• Start
  • Felietony
  • „Bez kultury to dziecku się tyłek odparzy” - czyli, jestem z pokolenia RMB. Artysta bez nachalstwa.
  • Jarek Mixer Mikołajczyk

„Bez kultury to dziecku się tyłek odparzy” - czyli, jestem z pokolenia RMB. Artysta bez nachalstwa.

Zacznijmy od prawdy, znaliśmy się trochę i nic więcej, nie twórzmy legendy. Ich w naszym kraju aż nad to. Kilkanaście rozmów, a słów padło niewiele. Bywało, jeśli był to wywiad, tak jak po średnim (również powiedzmy prawdę) koncercie w poznańskiej Arenie, kiedy wróciliście jako Izrael Magnetosfera, że więcej mówili Kinior i Darek. Pamiętam też dobrze, choć chciałem zapomnieć, wkurw mój. W ramach gnieźnieńskiego festiwalu Offeliada, po projekcji Polskiego Gówna, prowadziłem spotkanie z Tobą Robercie...Jaki ja byłem zły na Ciebie Afa? Nie pytaj. Tak ciężko szła ta rozmowa, tak mało padło słów, które co jasne bywały zbędne gdy gadaliśmy gdzieś na backstage a w tle unosił się zapach ganji... Sam wiesz, tu zagrała ambicja. Tyle razy zdzierałem kryzysową wersję Ambicji, aż kaseta wkręciła się na dobre. Wybacz w swoim mieście byłem, to zacząłem grać, pewnie mimo woli podtrzymując własną legendę, zacząłem grać... By przegrać.

„Ja nie gram

ja nie przegram

bo nie mam żadnej ambicji”

- Afa przepraszam, ludzie na sali nic nie wiedzieli o moim cieniu czarnego psa, o Twoim pewnie też. Dla nich Mixer to spoko gość, a Brylu 101. gości naraz. Siedziało za stołem 100 dwóch gości i powiedzieli nic, prawie nic... W powietrzu czuło się gęste oczekiwanie na Twoją historię...

Ciśnienie opadło dawno. Tak jak po nieustannych telefonach jeszcze w latach 90. z budek telefonicznych na (wtedy drogie dla mnie) karty TePeeSA. Chcieliśmy z Rudym i Abaddonem z 67 ogarnąć koncert Izraela w G-no. Nie liczę tych telefonów, Ty pewnie ich nie pamiętasz, słyszałem w słuchawce dokładnie, że stany były astralne. Mantrę pamiętam: - wiesz co Mixer zadzwoń jakoś jutro, bo dzisiaj u Nas tłoczno się zrobiło – i tak może z 77 razy: - wiesz co Mixer zadzwoń jakoś jutro, bo dzisiaj u Nas tłoczno się zrobiło –, a jutro nie nadeszło...To znaczy nadeszło po powrocie Dżu Dżu po latach...

„rastaman nie kłamie

zostaliśmy sami”

...To wszystko nie ważne. Nikiforyzm sztuki naiwnej, która biła z pierwszej płyty ISSIAEL (tak to czytaliśmy przez pierwszy zapis nazwy) był przecież ulotny i uroczy jak nasze rozmowy...i jak później kilka tekstów z Dża Ludzie.

Jeśli pozwolisz zacznę jeszcze raz Robercie Maksymilianie Brylewski RMB.

Afa chcę przede wszystkim powiedzieć, bo nie pamiętam czy była okazja się przyznać osobiście, że Czarna Brygada oszczędziła mi potu, i sławy Fibaka, za to dziękuję naprawdę szczerze. Taki czas był, wszyscy chcieliśmy być Fibakami. W małym miasteczku ojciec z matką pewnego dorastającego chłopaka wydali ze dwie pensje, ciężko zarobione w miejscowym Spomaszu, przy projektowaniu maszyn do homogenizacji i pakowania sera. Wydali te pieniądze na profesjonalną rakietę do tenisa. Marki, której już nie pamiętam, generalnie jestem No Logo i Punk's Not Dead! Jakoś tak. Chciał mieć (ojciec) dziecko zdrowe na ciele i umyśle, nie znał wtedy odwiecznej prawdy, że w zdrowym ciele zdrowe ciele, a mózg to chemia a nie mechanika.

Złożyło się, że nie wystarczyło dla mnie w miejscowym EMPiK-u Czarnej Brygady, Vox był i coś jeszcze, Brygady nie było...”Kura”, z którym biegałem wtedy do podstawówki i na hokeja na trawie miał płytę, a chciał mieć rakietę. Zawsze było mu bliżej do tężyzny fizycznej niż mnie. To był dobry kumpel. Zrobiliśmy deal, każdy dostał to czego pragnął. Marek znaczy Kura nie został Fibakiem, na szczęście został jednak sobą, ale na moim gramofonie marki Artur kręciła się odtąd w kółko Centrala...Długo się kręciła, a życie jeszcze przed Cosmopolis stało się muzyką - właśnie dzięki tej zamianie.

Pewnie nie pisałbym o muzyce, nie grał jej w radiach różnych, nie organizował koncertów, gdyby nie Czarna płyta Brygady Kryzys tego jestem pewien jak niewielu rzeczy i dogmatów.

Bez nadmiernej egzaltacji. Wypłakałem już Robert co miałem wypłakać za Tobą. Kadysz musi być, bo gdy odchodzi człowiek bliski nie da się nie stanąć przed ścianą. Bliski nie oznacza tu sąsiedztwa, ani więzów krwi...Mentalna raczej, a może duchowa (jest między nimi jakaś różnica) to forma bliskości.

Nie zapomnę, było to po koncercie Kryzysu z Alkiem Koreckim w Młynie u Piotra Żelazowskiego. Jest zresztą chyba w necie filmik...Twoje Robercie kosmiczne modły przed bankomatem – niezwykle radosna ściana płaczu... Tu rozumiem Marcina Millera i jego postulat:

- Siostry i Bracia, Obywatele, Wrażliwcy w sercu i duszy......

Dość płaczu.!
Musimy energię wywołaną naszym żalem i smutkiem po stracie ROBERTA przekształcić w coś pożytecznego konkretnego i stałego (jak skala).....

Proponuje stworzenie fundacji, stowarzyszenia, instytutu „Złota Skała im. Roberta Maksymiliana Brylewskiego”....Czyli stworzeniem nareszcie czegoś co było by spełnieniem oryginalnego projektu Złota Skała i co nie zostało zrealizowane wcześniej przez brak gotówki i umiejętności organizacyjnych...

Jesteśmy wielka grupą „wdzięcznych pacjentów” - tak czytam na facebooku „obserwatora Róbrege”

To może już czas; wytłumaczę się z przewrotnego, co może nie dla wszystkich oczywiste tytułu. Afa nigdy, chyba jak mało kto nie robił za: za autorytet, za mentora, za prezesa, za dyrygenta, za kardynała, za papieża, za konklawe...Ogólnie nie robił za... Za nikogo nie robił. Po prostu był. Chciałem tylko tak nieśmiało, zaznaczyć, że czy się to Tobie Robert podoba czy nie wychowałeś pokolenia...Muzycznie, mentalnie, no kurna awatar istnienia w zgodzie, bez wojen i przemocy...Pokolenia RMB nie ma, bo nie miało papieża.

Dosyć, dosyć już wojen

dosyć, dosyć przemocy

dosyć, dosyć nienawiści”

Zasypaliśmy sieć: zdjęciami Roberta, cytatami, audycjami z muzyką. Moja wina, moja bardzo wielka też wina, wszedłem w to...Mimo woli, odruchowo, przynaglony, z potrzeby pamięci...Pamięci, której sprawdzian zdam za 10 lat, albo go obleję...Czy żałoba na Facebooku, nie jest trochę śmieszna?...

Jeszcze tu jesteś, a my już w czerni gotowi by ruszyć z konduktem. Skąd ta czerń, bo nie z Twojej muzyki, bardziej kolorowej trudno szukać.

Przepraszam Afa, może chciałem wypłakać wszystkie inne żale serca, wykorzystałem okazje by poczuć się lepiej - syndrom Afakatharsis? Nic nowego tyle razy katharsis przy słuchaniu płyt porywało moje nie zawsze świadome umysł i ciało.

Może to tylko zniszczony hipokamp dał znać o sobie, braki wyrzutów serotoniny, znaliśmy to obaj. Wciąż tego nie pojmuję dlaczego? Jak ten koleś co śmiał się z mojej koleżanki Ewy Jenek, bo chodzi na kołach i jakaś taka nie w symetrii, pytam w czym zawiniliśmy i czy to kara za grzechy? Jakie kurna grzechy odpowiedz mi Maksymilian Robert? Odpowiedz, choć teraz. Pieprzyć te rozmowy przemilczane, lub prawie bezdźwięczne. Jest tylko teraz.

Zostawiam pytania, które dalekie od zasiewania nasion miłości...O pobicie?Przyczynę? I inne rzeczy, które już niczego nie zmienią.

Ile mil stąd do nieba jest?

Ile mil stąd do Ciebie jest

bracie mój...”

To dziś banalne pytanie, padło już chyba od 3 czerwca milion razy.

Pamiętam jak wtedy odesłałeś mnie do Kelnera, gdy chciałem, żeby Brygada Kryzys, która zaczynała po raz kolejny wracać, zagrała w Młynie. Graliście tu potem parę razy pod różnymi szyldami. Bo i Izrael i Kryzys. To był ten jeden z pierwszych po Waszym powrocie i bodaj drugi większy koncert Młyna w ogóle. - Dogadałeś się z Pawłem? No to będziemy - usłyszałem w jakiś wieczór w słuchawce, kompletnie zaskoczony, że dzwonisz.

Dzień koncertu, wyprzedanego miesiąc przed. - Chyba wyjeżdżam z Wrześni. Niebawem będziemy – powiedział przez telefon Kelner, a kierowca tym razem. Minęło kilkadziesiąt sekund usłyszeliśmy klakson pod Młynem. Nie ma szans by, kiedy dzwonił bus był we Wrześni.

Krótka wymiana zdań, astral w zenicie, lub światy równoległe. Brygada w montażu na scenie, przed próbą, po kilku minutach zmęczony kierowca zasnął przy stole.

Tak dawno nie słyszałem na żywo...Fallen, Fallen Is Babylon, Centrala, emocje...radość...Parę zdań zamieniliśmy Robercie jeszcze przed koncertem. Dojechał Frantz, kolejne emocje. Wymiany zdań. Nareszcie! Po raz kolejny; po tak wielu latach. To był 20 lutego 2002. Fantastyczna rozmowa po koncercie, Afa i Frantz wylewni, otwarci jak rzadko. Dobra, Tomek kiedy nie pytasz o pierdoły zazwyczaj nadaje. Pamiętam, że Robi też mówił o sensie reaktywacji Brygady, o tym, że może praca nad nowymi kawałkami...A koncert? Fantastyczny. Kryzys też zabrzmiał, i chyba coś Tiltu. Centrala rozwaliła nie jedną głowę wtedy. No dziś prawie nowe narodzenie Zbyszka Belinga, dyrektora szkoły i zbieracza reklam. Olśnienie sztywnego pana z wyczuwalnym jednak poczuciem humoru – koszulkę se nawet kupił...Taki koncert życzeń, ale bez nachalstwa i buziaczków dla publiki... Właśnie nachalstwo jedno z tych słów Roberta, które pamiętam dobitnie, raczej Afa mówił o tym, że w sztuce nie ma miejsca na nachalstwo. Sam był też po prostu bez nachalstwa.

Z Brygadą i moją obecnością na koncertach bywało różnie. Ile koncertów podczas, których zdzierałem gardło? Dajmy spokój – muzyka to nie statystyka. Pewnie ze sto pogotek, raczej więcej, nie tylko w Gnieźnie, Słupcy czy na Zamku w Toszku, na których fruwało towarzystwo przy Centrali i Nie Ma Nic, Radioaktywny Blok, jasne, jasne sporo Kryzysu: Ambicja, Mam Dość, Wojny Gwiezdne...grało się nawet z kasety...Energia, a przede wszystkim jakaś nadzieja, choć jak komentował w pewnym zamierzchłym programie TVP pewien pan, Kryzys to nieodgadniona frustracja młodzieży...

Wiele ważnych pieśni Afy...

Nie sam to zrobiłeś - wiem. Tu chodzi o środowisko, o ferment. O tym rozmawialiśmy Tymek, Afa, Kelner i ja w festiwalowym studiu Reggae na Piaskach kiedy była edycja na 30. lecie Reggae w Polsce.

Niestety rozmowa ulotna, bo ktoś pokasował nagrania – nigdy nie zrozumiem. Szkoda. Z drugiej strony ta rozmowa jest we mnie...Wyjątkowo jakoś rozgadaliście się z Pawłem. Tyle mi pozostaje co zapamiętałem...Zapamiętałem sporo, zwłaszcza o wspólnym inspirowaniu, o pokrewieństwie ducha w Izraelu.

Przepięknie zachwycałeś się dobrym muzycznym szamanem jakim zawsze był i jest Kinior. Rozmawialiśmy o tej niezwykle przylegającej do Ciebie i Kelnera sztuce naiwnej. - Nigdy bym nie porównał Izraela do Nikifora, ale to ładne jest co mówisz – odpowiedziałeś na porównanie Tymka wówczas 14 latka. Ciągnęliśmy ten watek sztuki naiwnej rozmawiając o płycie Dża Ludzie...Dusza w podróży...Ile myślałem przy tym kawałku o tym Afa co nas zacienił ogromny czarny pies...Piosenka Kelnera – antydepresant, który już zawsze hymnem codziennym.

co dzień toczę walkę

najtrudniejszą z walk,

to najcięższa praca w życiu,

praca nad samym sobą.

Jestem duszą w podróży i marzycielem,

próbuje zasiewać nasiona miłości i zrozumienia”

Teraz nie umiem tej piosenki wysłuchać inaczej niż, że jest o Tobie. I sorry Paweł trochę też o mnie.

Izrael. To chyba spotkanie ludzi pochodni. Ludzi, od których Babilon zapłonął. Godziny słuchania Biada, Biada, Biada wspólnie z moją wówczas nauczycielką maszynoznawstwa i jednocześnie 25 lat starszą dziewczyną. Miłość do tej kapeli to jednak koncerty. Wszystko zaczęło się w 1984 roku w Jarocinie. Pamięć czasem zawodzi, psy na scenie – pamiętam, Słomę i Dzikiego ponad stan tamtego Izraela. Pomieszanie Kultury i Izraela, fantastyczny klimat...Wciąż nie doszedłem do tego kto z tej ekipy pojechał na zlot do Częstochowy...pamiętam psy. Zlot Szpaka, dziwny z samozwańczym guru Kundalinim i zakonnikiem, który zamiast kazania tłukł flanelowcom regułę Kamedułów. Majaczy mi się jakieś świetne niemal kosmiczne działanie psów ekipy Izraela, które rozbroiły Kundaliniego...Może to tylko moja prywatna mania...Wracając do koncertu chyba miałem szczęście być na jednym z najbardziej ognistym koncertem...Rzecz jasna potem popłynęły te po najlepszej polskiej płycie ever - Izrael 1991...Wspomnienie to także Róbrege, Brodnica, czy wreszcie fantastyczny lot właśnie na Reggae na Piaskach – See I & I potężne...energetyczne...

Tak i ten Kryzys, nie myślę tu o Popsesion, wtedy byłem z starszymi kolegami hippie, którzy raczej na Kryzys nie byli gotowi. Fantastyczne wylewne rozmowy po koncercie w Młynie. Tym, który kończyła modlitwa do bankomatu...

I kiedy dowiedziałem się o śpiączce i pobiciu, fantastycznie zresztą chronionych przez przyjaciół i rodzinę, pomyślałem „życie tutaj to tylko chwila”...

Robert nie był dużo starszy ode mnie.

Zacznijmy od prawdy, znaliśmy się trochę i nic więcej, nie twórzmy legendy. Ich w naszym kraju aż nad to. Kilkanaście rozmów, a słów padło niewiele. Kiedy jednak żyjesz muzyką, czerpiesz z niej nieustannie, staje się powietrzem, są muzycy, są płyty, koncerty, które dają więcej niż szkoła, dom, wychowanie...

Afa ja wiem dla Ciebie takie teksty to pirdulajdum klajstrum, drażniące pierdololo, proszę jednak pozwól mi to powiedzieć. Gdyby nie Czarna Brygada, pewnie biegałbym po kortach zamiast jeździć po Jarocinach, Brodnicach, Róbrege, Reggae is King czy Żarnobylu...Gdyby nie Izrael, Kryzys, Max & Kelner, Falarek byłbym pewnie symetryczny z pilotem w jednej i piwem w drugiej ręce, z dupa wbitą w kanapę...

Te wszystkie dziury w mojej głowie, to nie od bomb, to kolejne piosenki, kawałki, a może songi, choć niekoniecznie protest songi – sitko, z którego nic nie ucieka, zabliźnia się i daje siłę. Bez tych dziur pewnie rozsadziłoby mnie nadęte morowe powietrze.

Jest jeszcze coś - dystans. Przede wszystkim dystans do siebie. Ta czasem wyczuwalna autoironia...

Jest jeszcze coś, pewnie już piszę banały, ale że banały bywają ważne i tworzą codzienność pisał już Czechow. Prostota to nie prostactwo. Afa człowiek najpiękniej prosty, choć barwny tak bardzo.

Rozmowa z Mikaelem z Toksyny, takie najświeższe wspomnienie: - wiesz ja zawsze łapałem się na te reaktywacje; Brygady, Kryzysu, na koncerty Izraela, nie znałem raczej Roberta, a czuję... To dziwne jakby odszedł ktoś bliski – powiedział, choć raczej napisał bo rozmowa na FB była Mikael Apfelbaum...

Zacznijmy od prawdy, znaliśmy się trochę i nic więcej, nie twórzmy legendy. Ich w naszym kraju aż nad to. Kilkanaście rozmów, a słów padło niewiele. Kiedy jednak żyjesz muzyką, czerpiesz z niej nieustannie, staje się powietrzem, są muzycy, są płyty, koncerty, które dają więcej niż szkoła, dom, wychowanie...

Jestem dzieckiem kryzysu? Może jednak Kryzysu, może to nasze popaprane pokolenie tak naprawdę jest pokoleniem RMB...

Właśnie. Jeszcze Legenda. Armia fantastyczna kombinacja harmonii niemal klasycznych, tempa i decybeli...

Gdzieś na trasie. Auto stop siadaj bracie dalej hop. Chyba jazda z Opola do Toszka. Tam wtedy pracowałem na Zamku. Zatrzymuje się bus na niemieckich tablicach. Nic tu nie dziwi w końcu Heimat. Kątem oka widzę napis Kammerorchester aus Hannover – to nic nie musi znaczyć.

- Wohin gehst du? - słyszę siadając obok instrumentów. Dokładnie obok mnie futerał waltorni. - Uff myślę sobie – szczęście, nie są to śląscyniemieccypatrioci, którzy rok temu wyjechali do Fatherlandu. Nie spoko, nic nie mam do nich. Ile jednak można słuchać rocznych emigrantów z ich mantrą: Ty a jak to się mówi po polska?...

W głośnikach samochodowych jakiś Giovanni Gabrieli, któryś z brass kawałków. Koniec końców pytają o to co mam w Walkmanie. Podaję kasetę. Tam potężnie, choć siermiężnym brzmieniem jednak, naparza gitara Bryla, Hej, hej hej niezwyciężony drze się Budzy...kiedy wyraźnie słychać waltornię, kierowca zatrzymuje się na poboczu. Cofamy kasetę. Trzy bajki. Chyba. - Es ist unmöglich. Ich bin ein Hornist, ich würde nie eine Gitarre mit einem Horn kombinieren - mówi mój draiver. Tyle w temacie Legendy.

Ktoś pisze, że to pomyłka, że nie Ty miałeś dostać ten łomot. Afa boli. To teraz nie ma znaczenia czy pomylił się człowiek, czy ten z Centrali najwyższej, to jednak człowiek myli się cześciej.

- „Życie tutaj to chwila“ - to jest irracjonalne. Zacznijmy od prawdy, znaliśmy się trochę i może ciut więcej, nie twórzmy legendy. Ich w naszym kraju aż nad to. Kilkanaście rozmów, a słów padło niewiele. Kilkaset koncertów, ale muzyka to nie statystyka. Powiedz mi dlaczego tęsknię Robercie?

Czy to tylko brak wyrzutów serotoniny, rozwalony hipokamp, albo cień czarnego psa...Afa nie jesteś moim katharsis, po prostu byłeś, kurwa, jesteś mi bliski, tak jak Mikaelowi. Nie. Już nie rozkminiam dlaczego.

Jarek Mixer Mikołajczyk

PS.

1 W tym roku w Jarocinie bedziemy sypać kolorową mandale dla Afy...dorzucicie choć ziarnko piasku. Robertowi podobała się idea sypania i demolki. 

2 The Users, Dyliżans, Poganie, 52UM, Świat Czarownic, a przede wszystkim Studio Złota Sklała i wiele innych...nie wymienionych... 

3 Bez kultury to dziecku się tyłek odparzy - tekst Roberta

Tagi: Robert Brylewski Brylu Afa Izrael Kryzys Brygada Kryzys Max & Kelner Falarek

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00