• Jarek Mikołajczyk

SIGMA Nalegal(i)Nanielegal – recenzja

Klasycznie na samplach. Matrix na początek. Jasne po te słowa sięgał już nie jeden: wyjaśnię ci czemu tu jesteś, przez całe życie miałeś przeczucie, ze z tym światem coś jest nie w porządku. To przeczucie sprowadziło cię do mnie. Pamiętaj, ze mogę ci zaoferować prawdę i nic ponadto. Jeszcze na początku Toksycznie wrzuta sampla z Trzeba żyć Pezeta i Małolata i uświadom to sobie z Paktofoniki...Cały ten syf z...Zostawmy jednak odczytywanie sampli – to dobra zabawa, szkoda wszystko zdradzić. Dobra praca KillaBreakz, od pierwszych taktów.

Tekstowo – prosty rap jak przed laty opisujący emocje, obrazy przeżycia...Sigma to obserwator opisujący rzeczywistość, na którą nie zawsze się godzi. Czuje się ten korzeń, w którym Rap był tak bardzo bliski punkowemu kontestowaniu...E no i jeszcze sampel z OSTR – to jest bagno zwane rzeczywistością z Kochana Polsko. Toksycznie to chyba dzisiejszy protest song, Sigma punktuje prostym dosadnym tekstem, nie powołuje się na nadużywaną przez dzisiejszych raperów prawilność. Jest w tym jednak tęsknota za czymś o czym śpiewał Parias – etosem rapu.

Jeśli umiesz – piękny powtarzany dźwięk (jakby z liry korbowej), wkręca kawałek od początku. Głęboki bas niesie bit. Jeśli umiesz no to sobą bądź, Jeśli umiesz olej przepych i płyń ze mną pod prąd, Jeśli umiesz to podaj mi dłoń, Jeśli chcesz czegoś więcej niż to, to chodźmy stąd...Tekst podany transowo, prosty jak mantra, podbija pozorną monotonie bitu. Kolejny kawałek, przy którym staje się jasnym, że Sigma traktuje rap, jako środek przekazu, otwiera majka by powiedzieć o czymś. Nie przypadkowy sampel z donGuralesko teraz ja powiem wam o co chodzi nam...no i Pelson z Pariasa patrzę prawdzie w oczy widzę wroga...Dobry gęsty kawałek, prosty twardy tekst, fajnie kładzie Sigma na bicie...Niesamowite skrecze DJ WLB jak na starych dobrych płytach.

 

Mam odwagę. Lżejszy bit buja delikatnie. Życie to ciężka sztuka wystawiana tylko raz, i to niezależnie od tego kogo w niej grasz. To nie jest wcale tak że czas tu masz na próbę, bo jak zejdziesz z planu raz już nie będzie szansy drugiej. Nie ma dublowanych ujęć, wszystko idzie raz nie więcej. Jak spierdolisz coś to musisz za to ponieść konsekwencje. Karma wraca prędzej czy później o tym pamiętam, i że ważne to kim jestem - nie jak wychodzę na zdjęciach...Fajnie chodzą dźwięki w tle bitu, trochę funkująco płynie kawałek. Spokojnie schodzi przy skreczach.

 

Nie jest za późno pierwsza gościnka na płycie – Ina. Kawałek zaczyna się bardzo delikatnie, niewiele dźwięków sączy się pod pierwsza zwrotką Sigmy. Ina wchodzi wspólnie z Sigma na powtórce refreny: naucz mnie żyć i być człowiekiem naucz mnie, bo chyba po dziś dzień w tym jakoś gubię się. To trochę smutne wiem, jednak nie wiele mogę w kraju, w którym rządzą wciąż martwi królowie...Dobra zwrotka Iny, dziewczyna swobodnie płynie z wersami na sączącym się bicie...To już czwarty kawałek bez wyścigu z tempem i bez słowotoku.

 

Daję styl – klasycznie rapowy tekst, na kolejnym dobrym bicie, w którym pozornie wiele się nie dzieje. Mocno osiedlowy rap, rzeczywistość opisana przez Sigmę pełna goryczy...Niosę nadzieje tym, którzy nie mają nic tu...Regres nie progres, dotyka dziś Polskę, wiemy to dobrze i to jest problem wśród naszych ludzi czuć bezrobocia oddech. Wziąłbym za mordę jedną, drugą świnie oderwał od koryta i pokazał jak się żyje...Fajny klimat dęciaków i wokaliz w bicie przywołujących echa lat 70-tych. Kolejne skrecze pasują jak ulał. I ten sampel na koniec – trafiony.

 

Pozornie. Bit ponownie podbity monotonnym powtarzalnym dźwiękiem. Znowu wrażenie, że muzycznie mało się dzieje, a podskórnie coś w tym bicie rozrywa od środka. Powtarzalność motywów – robi swoje z opóźnionym zapłonem. Dobry gościnny wrzut Szychy. Pozornie wszystko jest ładnie, wszystko jest cacy i tak szczerze to większości jest wygodnie nie znać prawdy w świecie iluzji fantazji by błyszczeć być ważnym ludzie zakładają maski sztuczni jak plastik by błysnąć na chwilę. Pierw klepią cię po plecach by później wbić sztylet w nie – podaje Sigma. Bit zaczyna się rozpędzać jak walec i łamie kości. Znowu na koniec sampel z filmu – klasycznie.

 

Moi Ludzie. Tym razem bit od startu z siłą młota, gęste sample i skrecze. Zdecydowanie moc kawałka obliczona na koncertowy odzew. Pod tekstem Sigmy rzeźnia dźwięków i chóralny śpiew Moi Ludzie, Twoi Ludzie...Jak mówią dzieci Bengier cokolwiek to znaczy Bengier Max.

 

Ostatnio, chyba nie przypadkiem tytuł zbieżny z samplowanym kawałki wcześniej numerem Pelsona. Chociaż tekst trochę o innych kwestiach. Gęsto samplami, monotonne piana i skrecze – głęboka przestrzeń muzyczna no i sample z Maklakiewiczem i Himilsbachem.

 

Przestałem. Podstawa bitu prosta wyrazista jak młot pneumatyczny, ponownie szatkowana monotonnymi dźwiękami, powtarzalnymi – transowymi. Przestałem wierzyć farmazonom i tym typom, którzy pierdolą filozofie i teorie wzięte z dupy, dla moich ludzi ten rap, więc jeśli jesteś ze mną to vice versa...mam własną 8 milę do niej soundtrack...Krótkie treściwe rozliczenie z przeszłością. Weryfikacja życia i kumpli. Twardy jak życie rapowy tekst.

 

Dobre Słowo. Mniej obserwacji szarej rzeczywistości, może raczej trochę światła w tej rzeczywistości. Pozytywna wibracja. To dla wszystkich, którzy walczą o to by było lepiej. Dla moich sióstr i braci rozrzuconych po świecie gdzieś, jestem tu bije pięć i trzymam kciuki za każdego kto jak Małpa wyjeżdża żeby wrócić. Dla moich ludzi jedna miłość - tak od dawna. Wersy w punkt lądują na bit, a bit klasyczny niesie sam i kolejna porcja sampli i skrecze jak kropka nad i.

 

Spacer po linie. Bit bije w łeb jak Parias W sekundę. Ta sama głębia bębnów. Dobry tekst łapię oddech robię przerwę oddzielam ziarno od plew co niepotrzebne wyrzucam i czyje się lżej, znów czuję siłę...Obrałem jedną drogę i chuj wbijam w opinie. Strach ma wielkie oczy z pewnością kiedyś minie mi, nie mnie rap od lat przecież tym żyję, a wszystko to i tak jebany spacer po linie jest...No i po refrenie mistrz na goścince. Kubiszew po prostu rzuca swoje wersy z precyzją skalpela. To podróż mego życia nie chce zmarnować swojej szansy. Gdybyś mógł policzyć wolność, pewnie byłbym milionerem. Świetna pointa zwroty o dystansie, którego Kubiszewowi nie brakuje, ten dystans do siebie to właśnie siła Kuby. Zejście kawałka gęste od sampli z polskiego rapu, zostawiam słuchaczom przyjemność ich odgadywania.

 

Nie jestem. Zaskakujący sampel wokalny na rozbiegu. Zaraz po nim gęsto od gościnnych zwrotek. Swoje jadą zawodowo. Ładne zejście samplem Wałów Jagielońskich.

 

Zdrowie. Trzynasty kawałek. Odrobina melancholii na początku bitu. Trochę retrospektywny tekst. Wychowały mnie kapity i płyty, a nie mp3, jestem pewien że ten świat był wtedy o wiele lepszy...Kolejny pełen wątpliwości zapis refleksji i obserwacji świata. Trochę klimatów alko, bez jakiś tendencji do pijackich rozrób. Dobre minimalne smyki (pewnie klawisze) gdzieś w tle. Adekwatny sampel z filmu, na koniec.

 

Wrzucam. Prosty spokojny bit, bez wydziwiania i niepotrzebnej napierdalanki. Rasowa praca skreczy. DJ WLB – Nuff Respect. Przemyślany kawałek na koniec płyty. Tak jak to się kiedyś robiło, w czasach, gdy płyt to się słuchało w całości z gramofony na „Altusach” albo dobrych słuchawkach, a nie z telefonu w bramie gadając w międzyczasie z zimeczkami o pierdołach z fyrtli. Po długiej nocy nad ranem, gdy naprawdę spałem krótko wrzucam zajechane najki i wychodzę...przed szóstą...

 

Tyle właściwy pomarańczowy krążek. W kieszonce digi packa jeszcze czarny. Ten poremixowany z wersjami. 8 naprawdę z jajem pokiereszowanych kawałków. Większość to robota Toni'ego. Spod jego rąk wyszła między innymi świetna wersja Jeśli umiesz i Wrzucam. Całkiem zgrabnie zaznaczył się na niespodziankowym krążku Kuba Leciej, produkując Nie jestem. No i zgrabnie słychać go w Styl z podwórek. Ta czarna, krótsza płytka z wersjami – świetny gotowiec na domówkę. Buja w całości. Reprezentuje swoje miasto, reprezentuje te podwórka, których nie lubisz...Dobre zejście kawałka Sigma a capella.

 

Po pierwsze trudno producentowi, w klasycznie samplowanej płycie, odcisnąć swoje piętno, nadać płycie jednorodny, trochę hermetyczny charakter. Killabreakz zrobił to bez zastrzeżeń. Okazuje się, że płytą producencką nie musi być krążek sygnowany przez Donatana czy SoDrumatica, w dodatku może być nią regularny krążek konkretnego rapera. Czuje się też realizację Kuby Lecieja. Miejscami mastering Deszczu Strugi. Zatem po pierwsze Sigma ma pełną świadomość, że płyta to nie tylko MC, plujący wersami.

 

Po drugie, gdzieś już zostało napisane Nuff Respect DJ WLB. Tworzy z Sigmą naoliwiony tandem.

 

Okładka czyli po trzecie. Dobrze Urwane Filmy, tylko info ciemnymi literami na pomarańczu – ostrość ginie i oczy bolą nawet w okularach.

 

Czwarte. Sigma. Czy ostatni z prawdziwych? Nie wiem, jest ich wbrew pozorom przynajmniej kilkunastu. Fajny rodzaj rapowej erudycji, raczej osłuchania klasyką. Polską klasyką. Trochę mało spotykana dziś świadomość, że bez korzeni drzewo nie rośnie. Tekst proste, czasem zakorzenione w osiedlach, a przede wszystkim w życiu. Jeśli dziś jeszcze rap bywa głosem ulicy, to tak jest u Sigmy. Bez hasztagowych popisów, trapów i napierdalania na czas. Nie ma też braggadaciowego samouwielbienia, którym nagminnie dziś epatują małolaty. Zatem płyta nie przypadnie wszystkim do ucha. Jeśli jednak, ktoś szuka świeżego spojrzenia na stare rapowe klimaty, na stare tak kiedyś ważne opisywanie życia - to płyta dla niego.

 

Dobry, równy krążek, solidna robota Sigmy, Killabreakz, DJ WLB i paru innych osób. Może nie rzuca na kolana, da się jednak wysłuchać longiem w całości, są piękne momenty i chyba o nie chodzi.

 

Jarek Mixer Mikołajczyk