• Start
  • Felietony
  • Geniusz ukamienowany po śmierci. “Takie moje miasto jest” panie Kazimierzu
  • Jarek Mikołajczyk

Geniusz ukamienowany po śmierci. “Takie moje miasto jest” panie Kazimierzu

W 2004 roku, na cmentarzu za "Szpitalem Dziekanka" w Gnieźnie, zlikwidowano grób. Pokryto go brukiem. Takie praktyki, żyjemy dopóki się o nas pamięta. Nowa cywilizacja kasuje pamięć błyskawicznie. Delete i po wszystkim. Wydawać by się mogło, że są instytucje, które są gwarantem pamięci. Administratorem cmentarza w czasie brukowania grobu była już Kuria.

 

"Jakiś tam" Kazimierz został zabrukowany. Nie on pierwszy i nie ostatni.  Właściwie miał szczęście, przecież mogli: zasypać gliną, błotem, albo wyrzucić na śmietnik. 

Kazimierz na drugie miał Filip, po ojcu. Gimnazjum ukończył u Marii Magdaleny w Poznaniu i w sumie do tej pory wszystko mieściło się w normie. 

Nic nie wskazywało na to, że trafi do szpitala Dziekanka. Dopiero potem, życie intelektualne i naukowe Kazimierza Filipa zaczęło się zagęszczać. Wystarczyłoby tego życia na kilka imponujących życiorysów. Uniwersytet Fryderyka Wilhelma w Berlinie, a potem kolejno uniwersytety: we Wrocławiu, w Monachium i rigorosum w Lipsku. 

Kazimierz, który dziś leży przysypany brukiem, to był żywy i barwny człowiek, kiedy jeszcze był żywy. Poza medycyną, o której już pisaliśmy, przez dwa lata kształcił się w bakteriologii w Instytucie Pasteura, by później prowadzić badania terenowe pod okiem mistrza i pioniera mikrobiologii, światowej sławy Jana Danysza. 

Ten sam Kazimierz, można powiedzieć “ukamienowany po śmierci”, był szanowanym kantystą, a studiował Kanta w Lipsku, tam gdzie Emanuela znają najlepiej. Spotkał tam Wilhelma Maximiliana Wundta. Być może to właśnie twórca psychologii eksperymentalnej, zaszczepił w nim to, co miało zaprowadzić go do Gniezna na Dziekankę... 

Równolegle badał teorię piękna, to dzięki pracy na ten temat obronił doktorat z filozofii. Rzecz jasna nie tytuły, sprawiły, że w 2004 roku Gabriela Mikołajczyk próbowała, niestety bezskutecznie choć heroicznie, bronić nieżyjącego już Kazimierza Filipa przed ukamienowaniem, interweniując u konserwatorów zabytków i tych w sutannach i tych bez. 

Boznaska Kazimierz Wize

Kazimierz przez lata był blisko Olgi Boznańskiej, przyjaźnił się z najwybitniejszą polską malarką. Na ścianach jego mieszkania wisiały obrazy Boznańskiej i Wyczółkowskiego. Z Olgą podobno Kazimierz starał się bardziej niż zaprzyjaźnić. 

Nie pomogła Boznańska, ani Wyczółkowski. 

Przypomnijmy więc, jak to się stało, że Kazimierz trafił do Gniezna, potem na Dziekankę i do Modliszewa, a ostatecznie pod polbruk. 

Kazimierzu, przepraszam za poufałość, gdyby Cię chociaż ukamienowano porządnie na przykład kostką z granitu - szlifowaną, lub innego szlachetnego budulca. Przykryto Cię zmorą XXI wieku, którą szpeci się nagminnie stare miasta, albo podwórza nowobogackich domów. Polbruk i słoma z butów idą w parze, czy jednak znawca "teorii piękna" musiał być przygnieciony w ten szpetny sposób?

imagesKazimierz Filip Wize był też twórcą polskiej szkoły arteterapii w leczeniu chorych psychiczne, nie przeszkadzało mu to, być jednocześnie cenionym lepidopterologiem, po prostu kochał oprócz: Boznańskiej, piękna, psychiatrii, Kanta i całej filozofii także motyle. Pracował w wójtostwie Gniezna I. Kazimierz kiedy już trafił na Dziekankę, to by ją współtworzyć z dr Piotrowskim, ale też redagować Nowiny Psychiatryczne. Tak jak teraz administrator cmentarza, nie chciał Kazimierza, tak nie chcieli go na Dziekance hitlerowcy. Dobre patriotyczne wychowanie, a w tym wpływ Emilii Szczanieckiej nie pozwalały szukać w nim sprzymierzeńca Niemcom przygotowującym się do T-4. W czasie wojny Kazimierz Filip jak pisaliśmy pracował w wójtostwie. Po wojnie aż do śmierci w filii Dziekanki w Modliszewie dla pacjentów uzależnionych od alkoholu. W mieszkaniu Kazimierza Filipa Wize, bywała wspomniana Olga Boznańska, wsród listów korespondencja z Marią Skłodowska - Curie, gdzieś nam umknęło, ale przecież tłumaczył poezję, pisał…

Tak wiele tego, że trzeba było przysypać Cię Kazimierzu polbrukiem?

Spotkanie, które zorganizował niedawno w Starym Ratuszu nasz redakcyjny kolega Dawid Jung, książka pod redakcją profesora Michała Musielaka, ale też słowa Artura de Rosier podczas 125 lecia Dziekanki, są jak zapalony znicz. 

Tak bardzo chcę by pozwoliły na ekshumację i przeniesienie szczątków geniusza do “kapliczki cmentarnej” stanowiącej pamięć o tym kim był Aleksander Piotrowski. Kazimierz ukamienowany po śmierci, przez lata był podporą Piotrowskiego. 

Kazimierz Filip Wize, znawca sztuki, schizofrenii, jeden z twórców nowej psychiatrii, filozof, tłumacz, mikrobiolog - ostatni polimat, a próżno szukać jego ulicy w mieście, któremu oddał sporo swego życia. 

Próżno szukać nawet jego grobu. Zaniedbanie pamięci - grzech mojego miasta.

więcej

Jarosław Mikołajczyk

 

Tagi: Dawid Jung Kazmierz Filip Wize Dziekanka