• Jakub Dzionek

Kulturalnie o braku kultury

"Nie węgiel, nie gaz, nie ropa, a kultura jest naszym dobrem narodowym" tymi słowami Olga Tokarczuk podsumowała wszystko to na czym kładzione są obecnie akcenty w dyskursie publicznym.


Nasze lokalne podwórko pokazuje dobitnie w jakim miejscu jest kultura, jak jest postrzegana i traktowana przez włodarzy, część urzędników czy radnych. Swojego czasu, dzięki Piotrowi Wiśniewskiemu rozpoczęto dialog i pewną systemową zmianę mentalną. Urząd otworzył się na działania i potrzeby lokalnych twórców czy animatorów. Słuchał potrzeb, wyciągał wnioski ale i współpracował. Dziś Piotr jako Dyrektor Biblioteki w ramach swoich kompetencji kontynuuje tę rolę mediatora, spoiwa i dobrego ducha przemian, które niestety mam wrażenie, że zostały w Urzędzie wstrzymane. To Piotr wymyślił nagrody „Królika” dla osób związanych z lokalną kulturą, to on dbał zawsze, żeby te osoby były widoczne lub zauważone i docenione, a wydarzenie to miało odpowiednią rangę. Dziś widać niestety odwrót (i to nie odwrót Piotra) i zmianę priorytetów w mieście. Gala Królików przeniesiona została z Teatru (gdzie miała odpowiednią oprawę) do MOKu. Ścięty budżet spowodował, że na gali nie pojawiają się już koncerty gwiazd ogólnopolskiego formatu. Wyrazem ignorancji i braku zainteresowania tą sferą jest również nieobecność na tej gali najważniejszych osób w mieście. W tym roku nie zaszczycił swoją obecnością ani Prezydent, ani jego zastępcy, ani też najważniejszy urzędnik od kultury czyt. Dyrektor miejskiego wydziału - to policzek dla gnieźnieńskiej kultury (choć nadal to Urząd jest fundatorem statuetki „Królika”).


...jeśli największą dotację w Gnieźnie otrzymuje żużel, to dlaczego promocja jest "przypięta" do wydziału z kulturą i turystyką?!

Kilka tygodni po gali ludzi kultury odbywa się gala sportu na "pięknej" nowej hali widowiskowo - sportowej. Tam jest przepych, impreza na moje oko kosztuje miasto kilkadziesiąt tysięcy złotych. W latach ubiegłych konferansjerem był Szpakowski, Zimoch... no i na gali są wszyscy: radni, urzędnicy, biznesmeni, włodarze no i politycy. Ten romans polityki, biznesu i sportu pokazuje jasno układ sił, powiązań i priorytetów. W związku z tym dziwi mnie podział obowiązków miejskich wydziałów. Bo jeśli największą dotację w Gnieźnie (na promocję Gniezna) otrzymuje żużel to dlaczego promocja jest "przypięta" do wydziału z kulturą i turystyką, a nie do sportu?! Dlaczego Start mający frekwencję rzędu 41.000 osób (z czego lwią część stanowią mieszkańcy naszego miasta) jest nieporównywalnie lepiej traktowany niż np. Muzeum, które w tym samym roku ma frekwencję zbliżającą się do 80.000 osób (i tu lwia część to ludzie z poza Gniezna). Oczywiście, Muzeum jest marszałkowskie i zaraz zarzuci mi się mylenie budżetów oraz prowadzących jednostki samorządowe, ale mi chodzi tylko o zasadę! Przecież nie od wczoraj mówi się, że Gnieznu potrzebne jest Muzeum Historii Gniezna - promujące Gniezno właśnie! (nie trudno przewidzieć, że frekwencja byłaby podobna do MPPP). Przekonanie, że to na wydarzenia sportowe chodzi więcej osób i dlatego są one mocniej dotowane to mit i błędnie utarty slogan chętnie wykorzystywany przez polityków. Jak pokazują dane w Szczecinie więcej osób odwiedza Filharmonie niż mecze Pogoni Szczecin. Rozgrywki Wisły Kraków i warszawskiej Legii, które mają największą frekwencję w Polsce odwiedza około 230.000 kibiców rocznie, Muzeum Polin 390.000 (2017), Muzeum Powstania Warszawskiego 720.000 (2017), a takich instytucji (w samej Warszawie) jest więcej. 

Każda próba zwrócenia uwagi na kłopot, każdy sygnał że potrzebny jest dialog odbierane są jako atak na Urząd...

Podstawowymi przeszkodami, o których środowisko kultury w Gnieźnie dyskutuje już od blisko 10 lat (a może i więcej), co podczas realizacji programu Dom Kultury+ zauważył specjalista i koordynator z ramienia MKiDN – miastu brakuje strategii dla kultury, brakuje jasnych i równych kryteriów w konkursach grantowych itd. Problemy, które udaje się diagnozować "leczone" są doraźnie, projektowo przede wszystkim przez NGOsy, bez systemowego wsparcia. Każda próba zwrócenia uwagi na kłopot, każdy sygnał że potrzebny jest dialog (podparte konkretnymi propozycjami działań - choćby powołaniem Społecznej Rady Kultury) odbierane są jako atak na Urząd i barykadowanie się włodarzy jakoby kultura nie była naszym dobrem wspólnym, a jedynie narzędziem do promocji wśród określonej grupy potencjalnych wyborców. Jak podają dane raportu "Kultura jako źródło wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej" szeroko rozumiana kultura jest w Europie trzecią branżą zatrudniającą najwięcej pracowników (zaraz za budownictwem oraz gastronomią). Na świecie ten sektor od dłuższego czasu jest doceniany, w Polsce utarło się już pojęcie "dziady kultury". Na przykładzie Gniezna warto wspomnieć, że MOK w 2020 roku na swoją działalność otrzymał dotację o blisko 400.000 zł mniejszą niż w roku ubiegłym, a płaca minimalna idzie do góry. To oznacza, że na tzw. działalność programową zostanie tej instytucji jeszcze mniej pieniędzy, (pamiętajmy, że MOK od ponad roku jest bogatszy o kolejny oddział z potężnym potencjałem - czyli Stary Ratusz ale bez odrębnego budżetu). Na Komisji Promocji, Kultury i Turystyki przy Radzie Miasta Dyrektorzy (Wydziału Promocji, Kultury i Turystyki oraz MOKu) niemal licytują się, komu z nich obcięto więcej w budżecie. To świadczy o braku zaangażowania i starań by ten budżet wyglądał inaczej. Skoro na ozdoby świąteczne Miasto ma zamiar wydać 148.000 zł, a w tym samym czasie na promocję jak ważnej obywatelskości (Budżetu Obywatelskiego) w swoim wydziale Dyrektor zarezerwował raptem 5.000 zł. Ta nieskuteczność dziwi mnie tym bardziej, że są to osoby z bliskiego otoczenia Prezydenta i to ich zadaniem powinno być uświadomienie i lobbowanie w kwestii tak ważnej dla Gniezna jaką jest kultura, bo przecież Prezydent ma prawo nie znać się na wszystkim! Idąc dalej na dotacje realizowanej przez NGOsy, rok do roku ścięto kwotę o blisko 40% ze 110.000 zł do 65.000 zł (i to po interwencji i propozycji podniesienia tej kwoty przez radnego Kuczmę). To daje Gnieznu ostatnią pozycję z miast podobnej wielkości w Polsce. Obaj Panowie Dyrektorzy dziwią się kiedy podejmowany jest temat ich budżetów na Komisji, jakoby to na Radnych Miasta Gniezna spoczywała cała wina za cięcia.

 

Pytam: skąd przeciętny gnieźnieński radny o ewentualnych problemach z niskim budżetem ma wiedzieć, jeśli ów Dyrektorzy nie zgłaszają zastrzeżeń? Kto jak nie ci Dyrektorzy zwracają się w odpowiednim czasie do Urzędu i Prezydenta z planem działań na kolejny rok oraz dokładnym preliminarzem ile na co jest im potrzebnych funduszy. Ja już tu nie mówię o dobrych praktykach międzywydziałowej pracy (nie tylko) nad budowaniem budżetu… no ale czego tu oczekiwać po Dyrektorze „od kultury” skoro podczas ww. Komisji nie odpowiada na żadne z dziesięciu pytań, które mu oficjalnie i na piśmie zadałem?!

Skoro sport i niektóre inne działania nie pozwoliły sobie na cięcia to znaczy, że mamy prawdopodobnie do czynienia z nieudolnymi Dyrektorami, a sama kultura w tej całej układance jest daleko poza marginesem. Daleko za sportem, promocją, turystyką czy innymi sferami życia tego Miasta. Szczycimy się i obtrąbiamy sukcesy jak po kilku miesiącach "boju" z ignorancją i niewiedzą radnych udaje się doprowadzić do uchwalenia stypendiów dla młodych (w dziedzinie kultury - skąd inąd bardzo istotnych!) z rocznym budżetem 2.500 zł. W tym samym czasie małe miasteczko Trzemeszno (trochę ponad 7.500 mieszkańców) uchwala podobne stypendium przeznaczając na nie kilka razy większe środki.


Wszystko to składa się na całość miejskiej polityki niekulturalnej, ale jak mawiał klasyk chyba "szkoda szczympić ryja" bo światełka w tunelu brak.

zdj. Rafał Mikuła i Kamila Kasprzak - Bartkowiak

tekst:

Jakub Dzionek