• Start
  • Felietony
  • Ludziom kultury to raczej nie robi. Kto jest królem kto królikiem?
  • Jarek Mikołajczyk

Ludziom kultury to raczej nie robi. Kto jest królem kto królikiem?

Co nam to robi, że koledzy oddali swoje Króliki? Robi nam? Robi nam... Pappara. A poważnie zdejmuje klapki, otwiera oczy szeroko, oj jak szeroko!

Przypomnijmy jednak.
Nagroda Kulturalna Miasta Gniezna Królik, przyznawana jest rok rocznie. Pierwsze rozdanie po pojawieniu się tego pomysłu Piotra Wiśniewskiego odbyło się w 2014 r. Wówczas właściwie o nagrodach zdecydował dyrektor wydziału po konsultacjach z częścią środowiska twórców kultury. 

Zatem można by, powiedzieć pierwsza tura była z rozdzielnika.
Czy jednak była to ekipa pod wezwaniem „znajomi i rodzina Królika”? Nie sądzę:

Ela Binkowska – totalny apolityczny „frik”. Nie ma żadnych układów, pleców, to nawet jest w przypadku jej nadruchliwości i artystycznego rozedrgania – po prostu niemożliwe. Zapytajcie jej przyjaciół, np., moją żonę.

Krzysztof Gronikowski – organizator wielu koncertów jazzowych, kiedyś mocno działający w GTJ Amok. Fakt, stara się w przeciwieństwie do Elżbiety żyć dobrze ze wszystkimi. Żeby jednak mówić, że to The Rabbitfamily?


Jakub Dzionek – tak prawda znajomy, mój na pewno, ale to nie ja decydowałem wówczas. Pamiętam młodego chłopaka, który zapytał: pomoże pan panie Mixer? No nie byliśmy wtedy na Ty, ale tak czy inaczej „panie Mixer” śmiszne było. Dobry, choć dramatyczny koncert Hard Core Wiosna ogarnął Jakub całkiem sprawnie, a był jeszcze w liceum. Potem to już potoczyło się, CanDid, SzajseRecords, Gamma Festival i chyba to, co jest zwieńczeniem wielu idei obywatelskości kultury - Latarnia na Wenei i Stowarzyszenie Ośla Ławka.


Paweł Bartkowiak, pewnie podczas tego rozdania niektórym się to nie podobało. Bo Krytyka Polityczna, bo kultura społeczno-polityczna. Dziś chyba mało kto wątpi, że wraz z Kamilą robią sporo. Nawet jeśli jest to kultura nacechowana.

Kolejni to już wybory kapituły, Marzena Szczerkowska – wydaje mi się, że nawet nietaktem jest przypominanie jej wielkiej roboty. Prace konserwatorskie w klasztorach koptyjskich w Egipcie, ratowanie skarbów słowa w naszym archiwum – jeden z najlepszych konserwatorów papieru w Polsce. Olek Schmidt – najbardziej świadomy i konsekwentny muzyk z Gniezna. Twórca i inicjator wielu projektów. Człowiek, który odkrywał Dawida Podsiadło i Igora Herbuta. Zagrali i Poszli – ekipa fantastycznych ludzi grających po całej Polsce zdobywających wiele nagród. Kultura Hip Hop z Gniezna. Przecież tu pracowało jedno z pierwszych studio nagraniowe rap – Camey, najlepsi tancerze break dance od Kiełpo, Ramony, i Żaby, potem Cameysquad na Opole Hip Hop Festival. Płyty Collegium Elemente, Królika. Koncerty w Loko, frestyle Type Records, już po nagrodzie Mordor Muzik, no i G 15, które przygotowało pokaz na galę. Kolejne lata? Siksa – chyba najważniejsza rzecz na polskiej scenie alternatywnej i Dawid Jung śpiewak operowy. Promotor i wydawca, redaktor naczelny Zeszytów Poetyckich laureat wielu nagród ogólnopolskich i stypendiów, regionalista autor książek o Gnieźnie. Roman Nowak – jedna z najważniejszych postaci świata muzycznego Gniezna. Niegrzecznością byłoby przypominanie jego ogromnych zasług nie tylko dla chóru Szpaki.

To jest, a raczej tak wyglądała Kapituła Nagrody Kulturalnej Miasta Gniezna. Jest jeszcze człowiek, który wprowadził do świadomości lokalnej dwie postaci fikcyjne Pana Walizkę i Szczuna z Kareji.

Czy więc pan prezydent, radny - jeden z drugim olewając konsekwentnie propozycje tych ludzi, nie strzela sobie w stopę? 

 

Nie. Przecież zarzeka się, że kandydował nie będzie, więc na grzyba mu nasze głosy. Nie, bo nawet gdyby, to kultura to margines społeczny, poza darmowymi festynami typu Dni Miast interesuje się nią może z 1000 osób w tym mieście.

Tomasz Budasz już przeszedł do historii, kilka mega inwestycji zapamiętają ludzie. I to akurat prawda - to nie jest drwina.

Nie wolno jednak opowiadać bzdur o byciu beneficjentem środków na kulturę przyznawanych przez miasto. Beneficjentem jest miasto, a raczej są mieszkańcy. Kiedy szef miasta mówi, że Jakub Dzionek lub Paweł Bartkowiak są beneficjentami, to sugeruje, że ich projekty opierały się na gażach dla nich. 

Bzdury, chyba, że czegoś o tym nie wiem. "Beneficjenci" wzięli by kase i poszli do Big Bena, a nie kminili jak zrobić najlepiej imprezę, albo kogo zaprosić itp. Zresztą no to jak to jest, że Radę Seniorów tworzą też członkowie stowarzyszeń realizując projekty z kiesy miasta i tu nie ma konfliktu...

Pan prezydent nie widzi potrzeby powstania Społecznej Rady Kultury.

Jak to skomentować? Jedno słowo Beka. Beka, Beka Beka – tylko czemu chce mi się zapłakać?

Nie wnikam czy jest mi potrzebna osobiście Społeczna Rada Kultury, pewnie tak samo nie, jak Rada Miasta. W moich działaniach nie jest mi potrzebna. O tym tylko piszę. Jedzie Pan Walizka np. do Jarocina, Bydgoszczy czy Akwizgran i dostaje ustawiona stawkę, daje program anektujący dzieciaki. Czasem jedzie tak se sprawdzić się na streecie tu: kto chce rzuca mu kasę, nie chce to, się uśmiecha. 

Rada Społeczna czy Miejska mu niepotrzebna – ulica jest prawdziwa, a rada Wysoka. Szczun z Kareji naparza tę gwarę wielkopolską i będzie to robił z błogosławieństwem lub bez. Projekty, ale i działania na spontanie.

Jeśli jednak ludzie, którzy tę kulturę robią, chcą wprowadzić taki wniosek. Prezydent nie ma prawa ich olać. Jeśli to robi mamy prawo odczytać to jako zemstę za „przyjęcie” zgotowane nowemu managerowi kultury. Być może na pewnych personalnych liniach były tu rozgrywki polityczne to jednak większość z nas pytała o sposób wprowadzenia tylnymi drzwiami, o ewidentne odwdzięczanie się koledze w kłopotach za wyborcza robotę. Wbrew temu, co mówią zaś moi koledzy, nie kładę „grubego czarnego krzyża” na obecnym już dyrektorze. Nie mniej okoliczności zasłużyły na żółtą kartkę.

I teraz jeśli panu prezydentowi potrzebna była strategia miasta dla sportu, to gdzie jest, sie pytam - strategia dla kultury? Sport fantastyczna sprawa, ale doraźna, polepszy zdrowie dzieciaków, jak będzie na poziomie popromuje miasto. Dobrze, raz jeszcze powiem - dobrze. Tyle, że kultura przynosi efekty trwałe, no niestety za dziesiątki lat w nowym pokoleniu - tym bardziej potrzeba tej strategii. 

Zatem.


Dwóch członków kapituły Jakub Dzionek i Paweł Bartkowiak oddało sympatyczne figurki. Prezydent mówi dla jednego z portali, że mu to nie robi. Mówi też, że robi to np. mnie. Znaczy jeśli zalicza mnie do ludzi kultury. No w jakiś sposób mi to robi.

Jednak nie mnie osobiście, bo tak patrząc to robi mi to pappara. Tylko boli mnie, że szansa jaką dał miastu Piotr Wiśniewski i Nagroda Kulturalna Miasta Gniezna, szansę pokazania, że Kultura jest dla Miasta ważna - została zmarnowana.

Niestety nie jest też prawdą, że jak nagrodę przyznaje niezależna kapituła, to władze miasta mogą mieć to w dupie. Mówienie to nie moja nagroda – to mówienie mam was w D.

Nie, nie oddałem swojego Królika.

Należał się jak psu zupa, tak jak należy się jeszcze co najmniej ze 100. osobom. Czy tego nie zrobię? Nie wiem.

Wierze, że miasto (nie jako urząd) – czyli ludzie chcą, by nagradzać dobrą robotę w kulturze. Jeśli jest tej idei przeciwny jeden Gnieźnianin, to nie ważne, jaką sprawuje funkcje, nie będę mu ułatwiał deprecjonowania kultury rodzącej się w moim mieście.

Tylko proszę już nie tłumaczyć, że nie to było na myśli.

Patrzę szerzej, za 30 lat nikt nie będzie pamiętał składu rady miasta, a pewnie i prezydenta.

Może w jakiejś monografii jednak przeczyta ktoś o takich ludziach jak: Marzena Szczerkowska, Dawid Jung, Aleksander Schmidt… Osobiście bardzo chętnie oddam natomiast kartkę papieru, będącą podziękowaniem za mój wkład w Prezydencki Dzień Dziecka.

Jeśli, opóźniłem ważny dla mnie wyjazd, by w pełnym słońcu dać z siebie 30 minut improwizacji, nie wiedząc, że robię to pro bono - to zrobiłem to dla dzieci z miasta, które kocham.

Proszę mi wierzyć po zagraniu, króciutkim, bo tyle gram od 25 – do 40 minut - koszulę mogłem wykręcać.

Zatem.

W sumie nie muszę tego podziękowania oddawać, bo leży na portierni w MOK. Nie będę robił ceregieli, zapraszał dziennikarzy - leży i już. Nie powieszę sobie tego na ścianie. Moja żona wrażliwa jest na głupotę i piękno, a w łazience toleruje tylko książki.

Dostałem w ryj i tyle i tak to trzeba nazwać. Tylko to ten papierek dziękczynny sprawił, że nie zaangażowałem się w tym roku tak bardzo jak zawsze w Grajków. Choć line Up jest moim dziełem, a sam wystąpię za free. Potoczy się. 

Współczuję wciągniętym w ostatniej chwili i proszę nie zostawiać podziękowań. Nigdzie. 

 

PS.

Nie lubię personalnej polemiki na łamach, mój głos jest jednak odpowiedzią na wypowiedzi na jednym z gnieźnieńskich portali. 

Jarek Mixer Mikołajczyk