• Start
  • Recenzje
  • Zgrzytowisko - okiem i uchem Jana Jałoszyńskiego
  • Jan Jałoszyński

Zgrzytowisko - okiem i uchem Jana Jałoszyńskiego

Małe, 3,5 tysięczne miasteczko Miłosław gościło w ubiegły weekend artystów z całej Polski i nie tylko. Festiwal Zgrzytowisko to inicjatywa młodych miłośników muzyki zrzeszonych w stowarzyszeniu Kulturalny Miłosław. Tekst o festiwalu piszę stosunkowo późno i niestety zdążyłem zapoznać się już z wrażeniami lokalnych mediów. Jak to zazwyczaj bywa najpewniejsi swych kruchych przekonań są Ci, którzy na dwudniowym festiwalu byli kilka minut, lub w ogóle. Przecież prawdziwi kulturalni eksperci, stali bywalcy plastikowych salonów i dziennikarze-chorągiewki nie muszą gdzieś być, aby wiedzieć co napisać. No cóż… takie piętno kraju w którym najlepiej sprzedają się znicze. 

Festiwal zorganizowany został za kilka tysięcy złotych co w zestawieniu z line up’em jaki proponował bez wątpienia jest wyczynem godnym uwagi. Równocześnie należy zaznaczyć, że bardzo okrojony budżet uformował wielkie pole do popisu wszystkim tym, którzy skupili się przede wszystkim na szukaniu błędów. Osobiście nie rozpatrywałbym tej imprezy porównując jej do innych festiwali, na których zadanie organizatorów ogranicza się do zarządzania pokaźnym budżetem, a największym problemem jest to, czy Krawczyk nie zapomni, że nawet śpiewając z playbacku należy ruszać ustami.

Cała magia takich imprez polega na tym, że nawet jeśli przyjeżdża zespół, którego płyt nie kojarzymy, a muzyka wydaje się obca naszej wrażliwości, to cała ta ekipa po prostu promieniuje energią, a Tobie nie pozostaje nic innego jak tylko zakochać się w każdym ich dźwięku. Takim zespołem z pewnością okazała się grupa BOSO. Zapowiadając ich zaraz po występie energetycznej punkowej kapeli ich szanse na zaspokojenie rozgrzanej publiczności były minimalne. Podczas występu nie tylko udało im się przeskoczyć wysoko postawioną poprzeczkę, ale też podbić serca wszystkich zgromadzonych. I tak oto zespół, który zagrał za zwrot kosztów dojazdu, po koncercie sprzedał wszystkie przywiezione płyty. To bardzo miłe uczucie gościć tych, którzy na szczycie szklanej góry show biznesu nigdy nie byli i mam nadzieję, że nigdy nie będą, choć oczywiście życzę im aby muzyka stała się ich pracą.

Równie dobrym koncertem popisała się ekipa ZaZuZi, co oczywiście nie jest już dla nikogo szokiem. Panowie znani są z pozytywnego nastawienia do życia, a ich słabego koncertu nie pamiętają już nawet najstarsi Indianie. Warto wspomnieć, że ZaZuZi zagrali już na pierwszej edycji festiwalu, która odbyła się w 2007r.

Oczywiście nie zwiódł nas również Bajzel, którego wyczyny sceniczne są nie do opisania, a każda kolejne minuta koncertu jest wielkim alternatywnym świętem. To człowiek, którego zna już szersza publiczność i zapewne ta część, która na koncercie była długo o nim nie zapomni. Zapoznanie się z jego muzyką polecam wszystkim tym, dla których szokiem może być fakt, że świat nie kończy się na punk rocku.

Warto wyróżnić też naszych gnieźnieńskich artystów. Usta Mariana emanowały taką energią, że w uznaniu ich koncertu za jeden z najlepszych na festiwalu przeszkodziła tylko mizerna frekwencja.

Kolejnym występem, którego nie można pominąć był koncert czeskiej grupy VOBEZDUD. Było to widowisko, które pamięta się na długo, a sama prezencja artystów nie pozwoliła oderwać od nich oczu nawet w momencie strojenia się. Jeśli chodzi o ten zespół powstrzymałbym się natomiast przed hura optymizmem ponieważ zespół w drodze zgubił stroik, co znacznie odbiło się na jakości występu.

Chciałbym też podziękować wszystkim tym, którym się to należy, choć ich nazwy nie królują dziś w publikowanych przez media artykułach. Janek Samołyk, Zgon, Ex Uaj Zet, Niesamowita sprawa – byliście świetni i mam nadzieję, że nasze drogi jeszcze się skrzyżują.

Oczywiście jak to na bywa na festiwalach goszczących zespoły punkowe nie obyło się bez zespołów, które nie trzymają się starej zasady występów scenicznych, która głosi, że artysta nie może być pijany bardziej niż publiczność.

Wszystkie niedociągnięcia i ograniczenia budżetowe sprawiły, że Zgrzytowisko stało się spotkaniem ludzi, dla których liczy się tylko muzyka. To takie małe/wielkie święto na którym nikt nie zarabia, a wszyscy czują się bogaci.

Jan Jałoszyński

zdj. Michał Dankowski