• Jarek Mikołajczyk

Kubiszew „w 1 os.” Recenzja


Nie ma zmiłuj. Artysta musi być przygotowany na prawdę, pisanie laurki nie przejdzie - nawet kiedy znamy się osobiście. Do recenzji, tej konkretnej płyty siadałem chyba ze 3 razy. Tak bywa. Są płyty, o których, chce się pisać po pierwszym odsłuchu i są te, których trzeba przesłuchać kilkadziesiąt razy. Spokojnie. Jedno jest pewne – nigdy nie słuchałbym płyty na każdym spacerze (nocnym) – gdyby była do dupy, myślę nawet, że gdyby była średnia, też bym tego nie zrobił. Podstawowa sprawa już na starcie próby ogarnięcia „w 1 os.” nie warto, nie powinno się, kurwa nie wolno słuchać tego krążka w telefonie czy na spłaszczonym mp3. Przywilej wieku sprawia, że w takich okazjach, jak ta płyta odpalam discman'a i dobre słuchawki, i nie chce myśleć ile bym stracił, gdybym zrobił inaczej.

To co wykręcił na tej płycie Hirass wydarza się na polskim rynku bardzo rzadko – słusznie tuż pod tytułem na okładce Kubiszew napisał: „muzyka Hirass”. Przestrzeń, głębia płynie w słuchawkach jak...vDobra miała być prawda, więc w dupie mam moich rówieśników, którym się w pale nie mieści, że jakiś "producent - dj" wykręca klimat jak Pink Floyd. No jasne wiem, samplowana gitara pewni brzmi jak Gilmur, bo może nawet być jego samplem. Piękne piana, zwłaszcza w kawałku Alfabet, piano to też tu klimat jak wspomniane gitary. Jedna z tych płyt, niewielu w polskim rapie, której słucha się nie tylko dla zwrotek. Myślę, że same instrumentale obroniłyby się bez problemu. Przejdźmy jednak do sedna. Bardzo introwertyczna płyta. Kubiszew zabiera nas w swój świat, nie jest to wbrew gatunkowi świat skandującego kolesia, jeśli hip hop jest sztuką:ulicy i osiedli, a wedle teorii jest, to Kubiszew pozwala nam go oglądać oczyma dojrzałego człowieka. Taki obraz przez pryzmat konkretnych osobistych historii – piękna nostalgia, jakaś tęsknota. Każdy, kto słuchał muzy na dobrych słuchawkach patrząc na świat przez auta szybę w deszczu – wie o czym piszę. Taki trip z „w 1 os.” może nie być łatwy, dla dzisiejszego słuchacza.

Czasy kiedy wszystko jest: max, instant, compact i speed, a tu materiał: zwarty, spójny i trochę slow - jak za czasów kiedy płyt słuchało się w całości i w skupieniu. Spoko kawałki pojedynczo też się bronią a jednak...Ogromny walor płyty – Kubiszew zrobił tyle: ile potrzebował, na ile był gotowy, ile chciał. Olał przewidywalne hejty, że za krótko, że co to za album, że prawie jak EP'ka. 30 minut no minimalnie więcej. I to jest dokładnie 30, w których nie ma zbędnego dźwięku, ani wersu, skrecze na płycie wchodzą również oszczędnie i tam gdzie się o nie prosi. Od „Kropki nad i”, która przewrotnie nie kończy, ale zaczyna płytę po 10 trak - „w 1 os.” wszystko płynie bez artystycznego fikumiku. „Tak tworzę tę harmonię” z „Kropki” podpowiada kolejne określenie płyty – tak tu wszystko ma swoją kolej, jest po prostu w harmonii. Nie mniej powala mnie nie tyle sama „harmonia” poszczególnych kawałków, - to jest standard i wiadomo, poniżej niego Kubiszew nie schodzi.

Układ kawałków, wygląda na kompletny – przemyślany, jak układ scen w najlepszym teatrze. Przyznaję jak tylko słyszę: „ ja nigdy nie myślałem, że to zrobię bo w głębi duszy nie lubię mówić o sobie” czyli od pierwszych wersów Alfabetu z minimalistycznym zapętlonym jak u Satie - pianem; wyjeżdżam. To jazda gdzieś do środka siebie ale i na fyrtle Kubiszewa. Mocne nadal nostalgiczne myśli przy „Kawie”, praktycznie nie zauważa się przejścia z Alfabetu – to jest ta sama opowieść. No i zaczyna się rozpad na „Części pierwsze”...taki mały „Lot nad Kukułczym Gniazdem” - „chciałem normalności – nie wiedziałem gdzie mam szukać, gdybym kurwa wiedział to pewnie bym zapukał.” Mocno na temat życia „wiem co znaczy wiara bo poznałem jej schyłek, na stole pod skalpelem to hip hop dał mi siłę”... Strzał w dziesiątkę DJ Taek – fachura max.

Piątka na krążku, gdyby był w hip hopie odpowiednik rockowego gotyku to „Nie robię tego w biegu” byłoby, w nim kawałkiem najwyższej próby. To co tu zrobił przestrzeniami i elektroniką Hirass – miazga. Wersy położone na bicie totalnie w punkt. Gęsty, mroczny rap. Aż chce się wyć z bólu. „Dziś dziękuję sobie, dawno już przestałem światu, wiem, że nigdy przed decyzją nie zobaczę rezultatu...” Mocne wersy zdeformowanego głosu i trafiona gościnka Antek PCP. Melancholik max czyli 6 kawałek – zgodnie z tytułem „Jesień w chui”. „Chcę poczuć się gówniarzem i z taśmy słuchać NAS-a, znowu wierzyć w hip hop i w tych parę zasad.” „Każdy krok” - znowu to piano jak z Satie, monotonny delikatnie transujący beat - tak trochę jakby go nie było, a rozpierdol i no...Tej DJ Taek – tak się nie robi, nie wolno! Genialne i tyle. No a Kubiszew? Nie świruje z jakimiś hasztagami i innymi przerostami formy nad treścią, niczego nie musi udowadniać. Prawda zawsze jest prosta, a kłamstwo potrzebuje ozdobników. A „Ludzie wolą dzisiaj czekać niż być kimś czy być nikim. Nie ma w tym logiki, Ja nie ogarniam wcale. Musisz wiedzieć, że bezradni sami kładą się na talerz. Ty mnie tu nie zobaczysz, ja nie stoję w tej kolejce. Zgadnij co wybieram jeśli wybór to mniej więcej?...” I lecimy dalej z płytą.

Paradajs zaczyna kolejna przestrzeń elektronicznych dźwięków. Dobry tekst, ładnie podbity w tym świetnie dobrane sample wokalne. „Co mi może zrobić świat absurdów i pozorów, gdy sam na swojej planszy dokonuje swych wyborów i...” Jeśli płyta jest formą katharsis, to ten kawałek powoli pokazuje Kubiszewa, który rozliczył i poustawiał przeszłość: „Jestem jednym z tych co nie ściąga giry z gazu, każda chwila w mym plecaku, stała się dziś możliwością. Nie brakuje mi odwagi żeby zmierzyć się z przyszłością.” I kiedy wchodzi dziewiątka z płyty, gubię papcie. „Odkąd pamiętam” - piękne dźwięki jak z otwartego fortepianu – na najniższych strunach. Kolejne loty w warstwie elektronicznej, reszta bitu jednak ożywiona... Kubiszew podaje jak zwykle dobrze, mocno bo przecież „to że widzę zagrożenie zawdzięczam upadkom... Tych upadków tak jak szlugów mam naprawdę dosyć...” Prosto bez udziwnień: "Pytam co jest kurwa? Powiedz mi gdzie jesteś? Gdzie jest hip hop na podwórkach?” A po tym coś za co Nuff Respect Kubiszew. Wpuściłeś lisa do kurnika i rozpierdolił wszystko. Gość, który wywala taką zwrotę, jakiej chyba dawno nie było. Nawet nie chodzi o wersy Pemera ale o to jak je rzucił. Ze swobodą i mocą. Wierzę w to, że Pemer „prawdziwy hip hop? (Pemer) pisze go lewą ręką”. Tylko w pełni świadomy artysta zaprasza na featy taką petardę.

Z zasady w rapie szuka się na feat totalnie popularnego rapera, który poprawi sprzedaż ale nie koniecznie dopełni płytę naprawdę. A w tym kawałku skrecze – znowu trafione w punkt. Ostatni kawałek, zresztą tytułowy, dzięki Bogu, zaczyna się delikatnie, bo po „Odkąd pamiętam”, trzeba odetchnąć. Nie da się ukryć muzyczny majstersztyk...sączy się, takie niby nic, a niektóre dźwięki – ciary na łapach. Dobre zejście z albumu. „Życie biorę pełną garścią, chociaż zbieram piasek z ziemi. Mam ze sobą żal do świata i siłę by to zmienić”. Bardzo dobra, przemyślana pod każdym względem płyta. Choć może widać, że kompletnie Kubiszew tworząc ją, nie myślał o słupkach sprzedaży. Zero odpierdalania pod publikę chocholego tańca i kalkulacji. Nie jest to płyta, która spodoba się każdemu. Ktoś kto nie potrafi poświęcić jej uwagi – wysłuchać longiem w całości nie wejdzie w ten niemal filmowy trip - traci połowę, choć kawałki pojedynczo też się bronią. Polecam wrzucić słuchawki, wyjść w deszczowy wieczór w miasto z „w 1 os.” na uszach. Spójność płyty - to także totalnie zgrana z dźwiękiem okładka, fajne zdjęcia, dobre kolory i czcionki.

Jarek Mixer Mikołajczyk

 

PS. Dobramordo sorry, chciałeś szczerze masz szczerze. To co piękne; mam pewność, że gdyby moja szczera recenzja nie była tak pozytywna, gdyby mi się płyta nie podobała, napisałbym o tym. Jeszcze lepsze, że mam pewność, że i tak moglibyśmy wypić kielicha. Wiem dłuższa recenzja niż płyta ;) ale nie piszę recenzji dla tych, którzy dłużej niż sms nie łapią.

Kubiszew w 1 os./ teksty Kubiszew / muzyka Hirass /realizacja wokali Chudy/ APŻ ////W Radical Coffee/ skrecze Hirass/Dj Taek/ Mix & Mastering Spectral Audio Records / Projekt okładki Basia Knobloch / zdjęcia Filip Wendland

Step Records