• Jarek Mikołajczyk

Yelram Reggae Power - recenzja


"Reggae Power" – tytuł pozwala oczekiwać tego co polskie reggae - chyba zaczęło gubić - rozmieniając się na drobne pomiędzy dancehallem i ragga. Roots pełne energii? Na pewno roots i to już pozwala traktować płytę poważnie. Może chciałoby się, żeby pierwszy kawałek "Reggae Power" miał w sobie taka petardę jaką kiedyś i nigdy później miał R.A.P. Nie mniej kawałek kołysze i niesie positive vibration.

Trochę miękko jak na otwarcie płyty, ale ten kawałek zdecydowanie lepiej wypada koncertowo. Dwójka na krążku – "W zaułkach", piękne wejście kawałka, chciało by się powiedzieć prawdziwe wielkopolskie brzmienie roots, wokal rozmywa skojarzenia z Gedeonem czy Basstionem – to jednak niczego nie psuje. „Wiele spraw tu nie przychodzi łatwo...Czy gdy spotkamy się tu za parę lat to zmieni się ten świat czy żyć nam będzie warto?” Dobry kawałek mimo delikatnie raggowego podawania zwrotek. Maniera trochę jak u Chilla z Raggafaya, chyba w rozdźwięku z dużo głębszym przekazem Yelramu. Mimo wszystko kawałek się broni. Delikatnie klezmerskie dęciaki w „Kiedy nie ma nas tu" świetnie wprowadzają w pulsujący energetyczny kawałek. Ponownie przebitka ragga/raggamuffin. Dobry tekst, dystans do siebie i rasta - roots - reggae. „Są chłopcy w dredach – samozwańczy rasta” i te facebookowe triki. Taka poetyka zbliżona do Bez Jahzgh – ale to dobra konotacja. Ciekawy aranż z zatrzymaniem pędu. Piękny roots gitarowy wprowadza nas w "One Love" – to o co chodzi w reggae. Ładnie idzie w chórkach żeński wokal. Dobry - prosty kawałek, bo o rzeczach ważnych trzeba mówić prostym językiem. Naiwność? Dzięki Bogu są jeszcze naiwni, nic tak nie wkurwia jak dystans quasi reggae'owych bandów do istoty rzeczy, dlatego razem z Yerlam „ ja mówię miłość to dar”. Trochę znajomy dynamiczny początek 5 na płycie, ładnie pracują dęciaki, riddim pulsuje jak trzeba. „To ty jesteś władcą swojego świata, w pozytywnych myślach sens życia powraca” - ta sama dziecinna poetyka jak „Dusza w podróży” Kelnera...Prostota, a nie prostactwo. Daleko tu do „Jah i I&I”, a jednak nawet ortodoxi Rasta czują się bezpiecznie słuchając "Cywilizacji miłości", „a Ty otrzyj swoje łzy bo miłość powraca każdego dnia”. "Szukając szczęścia" – ponownie dęciaki dają zagrywki totalnie basstionowo-gedeonowe – piękne. Raga idzie z frazowaniem mimo woli przywołującym wspomniane skojarzenia – ale czy szkoda? Trudno powiedzieć, bo wszystko się z sobą klei. Wspaniała zwrotka Miriam. "Babylon Must Fall!" - no kto się z tym nie zgodzi? Jasne, że musi wreszcie upaść, nawet gdyby to nigdy nie miało nastąpić – trzeba w to wierzyć. Kawałek Madhava Bhagavan das. Nie ma tu jednak „propagandy” krisznowskiej – uniwersalne wezwanie do walki z własnym Babilonem, (no może „ignorancja” – słowo jakby żywcem z wykładu w Nowym Shantipur). Muzycznie cały czas w dobrym pulsie, gitara typowe reggae bicie, ładne akcenty dęciaków i bardziej zdecydowana gra na bębnach – to "Freeman". Właściwie na zamknięcie płyty – piękny song Symeona Ruty i jego Gedeona Jerubbaala. „Nie jestem sam” - ponadczasowy tekst Krzysztofa Rucińskiego – na szczęście Raga nawet nie próbuje zaśpiewać tak jak Ruta. Kawałek się broni w wersji Yelram. Grać cover Gedeona to zdecydowanie niebezpieczny zryw, a jednak Yelram wyszedł bez szwanku. W strefie bonusowej można rzecz – robi się bardzo ciekawie. Zdecydowanie więcej Power'a w Shanti Man remix Reggae Power. Piękne dubowe brzmienie, chyba czasem przydałoby się w regularnej działalności Yelram. Połamany remix Cywilizacji miłości przy pierwszym odsłuchu może budzić wątpliwości, tak pomiędzy jakimś klubowym a połamanym bitem...Ostatecznie jest nieźle.

Dobra płyta, muzycznie chyba jeszcze Yelram nie stawia kropki nad i. Przy kolejnych odsłuchiwaniach pewna chropawość, brak aranżacyjnego wygładzenia zaczynają wyglądać na koncepcję, a nie braki. Instrumentalnie? Solidne reggae, wszystko siedzi w time i jest puls, a chyba o to biega w dobrym riddimie... Gitara gra tu przede wszystkim reggae miejscami tylko zahaczając o przemyślaną rockowiznę. Trąbka i puzon skutecznie bronią się przed cyrkowym dmuchaniem jak w ska, momentami wręcz wzorcowo podbijają moc kawałków. Wokale? Przede wszystkim naturalne, niewymuszone śpiewanie Ragi, mimo opisanego wyżej skojarzenia. „Mia” jeden z ciekawszych wokali żeńskich młodego polskiego reggae. Fajnie zabrzmiałaby pewnie w kolaboracji z Jagodą Gucze (Big Up). Zdecydowanie polecam. Jest to jednak płyta dla konkretnego reggae'owego odbiorcy. Nie jest to kolejny krążek z przeważającego na rynku nurtu „ganja i biba” i tu Nuff Respect dla Yelram.

Yelram
Reggae Power
Yelram 2013
--

Jarek Mixer Mikołajczyk