• Jarek Mikołajczyk

Ares & The Tribe - Humanity & Soul

Ares & The Tribe

Humanity & Soul

Ariston Roots Reggae

Gdzieś w necie znalazłem info, że to płyta z 2012. Jeśli tak, to czegoś nie kumam. Staram się nigdy, nie czytać wcześniejszych recenzji płyty, jeśli sam decyduję się coś napisać. Bywają jednak chwile zwątpienia we własną intuicję, doświadczenie i osłuchanie, nawet jeśli jak w moim przypadku to osłuchanie jest chyba większe niż intuicja. Taka chwila zwątpienia dopadła mnie po pierwszym odsłuchu Humanity & Soul. Bo dwa słowa, jakie nachalnie wręcz rodzą się w głowie – wybitna płyta. Więc wertuję ten net...i nie znalazłem, żadnej recenzji. Cóż pozostaje odsłuchać, jeszcze z 10 razy za nim siądę do pisania. NIE!!! NIE POMYLIŁEM SIĘ!!! Ok, jeszcze pytam kolegi redakcyjnego z pokolenia, które do rootsowych brzmień dochodziło okrężną drogą, zaczynając od NDK czy Grubsona. Kolega z redakcji, a prywatnie mój pierworodny mimo wieku bardziej powściągliwy w słowach. Więc przyjmuję jego Zajebiste – jako utwierdzenie. 

No tak początek Humanity- te kilka uderzeń w klawisz i wiem, ten pan jest muzykiem w każdym calu. I pomijam wszystko co wiem o jego solidnym wykształceniu muzycznym...o profesor Halinie Czerny – Stefańskiej. Be Like Rastaman – intro piękny niemal knajpiany wstęp. Prosty bas, harmonijka i niby rozstrojone wokale...Przypomina się to co kiedyś mówił Ojciec Robert Nesta Gong Marley o tym, że reggae to taki jamajski blues. No i jestem już jak Rastaman, jestem wolny...Kolejny kawałek, mocno rootsowy w brzmieniach – proste i mocne pytanie o to "Gdzie są prawa człowieka i sprawiedliwość?" "Human Right & Justice"...Wszystko pięknie brzmi, solidny mastering. Ręka Professor'a Skank'a nawet jeśli w Polsce mało popularna – robi swoje. Kolejny kawałek wkręca na dobre w podróż z Aresem, i tu już takie brzmienia, zwłaszcza wokali, trochę jak z lat 70- i to nie koniecznie z reggae, przebojowy kawałek z nieco mocniejszymi bębnami i ciekawie zaaranżowanymi dęciakami. I jak to u Aresa: Don't Stop Believing Love. Ta nieprzerwana wiara, chyba emanuje nie tylko z płyty ale i z samego Aresa. Czwarty kawałek, przestrzenny początek, głęboki wokal, a potem wokal i „trąbki” idą tak, że gdyby komuś póścić tak z partyzanta nie mówiąć co i jak - dałby się pociąć, że to rasowy Jamajczyk i to lepszych rejestrów. W tym kawałku jeszcze nieco psychodeliczny klawisz, zgodnie z tytułem trochę transowo-hippiesowski It's Magic World. Spokojnie, nie będzie analizy każdego kawałka, ale czy można przejść obojętnie obok łez Haiti. Piękna pieśń – Haiti Don't Cry...Siedem na krążku? Przepraszam, nie można nie wspomnieć...Don't Let Problems Get U Down. Taką motorykę w polskim reggae wykręcił tylko Izrael na 1991 – zdecydowanie najlepszej polskiej płycie lat 90-tych. Ok. Słyszę, Ares i The Tribe wykręcają tę energię nieco innymi środkami, potęga rytmu i dęciaków z nieco przychrypnietem wokalem. Chyba mógłbym już wyłączyć płytę. Wiem – nie przesadziłem myśląc, że jest wybitna. I? Nie wyłączam!!! Odpoczywam trochę jak RudeBoy przy I Love My Motobike. Można umiejętnie songi pomieszać z radosnymi piosenkami, a płyta nie traci temperatury. Kolejny kawałek nadal wesoła jazda. Prawie rockstedy, zaczyna bujać Foregive Me Lord. Na szczęście ani Ares nie próbuje być jak Alton Ellis, ani dęciaki nie grają jak spowolnione ska. Lightowo płyniemy przez Reggae Music Is The Best. By znowu przebojowo bujał nas Natural Healing. Jakby znajome: pogodne, spokojne rytmy w Dance To Be Free. Przy 13 – znowu troszkę podszytym funky & soul - Smile Jamaica, zdecydowanie więcej Jamajki niż w niektórych płytach, których inspiracji ponć szukali artyści na Jamajce. (Nie myślę tu o przepięknie rootsowej płycie Jafii Namuel). Przedostatni kawałek na Humanity wchodzi trochę jak song gospel...Hear Good Music zapewnie nie powstydził by się, żaden Harlemowy band mieszczący się w nurcie Praise. Radosne zejście z domyślnym i tytułowym „klaskaniem w ręce” i znowu wokal zwłaszcza Anny Muraszko idzie w uwielbieniowe rejstry...i to jest piękne Outro.

Soul – krócej, ale nie mniej ciepło

Na wejsciu piekne dynamiczne, choć nie pozbawione ciepła Irie Music. Taki sobie „lajtowy” początek. Jeśli jednak ktoś myśli, że tak poleci dalej...To zdrowo się poobija przy kolejnym kawałku. Grecka moc w wokalu i grecka moc w tekście. Ares tu jedzie wokalem w takie rejestry, że ciary na plecach. Zdecydowanie kawałek, który wbija w fotel, tak że znowu wszystko wiem. Mogę wyłączyć płytę. Ten kawałek i to głębokie 300 Greek Soldiers...wystarczy. Tym razem Ares i jego The Tribe pozamiatali już w 2 kawałku. Na 2 krążku zdecydowanie słychać gdzie ucieka dusza Aresa. Nie dostajemy jednak, jak bywało na poprzednich płytach jakiejś kalki greckich schematów. Ta Grecja pozostaje jeszcze delikatnie słyszalna w Rejoice/ Ecclesiastes (spokojnie można by zapisać Εκκλεσιαστές) jest to jednak Grecja pokochana, i przetrawiona przez artystę mieszkającego w Polsce. Może rzecz w chrześcijańskich źródłach, tych wolnych od hegemonii któregoś z kościołów - rdzennych źródłach. Ciepła pieśń „Let Him Go” tekstowo nadal duchowa. Przełom płyty 5 kawałek – połowa krążka. Stend Up – wezwanie do braci i sióstr, trochę powolne, gdzieś bliskie biblijnym lamentacjom i poetyce psalmów...świetnie pracuje gitara i oszczędne dęciaki. Nie pośniemy jednak. Bo piękny „Stay Strong & Live/Woyoyoyo” mimo stawianych ważnych pytań w tekscie, porywa energią tym razem bijąca z prostego pulsu basu i lekiego w brzmieniu -  znowu głębokiego wokalu, który bardzo ożywia się w środkowej części kawałka. I to Woyoyoyo...około 4 minuty zdubowane smaczki przeszkadzajek...Siódmy kawałek – nostalgiczna opowieść o zaginionej duszy...Piękne chórki...puls...dęciaki bez popisów – pięknie malują tło, by miejscami ustąpić nieco archaicznym brzmieniom klawisza. Tęsknota w czystej postaci. Przed nami jeszcze tylko jeden regularny kawałek i Outro. Pod żadnym pozorem, 8 z Soul nie wolno słuchać, kiedy mało czasu by wejść całym sobą w kawałek. Każde „catharsis” wymaga uważności i otwartości. Tak jak nie można się trochę oczyścić, trochę wyspowiadać...(nie ważna forma), tak nie można uwolnić się od tej prawdy – „Lucyfer Is Coming 4 U”...for Me...Wbrew pozorom, nie ma tu żadnej napuszonej demonologii to najzwyklejsza część rzeczywistości. Piękne zejście dubowe z wokalami jakże przypominającymi melodię z filmu...

Jarek Mixer Mikołajczyk

 

Zdecydowanie płyta wybitna. Zalecam mniej „wtajemniczonym” w roots, (może po prostu mniej duchowo podchodzącym do reggae) kilkukrotnie odsłuchać Humanity przed pierwszym przesłuchaniem Soul. To stopniowanie jest tu bardzo ważne.