• Start
  • Felietony
  • Kultura polityczna - nie istnieje (Polityka Kulturalna 1)
  • Jarek Mikołajczyk

Kultura polityczna - nie istnieje (Polityka Kulturalna 1)

Tytuł cyklu Polityka Kulturalna jest przewrotny. Dziś większość twórców kultury, animatorów nieustannie podnosi postulat odpolitycznienia kultury. Postulat raczej nierealny przynajmniej do momentu istnienia: instytucji kultury; samorządowych czy ministerialnych. Domy kultury, centra i ośrodki służyć będą tym, którzy dzierżą władzę jako tuba propagandowa. Władza oczekuje od pracowników kultury, nie tyle merytoryki, co pewnej zdolności, którą posiadły kurtyzany. Są tacy, którym nie robi biegać raz z pacyfką innym razem z ryngrafem wojskowym, są i tacy, którzy tego nie robią - to tyż prawda.

Dziś jednak nie będziemy pisać o tym. Potrzeba istnienia takich placówek lub brak takiej potrzeby - powrócą jednak kiedyś jako temat.

Kultura polityczna?

Trudno nie odnieść wrażenia, obserwując naszą rzeczywistość, że kultura polityczna nie istnieje. Dziś już nie trzeba jednak spoglądać na Wiejską w Warszawie. Cyrk jest bliżej nas. To zresztą nie jest zjawisko nowe, nie towarzyszy jedynie obecnej kadencji rad miejskich, powiatowych czy gminnych. Kolejność jest przypadkowa.

Czasami chciałoby się kupić tym radnym po wiaderku i łopatce i rozsypać na sali obrad wywrotkę piasku. A kto za to płaci? ”Pan płaci, Pani płaci — społeczeństwo. Wysokiej Radzie i szanownym Paniom i Panom radnym płaci. Nigdy jednak nie ustalono jak wysoka jest ta rada — lubią radne i radni jak ich tak nazywać i czapka do ziemi, a słoma z butów nie jednemu podziurawiła elastyczne skarpety. Pewnie nie wszystkim. 

Oszczędźmy sobie przykładów oraz pytań o to kto pianę bije?. Kto babki z piasku robi?
Pani posłanko mamy teraz transmisję na youtube, widać tam wyraźnie jak niewielu na tych salach nie kula babola. Dziw bierze, że kompletnie miewają gdzieś, że my ich teraz możemy podglądać jak przez dziurkę od klucza.

To jednak jest niewielkim dramatem. Nas obrażają nie często, gorzej traktują samych siebie. Kto nie jest z nami ten przeciwko nam to największe fiksum-dyrdum, któremu ulegli niemal wszyscy.

O kulturze politycznej możemy milczeć, niech sobie skaczą do oczu, drapią, gryzą i kopią, już to robią, narazie słowem i gestem, jedni drugim wtórują w grze pt. "udowodnię Tobie, że jesteś głupszy". Słownictwo i emocje piaskownicy to eufemizm zastępujący bardziej adekwatne określenia. Ostatnio na ten przykład "Wysoka Rada" tłukła siano o 10 tysięcy złotych rocznie na udział w konwencie samorządów na rzecz współpracy z Ukrainą.

"Wyjdą?, nie wyjdą?" jakby to była sprawa życia i śmierci, jakby się miał narodzić konflikt polsko-ukraiński, bo mało komu na Ukrainie znany powiat wystąpił z mało znanego konwentu.

No i nie będziemy bawić się w rację racjniejszą, bo z drugiej strony, jeśli te 10 tysięcy złotych to bój o "być?, albo nie być?" powiatu był, no to może już tego powiatu lepiej by nie było? Może komisarz? A co, że wstyd? Jak kasa pusta to nie wstyd?

I jedno nas, albo mnie - nie obchodzi póki co kto winien. Najpierw gasi się pożar! Potem szuka podpalacza! A tu inaczej: my - nie - to wy! A dziura coraz większa i niech płonie ten ogień. 

Przyjaźń polsko-ukraińska i na odwrót to jest po mojemu jak Sasha Boole nie może po koncercie na Grajkach wyjechać z Gniezna. Wpada jedynie na śniadanie, a zbieramy się po obiedzie. Albo jak Maleo jeździł na Majdan grać tym, którym potrzeba było pieśni.



Te: projekty, konwenty, "Ukraińskie Wiosny" z rozdzielnika to: ani kultura, ani kultura polityczna, ani nawet „gacie w kratkę - to dupa blada bez gaci.

Do momentu, gdy "na IKE" polscy studenci bawią się przy muzyce różnej, a Ukraińcy: „Ми танцюєм олишепід українську пісню a tak to widzą mieszkańcy kampusu - to figa z makiem. 
Tyle tylko, że to "badanie się" studentów może mieć irracjonalne, ale uzasadnione podłoże. "Zabawa pierwszy rozwalę Twój zamek z piasku" przez radnych, nie jest ani rozsądna, ani uzasadniona.

Jest źle, podobno w skarbcu, a kłótnia i obopólne oskarżenia co znaczą?
"Co znaczą te słowa? One nic nie znaczą tylko tyle, że skoro jedni i drudzy tupią nóżkami i pięściami - to jedni i drudzy nie są bez winy. Ehhh długi się wstęp zrobił.

W czym rzecz, skoro nie ma kultury politycznej to, czy jest polityka kulturalna?

Jeśli to, czym jest?

Kiedy uczyliśmy się w Kaliszu na KO - wców, kręciliśmy sobie trochę bekę z przedmiotu Polityka Kulturalna PRL. Ba z najprężniej dziś działającą szeptunką Elą Kuc uciekaliśmy regularnie z tych zajęć. Teraz myślę czasem, że może przydałaby się, nie tyle szeptucha Ela, co polityka kulturalna - jakakolwiek, a nie loteria fantowa. 

"Termin “polityka kulturalna” nie odnosi się jedynie do działań w obrębie sztuki, ale i tożsamości kulturowej, społecznej"



Dziś zupełnie na luzie, jak to zazwyczaj bywa, gdy zaczyna się coś nowego.
Nie będziemy cisnąć.

Jedno tylko tak na koniec.
W przyszłym roku jeden z najważniejszych gnieźnieńskich podmiotów wykonawczych jak czasem określa się artystów, świętował będzie 50 lat istnienia.

Będzie?


Szpaki, kiedyś chór chłopięcy stawiany zaraz po poznańskich Słowikach. Koncerty nie tylko w kraju, turne choćby po Francji. W dorobku pocztówka dźwiękowa Tonpress. Warto sobie uświadomić, że czasy to były, gdy w kraju było kilka studiów nagrań, nie tak jak dziś, że co drugi młody raper ma studio w szafie. Fantastyczne prowadzenie Wiesława Kisera. Szpaki to też w całej historii dziesiątki młodych chłopaków, którzy wyrośli na dojrzałych facetów ze śpiewem na ustach. Programy telewizyjne z udziałem Szpaków w czasach gdy mieliśmy Telewizje tylko w ważnych ośrodkach.

Zatem obecnie to już zespół kameralny, prowadzony wcześniej między innymi przez śp. Romana Nowaka dziś pod kierunkiem wspaniałej dyrygentki Pauliny Kuczyńskiej — Siwki chciałby dać na swoje 50 lecie coś Miastu. Koncert może nagrania — jasne, jak wiele podmiotów wykonawczych zwrócił się o wsparcie do Miasta, ale hmmm budujemy parkingi i wiele innych rzeczy jest, to i nawet drobnej kwoty nie ma.

Szpaki zwróciły się o wsparcie także do powiatu. Wiadomo w powiecie, to nawet złotówki nie ma. Najlepiej byłoby Szpaki zlikwidować, tylko cholera starostwo nie jest organem prowadzącym. Radni nie mogą tego głosować ani restrukturyzować, nawet zwolnić się nie da dyrektora.

Z jednej strony odpowiedź starostwa pokazuje politykę kulturalną tej instytucji, z drugiej wszystko dobrze, przecież może nie być pieniędzy, do przeprowadzenia jeszcze tyle konkursów z nagrodami np. na zdjęcie ptaszka — byle nie szpaka albo na cuda ze śmieci…
Poważnie nikt tu się nie obrażą na odmowę, jednak ostatnie zdania odpowiedzi i opowieści o szacunku mówią wszystko. Nie komentuję. Poczytajcie sami. Tu nie chodzi o pieniądze, ale o brak szacunku do 50 lat historii kultury, tego powiatu — w Szpakach śpiewali również chłopcy powiatowi.

A wystarczyłoby, np. napisać: "nie mamy kasy, nawet tych 2 tys. przepraszamy, nie kupujemy już papieru toaletowego ani kawy służbowej". Nie zaś chrzanić o życzeniu znalezienia sponsorów i innych politycznie poprawnych, życiowo chamskich frazesów. "Nie mamy kasy, pomożemy inaczej, pogadamy z marszałkiem, jest nasz, teatr podlega pod niego, może załatwimy Wam na jubileusz salę Teatru". Kurcze no proste? Proste. 

Dla jasności nigdy nie śpiewałem w Szpakach, nie mam tu interesu. Ja to nawet nie śpiewałem nigdy, chyba że liczyć jedną próbę punkowej kapeli Fetysz, którą robiliśmy z Kyem Budzyńskim na bazie Problemu. Nie jestem też co pragnę podkreślić wrogiem Zarządu tego czy byłego. To tylko kwestia przyzwoitości, tożsamości i szacunku. Nic więcej. Miłej lektury.

 

Jarek Mixer Mikołajczyk EAP 

Tagi: Szpaki Polityka Kulturalna Element APolityczny