• Jarek Mikołajczyk

Aleksandra Waliszewska i muzyka techno

Wchodzę w pierwszy z rzędu dzień tygodnia do akademika, w którym przyszło mi mieszkać. Wracam tam co wieczór zmęczona bieganiem, które praktykuję, by rozładowywać wszelkie złe emocje - psychiczne i fizyczne. Z nadzieją na zimny prysznic i gorącą herbatę siadam najpierw przy komputerze, żeby ostygnąć. Chcę włączyć muzykę, której i tak nie usłyszę, bo piętro wyżej ktoś postanowił niezwykle intensywnie zaznaczać swoją obecność. Mówię do siebie „Dobra, okej. Spokojnie. Papierosy są złe, nie po to biegasz żeby znowu zacząć palić. Pamiętasz, co pisali w tej mądrej książce? Papierosy wcale nie pomagają na nerwy, one tylko je jeszcze bardziej psują. Spokojnie”. Nie włączam muzyki, nie zapalam papierosa, jestem zła. Zła na ludzi tych nade mną i tych obok mnie, bo nic nie robią z tym hałasem. Zła na wszystkich ludzi, którzy teraz słuchają muzyki techno razem z moimi sąsiadami „z górnej półki”, zła na wszystkich tych, którzy wyżej wymienionych melodii słuchają za głośno i przez złe głośniki, które wyjątkowo źle przetwarzają każdy huk. Muszę się czymś zająć – włączam telewizor. Na TVP Kulturze mówią o wydarzeniach z ubiegłego roku. Puszczają fragmenty płyt, których i tak nie słyszę, mówią jakieś mądre opinie o książkach, których nie da się w tym hałasie podsłuchać, a można by się czegoś ciekawego dowiedzieć przecież. Trudno, pod koniec pokażą jak zwykle jakieś obrazki. Nie byle jakie, jak się po chwili okazuje. Chwytam pilota. Chcę zatrzymać czas. Chcę dowiedzieć się o kim mowa? Kto zrobił te obrazy? O czym one są? W ogóle czuję, że chcę wiedzieć o nich wszystko! Potworna muzyka techno dudni już z każdej strony, a ja ledwo co mogę usłyszeć z umierającego już telewizora…

… O tych umierających obrazach Aleksandry Waliszewskiej. Mam ją! Okazuje się, że w Internecie jest mnóstwo jej obrazów, jestem zadowolona. Zapominam o prysznicu, ale ciepła herbata teraz jest już pożądana. Atmosfera w komputerze chłodna, moje 4 ściany techno i zapach wilgoci z przestrzeni Waliszewskiej. Puste pokoje, lasy czy płótno zestawiane z jedną zwykle postacią – piorunuje wrażeniem. Przeglądam dalej, wchłaniam tą materię. Dalej jest coraz gorzej. Do samotnych postaci Waliszewska dołącza potworności świata mężczyzn, zwierząt i umysłu. Te obrazy zamykają mnie w moich czterech ścianach, jestem z nimi sama słucham muzyki techno, która wprawia te obrazy w ruch. Czerwienie pulsują, kobiety drżą, a wszelkie straszydła drażnią, chwytają mocno za nos, szczypią, rzucają kamieniami. Boję się. Ja się tych obrazów boję. Ilość motywów i cząsteczek, jakie przychodzą do głowy podczas ich oglądania mogę zacząć od dziś kolekcjonować. Z jednej strony te obrazy walczą i dają mi siłę, z drugiej jednak czuję się bezbronna, jest mi niedobrze, jak po filmach Pasoliniego. Albo nawet jest mi tak okropnie jak po niektórych scenach z „Opętania” Żuławskiego. Niektóre strachy i potwory mają kształt zła – gwałcą, gryzą pokazują jak bardzo są niebezpieczne.

Dzieła Aleksandry Waliszewskiej, podobnie jak filmy, muskają jedynie rzeczywistości – tak naprawdę pokazują mi drzwi otwarte do innego świata, wcale nie lepszego, który zdaje się nie pozostawiać wiele nadziei. Ja w ten świat wchodzę, bo lubię trudne filmy. Myślę o nich, chcę się z nimi przespać. Wszystko opatruję nadzieją, że nie obudzę się obok szkieletu, z otwartym sercem, czy wyrwaną twarzą. Waliszewska pokazuje potworności, które dryfują gdzieś pomiędzy przeszłością, a przyszłością. Przepowiedziała ciemność... Albo to wszystko nie tak. Może zupełnie źle przebywam z tymi historiami, za bardzo w nie wchodzę i utożsamiam się z bólem tych postaci. Może gdyby nie muzyka techno moich akademiowych lokatorów nie spojrzałabym dzisiaj w ten sposób na obrazy Aleksandry Waliszewskiej. Mogłabym im teraz pokazać je, ale czuję, że to by zawstydziło mnie lub ich. Zresztą, ja nie chciałabym żeby ktoś mi Aleksandrę Waliszewską wręczył. Tych dzieł nie daje się w prezencie, to zły prezent. Chyba. Uważam, że każdy sam powinien znaleźć swój smutek czy inny ból w tych płaczących obrazach. Każdy może wejść w świat Aleksandry Waliszewskiej. Nawet muzyka techno.

Aleksandra Dudczak