• Jarek Mikołajczyk

Klan czerwonego sorga - Mo Yan - recenzja

Dziś pisanie o książkach Mo Yana jest dużo prostsze, kiedy jeszcze nie było Nobla trzeba się było wykazać wyczuciem albo odwagą. Bo przecież napisać geniusz, przed wyrokiem Szwedzkiej Akademii, to niemal desperacja. Dziś już wiadomo Mo Yan to geniusz, chiński Nobel – literacki renegat. Czegokolwiek by nie zrobił, będzie już po kres noblistą, będzie też po kres Chińczykiem. Mówią też uczeni w piśmie, że jest surrealistą – zapewne tym co tak mówią, nie mieści się w głowie, że Chiny mogą być tak brutalne jak w powieściach Mo Yana – stąd ten: klucz, wytrych, ucieczka – surrealizm. Pewnie bliżej już realizmowi magicznemu, tyle, że u Mo Yana, nie jest on taki jak u Allende. Żadna magiczna mgiełka nie rozmywa tu brutalizmu. Paradoksalnie opisany hiperrealnie staje się: "tym co po prostu się dzieje". To nie dowodzi, że w Chinach z "Klanu czerwonego sorga" - ból jest mniej odczuwalny, może tylko, że jest go o wiele więcej niż gdziekolwiek indziej. A jednak dla mieszkańców Północno–Wschodniego Goami żadne "Indziej" praktycznie nie istnieje, a jeśli już - to są nim japońscy żołnierze. „ Ojciec patrzył, jak nóż Suna Piątego tnie ucho wuja tak, jakby piłował drewno. Wuj Luohan nie wytrzymał i krzyknął boleśnie, a struga żółtego moczu strzeliła spomiędzy jego nóg. Mojemu ojcu trzęsły się kolana.” Proza poetycka w opisie odzierania ze skóry? To przecież takie nieludzkie, nieczyste, nieetyczne...jakby samo odzieranie ze skóry, na oczach wioski było etyczne. Paradoksalnie brutalizm Mo Yana uderza ze zdwojoną siłą, choć pewnie z opóźnionym zapłonem, a jednak „struga żółtego moczu” czyni go właśnie bardziej ludzkim. Rzecz zresztą w tym, że przecież w Północno – Wschodnim Goami, wszystko płynie, jak Rzeka Czarnej Wody raz jest się oprawcą innym razem oprawianym, Japończycy, Armia Ludowa, Bandyci – nieustanna rotacja.

Wydawać by się mogło, że jedynym punktem stałym jest czerwone sorgo i wódka, którą się z niego wytwarza od pokoleń. Gorzelnia przejęta podstępem, dziwnym trafem, niechcianym małżeństwem i mordem...Z pomocą naczelnika Cao. Bezradna pozycja kobiety, przymusowe małżeństwa – to znamy już z wielu książek choćby z Dobre kobiety z Chin Xinran Xue. Wojna, towarzysząca wieśniakom z Północno-Wschodniego Goami i bandyterka, którą naczelnik Cao obiecał, nie tylko sobie, wyplenić. Czy więc „Klan czerwonego sorga” to jest powieść grozy?, lub po prostu makabryczne czytadło dla spragnionych krwi? W żadnej mierze. Brutalność, krew, mord i wojny oraz wojenki, choćby komendanta Yu, są częścią rzeczywistości. Mo Yan nie podaje nam agresji dla samej agresji. Zresztą czy ten brutalizm jest agresywny – trudno powiedzieć, niby tak bliskie sobie słowa... Mo Yan już kiedyś powiedział: „Prawda o Chinach nie jest elegancka”. „Klan czerwonego sorga” to też opowieść, przy czytaniu której jest czas i na uśmiech i na wzruszenie. Proces udoskonalania wódki, i jego tajemnica o zapachu amoniaku, historia człowieka, który nazywał się Kiszone Warzywa...Jest tez przecież miłość, i wcale nie jest jej mało...Brawura i odwaga nie tylko Yu. A że jest śmierć?... Bo chyba rzecz w tym, że przecież jest ona częścią życia, podobnie jak miłość i podobnie jak „placki oburęczne” i sorgo. Śmierć jest jednak pewna, a czerwone sorgo można zastąpić hybrydowym sorgo, i choć wódka z niego jest gorsza w smaku kopie tak samo. A jednak, koniec jakże pełen tęsknoty za tym właściwym czerwonym sorgiem. Piękna wizja jedynego źdźbła prawdziwego sorga – talizmanu – bardzo chińskie głosy przodków narratora. Dynamiczna, brutalna ale i poetycka książka, która przecież dopiero zapowiada wielką literaturę, którą przyniesie Mo Yan w „Obfitych piersiach, pełnych biodrach”. Zmierzch „klanu czerwonego sorga” to koniec pewnej epoki w Chinach, to także początek wielkich zmian Północno-Wschodniego Gaomi. Dobra powieść, choć niestety nie tylko Dobro jest jej treścią. I możemy kompletnie zbagatelizować epitety jakimi obdarzono Mo Yana po Noblu, że niby pisarz reżimowy i takie tam. Przekład Katarzyny Kulpy uniósł tempo, nie zabił ani brutalności ani też poetyckiej mgły. Warta podkreślenia staranność redakcyjna i może tylko tęskno do matowej szlachetności okładek serii którą wyparł glass.

 

Mo Yan
Klan czerwonego sorga

W.A.B 2013
seria Don Kichot i Sanch Pansa

Jarek Mixer Mikołajczyk

zobacz recenzję Obfite piersi pełne biodra - z 2007 roku