• Start
  • Felietony
  • Zielone pudełko - świąteczna bajka o marzeniach/zamiast życzeń
  • Jarek Mixer Mikołajczyk

Zielone pudełko - świąteczna bajka o marzeniach/zamiast życzeń

Tradycja, ale też zwyczajna przyzwoitość nakazuje złożyć naszym czytelnikom świąteczne życzenia. Niech więc ten czas przyniesie wam zielone pudełka. W przededniu Wigilii przyszedł do mnie Gwiazdor. Przyniósł wspaniały prezent, taki, który mogę porównać jedynie z zielonym pudełkiem z dzieciństwa. Zatem w imieniu swoim i pewnie redakcji, życzę wam wielu wzruszeń, zamiast opłatkiem pragnę się z Wami podzielić jedną z moich bajek. 

- Zielone pudełko nie zawsze było tak ohydnie olejne – powiedział chłopiec wychodząc z kamienicy pod zegarem. - Nie zauważyłem żadnego pudełka – odpowiedział przechodzień. - Jak łatwo przeoczyć czyjeś marzenia – rzucił na odchodne uśmiechnięty i pobiegł przed siebie. Teraz jednak nie wyglądał jak chłopiec.

Dom przy szosie na pierwszy rzut oka wydawał się zupełnie zwyczajny. Zresztą był to po prostu dom. Na podwórku nie było nic szczególnego poza żeliwną pompą, która trochę przypominała smoka. Życie toczyło się kuchni, w której mieszały się wszystkie zapachy dzieciństwa, były one proste tak jak, życie jego mieszkańców. Przekonałem się o tym tuż po przekroczeniu progu. Aromat drożdży mieszał się z świeżo wędzoną szynką i pastą do podłóg. W mroku widać było niewysokie schody z drzwiami na strych, tu jednak dzieciom nie wolno było wchodzić, przynajmniej do czasu gdy dom był królestwem jednego chłopca. Strych nie był jednak prawdziwą tajemnicą tego miejsca, stara szafa i kredens po prababci, albo jeszcze starszy stały tu pośród wysypanego na podłodze zboża. Jedyny skarb jaki tu kiedykolwiek został odkryty stanowiły dwa przedwojenne zeszyty, których dziś już zresztą nie ma. Gospodarz domu, którym był kowal notował w nich podobno myśli za które mógł przypłacić życiem. Na szczęście ten najbardziej niebezpieczny pamiętnik jak mówił spalił własnoręcznie jeszcze podczas wspomnianej już wojny. Był prostym człowiekiem, który bardziej cenił sobie bezpieczeństwo rodziny niż bohaterstwo i tajemne księgi. Tuż pod schodami do zboża i rzeźbionych mebli chowano najważniejszą z domowych tajemnic. Drzwi nie były jednak tak pilnie strzeżone. Domownicy wiedzieli, że tej tajemnicy nie można wynosić od razu. Poznawali jej smak po trochu tylko przy okazji świąt. Delikatnie słona i twarda, była trzymana tam kiełbasa jeszcze z wielkanocnego uboju. Dopiero na tylnych hakach wisiała upragniona przez wszystkich prawdziwa szynka, jakiej dziś już nie kupi się w sklepie.

Mały chłopiec w pokoju obok budował z drewnianych klocków fortece i zamki. Już wtedy bardziej niż codzienność lubił tworzyć nowe zmyślone światy, w których mieszkali: kowale, stolarze, ogrodnicy i inni dobrzy ludzie. Pewnego dnia chłopiec nie miał sił układać swoich mostów i murów obronnych. W wysokiej gorączce z mokrymi ręcznikami na stopach przeleżał kilka dni. Przy łóżku kręcili się: kowal jego żona, która pośpiesznie zmieniała ręczniki, a także i córka. Wieczorami przychodził również ich syn stolarz. Kiedy w domu przy szosie zaczęto bać się o los dziecka przyjechał też jego ojciec, który niebawem miał przywieźć z nie istniejącego dziś kraju piękne plastikowe klocki do budowy nowoczesnych osiedli. Jednego z krytycznych wieczorów, chłopiec pomylił młodego stolarza ze świętym Mikołajem. W gorączce opowiedział mu o swoim najskrytszym marzeniu. – Chciałbym bardzo jak wyzdrowieje mieć ładne drewniane pudełko na nowe klocki – powiedział i zasypiając miał wrażenie, że słyszał głos mówiący – Zobaczymy co da się zrobić.

Następnego dnia rano, obudził się zdrowy. Wszyscy w domu przy szosie ogłosili ten dzień świętem. Kowalowa wyszła do sklepu by kupić drożdże na placek. Wymęczony chorobą dzieciak poczuł potrzebę wykradania tajemnicy. Przemknął do korytarza i otworzył drzwi pod schodami w nadziei, że pierwszy kęs przywróci mu siły do budowania i już myślał o mostach i basztach kiedy potknął się o coś co okazało się spełnieniem jego marzeń. Tuż pod nogami zobaczył piękne drewniane pudełko z zasuwą. Takie, które pomieściłoby wszystkie nowe klocki przywiezione z kraju, którego dziś nie ma. Już miał cieszyć się odkryciem innej tajemnicy niż pęta swojskiej kiełbasy...

- Co tam robisz, wiesz przecież, że tak nie wolno – usłyszał srogi głos stolarza, który jeszcze wczoraj wydawał mu się świętym Mikołajem. Stanął więc z pudełkiem w ręku bezbronny, przyłapany na gorącym uczynku ze łzami w oczach. Nic jednak nie zmiękczyło serca wujka, który błyskawicznie zabrał drewniane cudo i wyszedł by długo nie wrócić.

Taką opowieść przypomniałem sobie wchodząc do domu przy szosie. Podszedłem do drzwi, za którymi chowały się niespełnione marzenia. Otworzyłem delikatnie, lecz zamiast haków z wędzonką zobaczyłem kuchnię. Za oknem padał śnieg, a przy stole siedziała cała rodzina kowala. Jeśli nawet znalazłem się w czyimś śnie byłem pewny, że to muszą być święta. Widać też było wszyscy czekają na czyjeś przyjście. Zacząłem już rozpoznawać uśmiechy i gesty zebranych gdy nagle chłopiec zaniepokojony krzyknął – Dzwonki – słyszycie dzwonki. O to pewnie idzie Gwiazdor i niesie rózgi – podchwycił niedobry stolarz, który ukradł marzenia chorego chłopca. Pięciolatek wiedział już dobrze, że Gwiazdor to święty Mikołaj, a ten nie bije dzieci. Więc tylko udawał strach. Nagle drzwi otwarły się z hukiem a w nic stanął wielki worek prezentów. – Są tu grzeczne dzieci!? - Zapytał Mikołaj srogim choć serdecznym głosem. – Są, są!! – już miałem krzyknąć, ale uprzedził mnie dzieciak z rodziny kowala. I potem oczywiście powtórzyły się historie, które znamy wszyscy z dzieciństwa: opowiadanie wierszyków, paciorek i kochany Gwiazdorek...

Zanim jednak otworzył się worek prezentów usłyszałem pytanie pana w czerwieni – A kto był niegrzeczny? Drzwi tajemnego schowka zaczęły się zamykać i widziałem jeszcze przez mgłę, jak chłopczyk pokazywał na stolarza i potem ten dostawał rózgi...Na koniec oprócz wielu pięknych i drogich zabawek mały wyciągnął z worka drewniane pudełko. Stało się jasne, że stolarz kiedy zabrał pudełko wrócił nie prędko bo musiał dojść z nim na biegun gdzie jak mówią mieszkał święty od prezentów. Kiedy trzasnęły drzwi z nów wisiały za nimi kiełbasa i szynki.

- Takie pudełku to dopiero marzenie – powiedział mężczyzna z kamienicy pod zegarem do przechodnia, który właśnie myślał o nowym Porsche.

Jarek Mixer Mikołajczyk

ilustracja Zuza Chełek

Tagi: Zielone pudełko Bajka Święta

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Pokot

Kino Helios
Czwartek 4 stycznia 2018
godz. 18:00

Ptaki śpiewają w Kigali

Kino Helios
Czwartek 11 stycznia 2018
godz. 18:00

Twój Vincent

Kino Helios
Czwartek 25 stycznia 2018
godz. 18:00