• Dawid Liberkowski

Into the Wild

Człowiek w dziczy (Man in the Wilderness, 1971), reż. Richard C. Sarafian

Zmarły w zeszłym miesiącu amerykański reżyser Richard Sarafian znany jest głównie z jednego filmu – Znikającego punktu. Historia kierowcy samochodowego o swojskim nazwisku Kowalski wyrażała pragnienie wolności, bunt wobec narzucanych przez system reguł. Anarchistyczne przesłanie i eksploatacja Dodge’a Challengera sprawiły, że film zyskał miano kultowego. Tego samego roku miała miejsce premiera innego obrazu Sarafiana, niesłusznie przyćmionego sukcesem poprzednika.

Otwarcie filmu jest świetne. Wpierw widzimy kołyszący się krzyż, gdzieś ponad suchymi chaszczami. Ów symboliczny przedmiot okazuje się być masztem statku ciągniętego na kołach przez górskie tereny. Oto traperska ekspedycja, która próbuje dostać się do rzeki Missouri nim zastanie ich zima. Podczas polowania na jednym z postojów, Zachary Bass (Richard Harris) zostaje poważnie raniony przez niedźwiedzia. Kapitan Henry (John Huston) oznajmia, iż ranny będzie znacznie opóźniał wyprawę, dlatego też rozkazuje zostawić go w tyle. Jednak wola do życia Zacha jest zbyt silna, by dokończył żywota w tak niegodziwy sposób.

Pierwsze kilkanaście minut sugeruje wizję życia z punktu widzenia niedoszłych zwłok. Zamglone oczy Bassa bezradnie obserwują zostawiającą go załogę, zachowanie dwóch byłych kompanów mających wykopać mu grób czy też innych gości natrafiających na jego truchło. Przypadkowe słowa grabarzy-amatorów przywołują jego wspomnienia z dotychczasowego życia. Na szczęście owe wizje nie stanowią rozrachunku przed śmiercią. Duch mocno trzyma się ciała, a że wystraszeni traperzy uciekają bez dokończenia pochówku, Zachary będzie miał szansę, by rozliczyć się z towarzyszami.

Film zmienia się w historię człowieka szukającego zemsty. Jako doświadczony traper, Bass powoli staje na nogi i przygotowuje się do podróży. Z drugiej strony mamy ekspedycję kapitana Henry’ego ciągle prącą naprzód w kierunku rzeki. Nowym wrogiem załogi staje się poczucie winy. Zostawiając umierającego przyjaciela niemal popadają w obsesję, karmią wyobraźnię przesądami, czują jego oddech na plecach. Henry nieustannie wpatruje się w horyzont, jakby lada chwila miała pojawić się tam jego Nemezis. On jeden znał Bassa wystarczająco długo, by nabrać do niego szacunku. Jednocześnie Zach trzymał go na dystans, pozostawał dla niego tajemnicą, zdolną do wszystkiego wielką niewiadomą. Wygląda to niemal jak luźna wariacja na temat Moby’ego Dicka – tym razem to biały wieloryb goni kapitana po oceanie jesiennej roślinności i błota.

Jednak gdzieś po drodze film zyskuje trochę lżejszą tonację. Bohater przypomina sobie swoją rodzinę, żonę i dziecko. Pozorna historia zemsty przeradza się w opowieść o człowieku mierzącym się nie tylko z dziką przyrodą, ale i własną przeszłością. O człowieku chcącym odzyskać swoje życie. Mimo narastających wcześniej oczekiwań, to właśnie temu nastrojowi podporządkowany jest obraz Sarafiana.

Jak wskazuje na to podejmowana tematyka, będziemy mieli okazję zobaczyć próbkę traperskich umiejętności bohatera (choć osobiście liczyłem na więcej). Niewiele mówiący Bass staje się częścią szarego, zimnego krajobrazu. Jedną z sił natury. Spokojne tempo filmu i otaczająca przyroda wprowadzają melancholijną atmosferę, tęsknotę za spokojem. Z kolei zamglone noce na statku, wsparte zwątpieniem i niepokojem, trącą spirytualizmem. Właściwie wszystkie elementy, łącznie z miejscem kręcenia filmu (Almeria, przystań wielu włoskich westernów), składają się na porządny spaghetti western.

Wybór aktorów do roli głównej i jego antagonisty okazał się idealny. Irlandczyk Richard Harris był aktorem metodycznym, swego czasu niestroniącym od alkoholu i przemocy w życiu prywatnym. Jego temperament, ostry język i alkoholowe wybryki zostały owiane legendą, choć wielu współczesnych widzów zna go przeważnie z roli sympatycznego Albusa Dumbledore’a w dwóch częściach sagi o Harrym Potterze. Po drugiej stronie barykady – John Huston. Żądny przygód gawędziarz, ekscentryk, zapalony myśliwy, miłośnik boksu i jazdy konnej.

Zderzenie dwóch silnych charakterów mogło doprowadzić do elektryzującego pojedynku. Dwóch mężczyzn rzuconych w dziką przyrodę. Chęć zemsty jednego i powoli wkradającą się paranoja drugiego, wsparte niepokojącym klimatem. Tym większa szkoda, że Człowiek w dziczy obrał nieco inną drogę. Oczywiście to tylko moja prywatna uwaga, nie zmieniająca faktu, iż jest to dobry film przygodowy o posępnym brzmieniu.

USA / 1971 / przygodowy, western / 104 minuty
Reżyseria: Richard C. Sarafian
Scenariusz: Jack DeWitt
Zdjęcia: Gerry Fisher
Muzyka: Johnny Harris
Montaż: Geoffrey Foot
Występują: Richard Harris, John Huston, Henry Wilcoxon, Percy Herbert, Dennis Waterman

 

Radosław Kwiecień
--
Tekst który pojawił się na łamach Popcentrali możecie przeczytać również na blogu autora zatytułowanym "Bezdroża kinomana"