• Kamila Kasprzak - Bartkowiak

3po3 strzały 2017 – okiem Aryi*

W przeciwieństwie do kolegi Mixera swoje „kulturalne typy” oparłam na ubiegłorocznym szkielecie, tzn. trzy osoby i trzy wydarzenia, gdzie nie zabraknie też nadziei od której bodaj zależy rozwój każdej dziedziny. Aha, bo choć jestem socjalistką*, to jednak lubię przejrzystość, porządek i pewną powściągliwość w obdarzaniu komplementami.

Wydarzenia:

Spotkanie z Anną Cieplak w Bibliotece Publicznej Miasta Gniezna tak wiem, że to mała prywata, bo miałam okazję współorganizować to wydarzenie. Jednak pisarka i animatorka ze Świetlicy Krytyki Politycznej w Cieszynie, która gościła w Gnieźnie przy okazji premiery swej książki „Ma być czysto” to kolejny fenomen na miarę duetu Siksa. Zresztą o tym ostatnim jako o zjawisku pisałam już w zeszłym roku jeszcze przed OFF Festivalem, Królikiem czy innymi laurami. I podobnie rzecz ma się dziś z Anią, która mimo że zdobyła już Nagrodę Conrada za najlepszy debiut literacki 2016 roku, Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza oraz była nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia 2017, Nagrody Stypendium Stanisława Barańczaka czy w tej chwili także do Paszportu Polityki – to dopiero pokazuje jak wielki w niej drzemie potencjał!

Co ciekawe, nasze miasto odwiedziła w maju, czyli jeszcze przed częścią zdobytych wyróżnień, a spotkanie z nią stało się fascynującym pretekstem do rozmowy o dojrzewaniu, przyjaźni, nierównościach społecznych czy roli państwa w niwelowaniu wszelkich deficytów. Sama autorka zaś dała się poznać jako niezwykle ciepła, zaangażowana i szczera osoba, która w swej powieści operuje bardzo plastycznym i równie bezpośrednim językiem opisującym polską rzeczywistość. I co najważniejsze spotkanie z nią zgromadziło całkiem liczną publiczność czyli stało się dowodem, że dobra kultura nie potrzebuje niedostępnych lub hipsterskich gwiazd by przyciągnąć ludzi. Aha, cała impreza nie odbyłaby się również bez życzliwości dyrekcji gnieźnieńskiej książnicy oraz niezawodnej animatorki i bibliotekarki Magdaleny Karpińskiej.

Jubileuszowa wystawa Elżbiety Binkowskiej – to wydarzenie bez precedensu, fenomen i rzecz, która będzie wspominana przez lata. Przede wszystkim dzięki znakomitej artystce, która świętowała 30-lecie swej twórczej pracy, ale też w dużej mierze kurującej jej wystawę Iwonie Wiśniewskiej, która z kolei po przerwie macierzyńskiej wróciła do działań w Dużej Galerii Miejskiego Ośrodka Kultury. Tymczasem Binkowska nie pierwszy raz pokazała, że jest twórczynią wielkiego formatu, co na swój wyrazisty styl pracowała latami więc w powystawowej recenzji ośmieliłam się ją porównać do Fridy Kahlo. Co do stylu zaś, to w przeciwieństwie do meksykańskiej malarki, emanuje on optymizmem, subtelną erotyką i soczystą energią będącą kwintesencją pojęcia „la dolce vita”. Natomiast dzięki wspomnianej kuratorce, dzieła Eli zyskały godną aranżację i oprawę. Tyle, że nie byłoby znów tyle splendoru gdyby nie odbiorcy, którzy nie tylko tłumnie stawili się w dniu wernisażu, że nie sposób było przecisnąć się z życzeniami dla Jubilatki, ale też wypożyczyli obrazy ze swoich kolekcji. Wszak jak na prawdziwy talent przystało – doczekał się on swych koneserów.

Ośloławkowe slamy – po prostu „marka sama w sobie” jakby to porównać do inicjatywy pewnego Jedzera oraz cudowny dowód, że kultura slamów poetyckich w Polsce nie umarła. O tego rodzaju imprezach podczas których to walczą ze sobą na wiersze poeci, a widzowie w kulturalny i demokratyczny sposób wybierają lepszego twórcę – słyszałam już zanim slamy stały się modne w Gnieźnie. W końcu mam przyjemność znać zwycięzcę pierwszego tego typu zmagania w kraju z 2003 roku, czyli Jasia Kapelę. Niemniej jednak slamy w grodzie Lecha wypromowało na dobre Stowarzyszenie Ośla Ławka organizując je cyklicznie, w tym ten najważniejszy czyli Slam Poetycki im. Franciszka Rabelais, który od kilku lat jest jednym z filarów Festiwalu Literackiego Preteksty. Przy czym niesamowitą atmosferę tego wydarzenia buduje tu pewien dualizm na który składa się zarówno to co inkluzywne i osobliwe. Na ten pierwszy czynnik więc wpływa zapewne fakt, że w takiej imprezie może wziąć udział praktycznie każdy „rymujący” twórca bez względu na to czy wydał 5 tomików czy jest dopiero na początku swej poetyckiej drogi, pisze egzaltowane czy zwyczajne wiersze, jest mężczyzną, kobietą czy trans, albo czy ma lat 17 czy może 60.

Natomiast osobliwość przejawia się już w tym co decyduje o klimacie danego wydarzenia czyli takie cechy jak charyzma, talent lub popularność występujących, ale też reakcje publiki i w końcu charakter konferansjera. Taki „prezenter” czuwa bowiem nad przebiegiem całego turnieju, a w wolnych chwilach „zabawia” widzów. W przypadku ośloławkowych slamów niezapomniane „kreacje” pod tym względem stworzyli m.in. filigranowa Michalina Rodak, która w kostiumie marchewki rozbroiła swym wdziękiem obecnych, niepokorna i mieniąca się od brokatu Siksa czyli Alex Freiheit czy też jak zawsze rozgadany i wyluzowany Bąkol oraz finezyjnie elegancki Krzysiek Romanowski. Z kolei jeśli chodzi o twórców, to rodzime slamy wykreowały taki fenomen jak młode środowisko poetyckie (więcej szczegółów poniżej)! Pisanie wierszy zatem nie jest już jakimś niszowym obciachem, lecz co najmniej oryginalnym uczestnictwem w kulturze.

 

Ludzie:

Paweł J. Bąkowski, syn Marii i Ireneusza, szef Oślej Ławki, a może po prostu Bąkol – to już od lat dobry duch tego miasta. Człowiek, który zarówno tworzy jak i animuje kulturę, więc mógłby być wyróżniany co roku. Zatem dlaczego właśnie teraz? Bo 2017 rok był dla niego w pewien sposób wyjątkowy. Oto bowiem przez okrągły jubileusz swych urodzin z młodzieńca przeistoczył się w mężczyznę, po raz kolejny udowodnił, że muzyka jest mu bliska jak ciału koszula, gdy po „destruenckich” poetycko-eksperymentalnych doświadczeniach uszył sobie rapową kreację Szegetza, a jako społeczno-kulturalny animator pozostaje wierny egalitarnym i wolnościowym ideom.

Jednak nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo Pawłowi od lat nie brakuje pomysłów, ale to w 2017 roku doczekał się również oficjalnego uznania przez władze miasta i lauru w postaci Medalu Koronacyjnego. Wiem, ktoś powie „statuetki to nie wszystko”, ale jemu takie odznaczenie na pewno bardziej się należało niż, że też zacytuję kolegę Jarka „dreptaczowi od znaczko-monet” lub (tu już mój cytat) „pani co chce ratować Gniezno parkingami i handlowym świętem”.

Prof. Grażyna Gajewska – literaturoznawczyni, badaczka kultury współczesnej, feministka i współorganizatorka IX Kongresu Kobiet w Poznaniu. Jednym słowem aktywistka, która naukową pracę godzi z kulturalnym zacięciem, więc w minionym roku również zapracowała sobie na uznanie. Przede wszystkim przez współorganizację wspomnianego Kongresu Kobiet, który w końcu „wyprowadził się” poza Warszawę, lecz nie zrezygnował ze swej bogatej formuły.

Dzięki temu więc prof. Gajewska wraz z kilkoma innymi naukowczyniami z dziedzin: pedagogika, prawo czy fizyka, mogła włączyć się w to wydarzenie i stworzyć centrum nauki i edukacji. To centrum zaś wypełniło pięć różnych paneli dyskusyjnych, gdzie w społeczno-naukowej tematyce kobieta stała się ważnym podmiotem. Jednak żeby nie było, krąg zainteresowań Grażyny Gajewskiej jest o wiele szerszy i można do niego zaliczyć zarówno badania nad tragicznymi losami pacjentów Dziekanki podczas II wojny światowej czy transhumanistyczną optykę. Niemniej jednak szczególnie kibicuję feministycznej perspektywie i szczególnie w 2018 roku czyli sto lat od uzyskania przez kobiety praw wyborczych.

Młodzi poeci albo młode środowisko poetyckie – w tym przypadku kategoria zbiorowa, bo nie chciałabym nikogo specjalnie wyróżniać, gdyż wszystkie osoby, które mam tu na myśli zasłużyły na uwagę. Zachęcone do publicznego ujawnienia się przez wspomniane wyżej slamy, pokazały więc swe literackie talenty. Niepokorna „sweet sixteen” lub punkowa Blondie, czyli Martyna „Skola” Skolasińska, która operuje bardzo ładnie nazywającym emocje i bunt językiem, queerowy Sasza Kruk, którego odważne porównania kipią też od ironii, obdarzona równie ciętą i oryginalną frazą Zuza Chełek czy zgrabnie składający mocne i zaangażowane, a przez to autentyczne wersy Szymon „Panter” Bielanowski. Wreszcie poezja uwolniła się ze sztywnego truchła napuszonych wieczorków.

Wiwat slamy, wiwat młodzi poeci!

Kamila Kasprzak - Bartkowiak

 

*Arya – imię walecznej bohaterki z serii powieści fantasy „Pieśni Lodu i Ognia” George’a R. R. Martina czyli ksywka, którą się czasem posługuję, bo skoro jest Mixer, to może być też Arya :-)

*socjalistka – taki światopoglądowy „wtręt”, bo skoro nie trzeba być socjalistą by zostać sprawiedliwym, to również można bez endeckich naleciałości cenić sobie przejrzystość i porządek.

zdj. Kamila Kasprzak - Bartkowiak

plus 1 x Magdalena Karpińska, 1 x emoGadzińska, 1 x archiwum MOK, 1 x Aechiwum G. Gajewskiej 

Tagi: Kamila Kasprzak - Bartkowiak 3po3 Rok 2017 w kulturze

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Pokot

Kino Helios
Czwartek 4 stycznia 2018
godz. 18:00

Ptaki śpiewają w Kigali

Kino Helios
Czwartek 11 stycznia 2018
godz. 18:00

Twój Vincent

Kino Helios
Czwartek 25 stycznia 2018
godz. 18:00