• Jarek Mikołajczyk

Craig Russell Pieśń Walkirii - recenzja

Nadkomisarz Jan Fabel prowadzi kolejne śledztwo. Cykl Hamburski Russell otworzył „Krwawym orłem”. Od tego otwarcia jest nadal mrocznie i "po niemiecki" – co oczywiście zrozumiałe. Szkot z pochodzenia dobrze odnajduje się w Hamburskich rewirach. To, że odnajduje się też w rzeczywistości zbrodni nie wydaje się podejrzane, wszak sam autor był oficerem policji. Zostawmy jednak przeszłość zawodową Russella. Pieśń Walkirii broni się nawet przy czytelniku, który nie zna reszty „cyklu hamburskiego” - klimat, zdałoby się, niemiecki - mało kryminalny... Że niby brak szkockiej mgły jak w przypadku innego „szkockiego” cyklu kryminałów autora. Prawda jest jednak brutalna, zbrodnia jest na tyle międzynarodowa, że nie jest domeną wyspiarzy. Dawno też minęły czasy, których tak naprawdę nigdy nie było, a w których morderstwa działy się tylko w ubogich dzielnicach, a nie w hamburskim Blankenese. Zresztą mierzeje Łaby mają w sobie odrobinę mrocznej tajemnicy.

Zresztą dywagacje warto pozostawić, tym którzy muszą dywagować, czytelnikom kryminałów bliższe jest zadawanie pytań o to kto zabił? W tym przypadku raczej kto zabija?. A także dużo istotniejsze w przypadku Pieśni Walkirii, jaki jest motyw? Sama odpowiedź na to kim są tytułowe Walkirie – ujawniona jest przez autora dość szybko. Trochę może dziwić, sięgnięcie przez autora do niechlubnej historii Stasi – w końcu jednak pracowali dla niej jak i dla całego Ministerium fur Staatssicherheit fachowcy porównywalni jedynie z tymi którzy zabijali na zlecenie Kremla lub Białego Domu. „ - Kandydatki mają od trzynastu do szesnastu lat. - Adebach nie odpowiedział na uśmiech Dreschera. - A do akcji zostaną skierowane dopiero za kilka lat. Może powinienem wam przypomnieć, majorze Drescher, ze gdy walczyłem z faszystami, byłem w tym samym wieku, co niektóre spośród tych dziewcząt.” To już na 17 stronie mamy mały powrót do przeszłości (1984) i berlińskiego Lichtenberg'u. Przed nim byliśmy już świadkami podniecającego zabójstwa w Hamburgu. Dosłownie podniecającego również zarzynanego po mistrzowsku gwiazdora pop. To jednak tylko sprawa Anioła z St. Pauli, swoją drogą, kto zapuszcza się na pobocza Erichstrasse, szuka mocnych wrażeń...

Kolejne perfekcyjne zabójstwa, brak jakiegoś logicznego klucza, ani śladu racjonalnego motywu...Pozornie nic nie trzyma się sensu. Jeśli mord może mieć sens...Nieoczekiwane zwroty akcji, przerzucanie akcentów i miejsc akcji... Mimo wszystko, nawet jeśli mamy do czynienia z mrocznym zdarzeniem w Skandynawii wszystko prowadzi do Hamburga. Pięknego miasta w kraju, którego piękno zaczynamy chyba na nowo odkrywać. „Øresund leży częściowo w Danii, a częściowo w Szwecji – wyjaśnia Vestergaard, mówią nieco wolniej i wyraźniej. - Tam właśnie znajduje się most między Danią i Szwecją. Niegdyś ta część Szwecji należała do Danii. Podobnie jak Szlezwik-Holsztyn.” Gdzieś pomiędzy, a może na tropie kryminalnym Russell diagnozuje Europę...„Chodzi o to, że Europa dzieli się na jednostki, które same określają swoją tożsamość, a nie na tradycyjne narody objęte granicami. Można na przykład powiedzieć, ze w kwestiach kultury i tożsamości Hamburg ma więcej wspólnego z Danią niż z Bawarią”. To jednak nie ma wpływu na śledztwo, które prowadzi nadkomisarz Fabel, choć może trochę wyznacza ślady zbrodni... Zostawmy zdradzanie treści i odpowiedź na to co Walkirie ze Stasi mają wspólnego z Aniołami i która z nich... Ostatnich 50 (może trochę więcej) stron, mistrzowsko piętrzy wrażenie, że rozwiązanie już blisko, a jednak... nie tędy droga. Jatka podczas obławy...Piękne meble w mieszkaniu, które nie nosi śladów permanentnego mieszkania w nim kogokolwiek... Fotel Ox w domu na Blankenese jest jedynie dowodem bliskości kulturowej Hamburga i Kopenhagi, a nie dowodem zbrodni...I ten koniec, który jeśli jest końcem – zdecydowanie nie takim, na jaki czeka czytelnik... Gęsty, mroczny kryminał, pełen perfekcyjnej zbrodni i wciągające choć czasem chaotyczne dochodzenie, które prowadzi Fabel. Czytelnik podskórnie pragnie zobaczyć, że stróże prawa bywają omylni, że są blisko, ale nie zawsze w punkt... Jest jeszcze tak niby podskórnie problem krzywd męsko damskich... Bardzo dobrze się czyta. Przekład Janusza Ochaba utrzymuje tempo. 460 stron dobrego kryminału czasami bardzo dobrej literatury.

Craig Russell Pieśń Walkirii
W.A.B 2013
Mroczna seria

--
Jarek Mikołajczyk