• Start
  • Recenzje
  • Gęste malarstwo, przyzwoita rzeźba i bardzo mocne słowa do prezydenta Gniezna. Prawda o stosunku do sztuki wyraża się w stosunku do artysty i do widza.
  • Jarek Mikołajczyk

Gęste malarstwo, przyzwoita rzeźba i bardzo mocne słowa do prezydenta Gniezna. Prawda o stosunku do sztuki wyraża się w stosunku do artysty i do widza.

Wernisaż wystawy Jacka Strzeleckiego i Wojciecha Kujawskiego był bardzo mocnym wydarzeniem, niestety nie tylko kulturalnym. Warstwa artystyczna ekspozycji niewątpliwie pełna potężnego ładunku emocjonalnego i ekspresyjności zwłaszcza w malarstwie Jacka Strzeleckiego broni się bez dwóch zdań. W przypadku obu panów mamy niewątpliwie do czynienia z solidną sztuką. Oprócz jednak otwarcia samej wystawy w MOK-u wydarzyła się także rzecz bardzo istotna w wymiarze raczej kulturowo-społecznym. Utarło się, że lokalni włodarze traktowani są jak Medyceusze, ba sami trochę się na takich kreują. Być może to niuans, wydaje się jednak istotny, Medyceusze swoją próżność czy potrzebę piękna spełniali ze swojej kiesy. A panowie prezydenci, starostowie, radni itp. robią to za naszą podatniczą daninę nazwaną by było ładniej - podatkiem. Podczas tego wernisażu stało się jasnym, że deklaracje bez pokrycia wcześniej czy później wracają policzkiem do deklarujących. Wrócimy jednak do tego.

Zacząć trzeba, że otwarto naprawdę solidną wystawę. Obaj autorzy są wykładowcami Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. To oczywiście samo w sobie jeszcze nie implikuje wartości ich prac. Bywa, że ktoś jest wspaniałym pedagogiem artystycznym, a sam niekoniecznie wybitnym artystą. Bywa też, że o pracy na uczelni decydują inne czynniki. Zarówno jednak profesor Wojciech Kujawski, który kierował przez długi czas katedrą rzeźby najpierw ASP potem UAP, jak i Jacek Strzelecki kierownik Pracowni Rysunku, na Wydziale Malarstwa tejże uczelni - niosą w swojej sztuce pewien rodzaj rzetelności, o którą w sztuce coraz trudniej. I to chyba ona jest jakimś wspólnym mianownikiem ekspozycji. Formalnie widz otrzymuje dwa różne rodzaje sztuki, dwa nawet inne wydaje się zapatrywania na sztukę. Rzecz nie w oczywistościach. Jeden jest malarzem a drugi rzeźbiarzem, różnice jednak nie sprowadzają się to uprawianych dziedzin sztuki.

Malarstwo Jacka Strzeleckiego niesie w sobie tę wolność twórcy, która może wypływać jedynie z porządnie odrobionych lekcji na początku drogi. Warsztat budowany zapewne na do znudzenia powtarzanych martwych naturach i rysunku anatomicznym...Bez tego nie ma tak naprawdę rzetelnej sztuki, bywają być może przebłyski geniuszu ale to raczej zjawisko efemeryczne. Każde zawieszony w galerii MOK-u obraz Strzeleckiego to bardzo gęste malarstwo, nawet jeśli formalnie obrazy nie są szczególnie fakturalne, ta gęstość to swoboda linii i ciężar plam. Czuje się, że ręka z pędzlem praktycznie nie ma ograniczeń. Świetnie rozkładane światło zwłaszcza na przeważających motywach umięśnionych ciał ludzkich ale też na draperii malowanych szat - namnożenie diagonalnych linii w fałdach tychże podbija dynamikę prac. Bardzo wyraziste energetyczne malarstwo, z jednoczesnym zachowaniem kanonu. Mimo pełnej ekspresywności niosą uniwersalny pierwiastek również dekoracyjności. Ekspozycję budują obrazy z czytelną inspiracją mitologii jako podwalin kultury Europy, dla samego Strzeleckiego jest to jednak jedynie pretekst do opowiedzenia o kondycji człowieka nie tylko w sensie fizycznym, bardziej o jego fobiach i lękach czy fascynacjach. To zdecydowanie jedna z lepszych ekspozycji malarskich prezentowanych w Gnieźnie w ostatnim czasie.

Ulepione i wydłubane czasem szlifowane figury. Tak w skrócie sam Wojciech Kujawski podsumowuje swoje rzeźby. Przyjmując trochę maskę artysty trefnisia - zwłaszcza w rozmowie z mediami, przekazuje pewną prawdę o kondycji artysty w dzisiejszym świecie. Dziś łatwiej o kogoś kto czuje się artystą niż o dobrą sztukę, o solidne rzemiosło. Więcej jest blichtru sztuki niż samego kunsztu. Przecież ktoś kto wyrzeźbi pięknego aniołka na cmentarz też robi dobrą rzeźbę - mówił nam Wojciech Kujawski, unikając opowiadania o własnych rzeźbach. - To co chciałem powiedzieć, powiedziałem w swoich pracach, nie czuję potrzeby opowiadania o tym - dodał Wojciech Kujawski. Rzeźby Kujawskiego niosą w sobie inny rodzaj ładunku emocjonalnego niż zestawione z nimi obrazy Jacka Strzeleckiego. Mamy wprawdzie rzeźby bardzo chropawe strukturalnie, jest głowa z dziurą na przestrzał...ale też sporo z nich to niemal cyzelowane cacka, choć formalnie nie są kamienne mają w sobie pewną gładkość marmuru, choć nie niosą jego chłodu. Bardzo ciekawa kompozycja grupy rzeźb w drugiej sali. W pracach, a zwłaszcza ich kompozycji, odrobina dystansu i ironii (choć niekoniecznie cynizmu) zarówno do siebie jak i do człowieka. Ponadto rzeźby Kujawskiego mają w sobie bardzo widoczny ślad warsztatowej dbałości: zarówno kompozycyjnej jak i o wykończenie detali. 

W zestawieniu te dwie wystawy zyskują jakiś dodatkowy walor estetyczny i być może przez pewną odrębność uwypuklają siebie wzajemnie. Wystawę można oglądać przez najbliższe tygodnie w Dużej Galerii MOK-u w godzinach otwarcia ośrodka.

Wernisaże niestety często przeradzają się w festiwal mądrości samorządowo-politycznych. Ci, którzy przychodzą obcować ze sztuką, muszą uczestniczyć najpierw w tanich sztuczkach postwyborczych i przedwyborczych. To przemówi, mniej lub bardziej na temat, ten to tamten przedstawiciel...Wszyscy oni jawią się jako przyjaciele, promotorzy i mecenasi...Trudno wykluczyć, że część z nich naprawdę "ogromnie się cieszy"...Rzecz w tym, że wczoraj po raz pierwszy, ktoś odważył się nie przyklejać sobie uśmiechu clowna tylko dla tego, że spływały nań czułe słówka z listu pana prezydenta. Po pełnym ciepłych słów między innymi o potrzebie dostępności sztuki, takiej jak ta, którą tworzy Jacek Strzelecki, malarz na wózku nie odstawił zwyczajowej w tym miejscu serii achów i ochów dziękczynnych wobec autora listu. Jacek Strzelecki grzecznie podziękował załodze MOK-u za wystawę. A zastępcę prezydenta Czesława Kruczka, który czytał list prezydenta Jacka Kowalskiego poprosił o przekazanie kilku mocnych słów, które padły potem z ust artysty. Jacek Strzelecki mówił wówczas o tym, by móc mówić o tym, że się szanuje i docenia sztukę i jej wartość, prezydent powinien najpierw zadbać by ta sztuka była dostępna dla wszystkich. Również dla tych na wózkach. Nie możemy mówić o kulturze i cywilizacji do momentu gdy w takich miejscach jak ośrodek kultury gdzie galeria jest na piętrze nie ma windy. Artysta powiedział wprost - aby móc uczestniczyć we własnej wystawie musiałem się wczołgać, nie było to proszę mi wierzyć ani miłe ani proste. Artysta, który doznał upokorzenia z racji na to, że porusza się na wózku mówił też o swoich przyjaciołach, którzy z podobnych przyczyn nie mogli zobaczyć tej wystawy.

Rzecz nie tylko w problemie windy, zdecydowanie poważnym i koniecznym do rozwiązania w mieście, które samo siebie nazwało "Miasto Otwarte". To również rzecz w pewnej hipokryzji. Może też w miałkości lokalnego środowiska twórczego, które przyjmie każdy ochłap całując ręce rzekomego darczyńcy. Bo może potem "zafundują" katalog albo choć folder do wystawy...Nie zafundują i nie dlatego, że tak jak tę windę być może mają gdzieś - bo mniejszości niezależnie jakie (niepełnosprawni i inwalidzi ale i ludzie kultury to też mniejszość) de facto nie liczą się przy urnie. Nie zafundują bo jedyne co mogą zrobić to dać pieniądze z podatków. Nie biorą, że swoich, choć tak je traktują. Parafrazując Rejs:"Pan płaci, Pani płaci - społeczeństwo płaci"...Jeśli więc ktokolwiek łudzi się, że sztuka i kultura są ważne dla "przedstawicieli" powinien zweryfikować swoje wyobrażenia.

Natomiast wystawa Jacka Strzeleckiego i Wojciecha Kujawskiego jest ważna nie dlatego, że urodzili się w Gnieźnie, a dlatego, że to po prostu bardzo dobre malarstwo i solidna rzeźba - sztuka nie potrzebuje wartości dodanych.  

 

P.S

Bez nachalstwa i wrabiania artysty w lokalne rozgrywki, pragniemy jako redakcja Gnieźnieńskiego Magazynu Kulturalnego - jedynego portalu sprofilowanego na kulturę nie tylko tego miasta podziękować za rzetelność artystyczną obu autorom. Natomiast Jackowi Strzeleckiemu dziękujemy także za zwyczajną ludzką poczciwość. Za to, że potrafił powiedzieć, że go opluto i nie wmawiał odbiorcom, że to deszcz. Artykuł jest formą recenzji - jest więc subiektywny. Jest subiektywny być może w ocenie postaw i w ocenach pozaartystycznych. Sztuka na szczęście nie zależy od subiektywnych ocen i ta przedstawiona w MOK-u jest obiektywnie dobrą. A blamaż Miasta jest obiektywnie nie dobry. 

Jarosław Mikołajczyk

zdj. Mixer