• Jarek Mikołajczyk

Piętno - Sławomir Kuczkowski

Tytuł jedynego tomiku poety niezwykłego, jest adekwatny nie tylko w odniesieniu do poezji w nim zawartej. Piętno to też ślad jaki Sławek Kuczkowski odcisnął chyba na każdym, człowieku, który poznał go choć trochę bliżej. Trudno zresztą oddzielać Kuczkowskiego wizjonera teatru od jego nie bójmy się słowa mistycyzmu. Nie mam tu na myśli bliżej nieokreślonego uduchowienia. Ten mistycyzm w prostej linii wypadkowa Jana od Krzyża i Simon Weil, współczesny a jednak pełny. Fakt, że realizował swoje wizje i medytacje pracując jako portier w MDK-u, w połączeniu z wspomnianym świadomym wyborem chrześcijańskiej postawy artystycznej, sprawił, że nadano mu przydomek Portier Pana Boga, ten przydomek uwiarygodniła w pełni świadoma choroba i jeszcze bardziej pełne odejście po walce z nią. Poniżej recenzja z 22 kwietnia 2009 roku, zamieszczona na stronie Konfraterni Teatralnej. 

„Piętno” – Sławomir Kuczkowski,

Galeria Autorska - Biblioteka Toposu, Bydgoszcz,

Sopot - kwiecień 2009 
Zejść do komory własnego serca, bo przecież to komora, w której czasami przebywa On... Ten który jest, to właśnie Królewska Droga Krzyża. Spójność artystyczna i niebywała konsekwencja wyboru inspiracji Sławomira Kuczkowskiego sklamrowana została niezwykłą książką Piętno. Rzadko zdarzają się chwile gdy kiedy bierzemy coś do ręki, a ona drży. Życie jest dziś hardcorowe i trochę jak manga – więc nie ma czasu na refleksję...Piętno jest jednak kruche, choć nie ma znamion rachitycznego bibelotu. Z czytaniem Piętna jest trochę jak w historii dwóch ludzi na pustyni jeden niesie pełen baniak wody, nie koniecznie w czystym baniaku, idzie twardo, rozlewa – jest pewny siebie ma cały baniak... Drugi ma tylko dłonie i tyle ile w nich zmieści – ten idzie wolno roztropnie by nie uronić ani kropli. Jeśli słowo jest wodą, to tych słów w książce Kuczkowskiego mamy tyle co obejmą dwie dłonie... Można powiedzieć dostaliśmy garść słów – jest wiersz, w którym ich zaledwie pięć.

 

„Osipowi Mandelsztamowi: 
nie 
ciało

myśli 
tylko 
krew”

   Trudno jest przenieść wodę w dłoni, trudno też nasycić się tak niewielką ilością słów, a może to tylko kwestia wiary? Niesamowicie skondensowana myśl. Zapewne gdyby, te obrazy, których w wierszach Sławomira Kuczkowskiego pozornie nie ma, chcieć opisać zwyczajnie, każdy z nich zajął by stronę lub więcej. Czy są to słowa symbole – które mnie maja wystarczyć bym sam zbudował przestrzeń wizji i znaczeń? Ezra Pound – choć pewnikiem to zupełnie inna poezja u innych źródeł z tej esencji mógłby być dumny. Wbrew pozorom Kuczkowski jest cholernie nowoczesny w swej przemodlonej po tysiąckroć poezji. Dziś nie ma czasu na czytanie rozwlekłych poematów, już nie tylko tabletki są mocą w pigułce. Miniaturyzacja wiersza nie jest tu jednak zabiegiem czysto formalnym. Wydaje się, że podobnie jak w teatrze nadrzędnym dla Kuczkowskiego jest wnieść jak najmniej siebie do wiersza by nie zakrzyczeć, nie przysłonić sobą inspiracji. Forma minimalna choć jak słusznie zauważył Jacek Soliński autor ilustracji – nie minimalistyczna. Wiersze, w których liczba słów jest odwrotnie proporcjonalna do treści. Tak wiele przychodzi do głowy porównań czasem, aż się boi piszący recenzję nie dać się ponieść. Bo, zwłaszcza czytając wiersze Kuczkowskiego, namacalna staje się prawda o tym, że słowa piętnują. Ani razu w tym tomie nie pada słowo Chrystus, Bóg pojawia się raz i tyleż samo razy zawołanie Panie i Ojcze... a jednak nie ma tu zawoalowania w tych słowach obecne jest Słowo. 
   Zostawiam więc; Jana od Krzyża, który te same stany opisał kwiecistym językiem i wszelkie inne przerażająco wielkie skojarzenia – przeraża jedynie, że cisną się same. Może jeszcze ta, której zdanie o nieruchomym teatrze tak mocno zrealizował Sławomir Kuczkowski w swoim Teatrze Wizji Czerwona Główka. Simone Weil. Ktoś powiedział, że ta poezja nie jest łatwa. Tak - jeśli biorę pod uwagę, tempo życia – trudno się zatrzymać, a Piętna nie da się czytać w biegu. Tak – jeśli przyzwyczajony do wrzasku ery mediów, zaczynam bać się ciszy. W poezji Kuczkowskiego nie ma wielu słów, które mogłyby zakrzyczeć mnie (czytelnika) przede mną samym i przed Nim, który tak gęsto jest obecny jak w Ikonie albo jak w monstrancji. Nie ma wątpliwości jest to poezja metafizyczna, choć jak sądzę sam autor wolałby uściślenie, bo tak wiele dziś rzeczy nazywa się metafizyką, że nie zawsze wiadomo czy płynie lub buduje się ona z Dobra. „Chcę pamiętać, że twórczość winna być aktywnością służebną wobec mojej drogi na duchowy szczyt. Winna stać się liną albo windą unoszącą mnie do samego nieba. Dlatego winna stać się moją modlitwą”. Pisze w „Od autora” Sławomir Kuczkowski. Jeśli więc możliwe jest (a Piętno jest tego trwałym dowodem, że tak) by wiersz był ikoną – to Kuczkowski jest ikonopisem słowa. Wiersz staje się ikoną, przemodloną i tak jak ikona może poruszać rejony duszy, a niekoniecznie intelektu jakby chcieli niektórzy. Definiowanie jest jednak o tyle trudne, że poezja religijna, do której przywykliśmy daje nam po głowach Maryjkami, Maryjeczkami, Mateńkami najświętszymi, Chrystusikami; po oczach różem i niewyraźnym niebieskim, plastikowymi buteleczkami na wodę uzdrawiającą po trzykroć cudownie. W poezji religijnej, do której tu przywykliśmy w mieście dwóch wierz i jednego świętego – fosforyzuje zazwyczaj i trójwymiarowo mruga do nas Chrystus z odpustowego zegarka, lub straszy jak nieudany pomnik... 
Tu, to znaczy w Piętnie, nie ma różu ani nie ma barw narodowo - maryjnych, nie ma w tej poezji tanich chwytów i eminencji. Zrodzona w mieście wielkiego odpustu (Gnieźnie) przebija się poezja Kuczkowskiego do sensu, którym być może jest boża obecność...Piętno: niewiele słów a tak wiele treści. Krew, dusza, ciało, ikona – nie potrzeba wielu słów by wypowiedzieć to co nie do wypowiedzenia. A jednak „mrok” jak woli Kuczkowski czy „noc ciemna” jak mówi Jan od Krzyża sprawia, że: 
„w ciszy 
w środku nocy 
kwitnie krzew

wreszcie skapitulować 
trwać w skupieniu 
i przyjąć dary”

   Asceza i oczyszczenie słów do samych znaczeń i symboli. Poezja o ogromnym ładunku generalnie duchowym. Podobnie jak w swoim Teatrze Wizji w Piętnie autor oddaje nam przez siebie wymodloną, przeżytą i „uwidzoną” przestrzeń byśmy mogli w niej się zanurzyć i kontemplować obecność naszą (autora, podmiotu?, czytelnika) czyli człowieczą i obecność Jego. Ważna i poważna książka. Gruba sprawa, gruba poezja, choć tak cienko można rzec słów. Nie każdemu polecam, za to z czystym sercem. Truizmem jest pisać o pięknie edytorskim Galerii Autorskiej – kolejna książka przedmiot sztuki. Tym razem jeszcze widoczna braterskość dusz Kuczkowskiego i Jacka Solińskiego autora jakże adekwatnych grafik.

Jarosław Mixer Mikołajczyk (22 kwietnia 2009 na tydzień przed śmiercią autora) 

P.S.

Dziś zapewne napisałbym nieco inaczej...niech jednak zostanie tak, tekst napisany tuż po ostatnim wieczorze autorskim dla przyjaciół w pokoju, z którego odchodził w cierpieniu lecz pogodzony i pełen nadziei.