo zachcianki Tadeusza Rydzyka i Kościoła – kultura może kolejnego ciosu nie przeżyć. Osłabiana, o czym pisałam powyżej, przez lata centralnie i lokalnie, wymagać będzie radykalnego dofinansowania. Wsparcia niczym szczepionki dla tworzących ją ludzi, którzy nie chcą walczyć o przetrwanie, lecz godnie funkcjonować dając innym dobro, piękno i wielowymiarowe spojrzenie na świat. Bo inaczej tragedia zdarzy się i bez koronawirusa...

Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Fot. Plakat autorstwa Anny Bąk i kolaż z informacji o zamknięciu się wybranych miejsc i instytucji.