• Aleksandra dudczak

Girls

Myślę, że mogę być głosem mojego pokolenia.

Albo po prostu głosem. Jakiegoś pokolenia.

Hannah Horvath


Podczas wakacji można spędzać czas bardziej aktywnie, niż na oglądaniu seriali. Jeśli jednak mamy poświęcić kilka tygodni dla jakiejś historii, postarajmy się być wybredni. Albo i nie. Serial, który staram się polecać gdzie mogę, nie jest fabułą, która zjada nas od pierwszych chwil oglądania. Wszystko tutaj bowiem zostało wywrócone do góry nogami, a widzowie potraktowani inaczej. GIRLS to serial dla humanistów, o humanistach i przeciw nim. Już się podoba? No to teraz zaczyna się zabawa.

Producentką, reżyserką, aktorką, autorką dialogów i pomysłodawczynią historii o Dziewczynach jest Lena Dunham (w serialu gra Hannę Horvath) urodzona w 1986 roku. Już w swoim debiutanckim filmie Tiny Furnitures (Mebelki), podejmuje tematykę związaną z trudnościami dorastania, brakiem samodzielności, momentem „odcięcia pępowiny” od swoich rodziców. Reżyserka jest głosem pokolenia Y, czyli młodych zuchwałych, których cieszą nowe wyzwania. Jej bohaterowie jednak wcale nie czują entuzjazmu związanego z podejmowaniem nowych rozwiązań. Przeciwnie. Często tchórzą, nie wykorzystują swojego potencjału, a większość straconego czasu poświęcają na pielęgnowanie swoich schorzeń psychicznych. Główna bohaterka cierpi bowiem na tzw. OCD (zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne) i traktuje to jako wymówkę przed dorosłym życiem. Ale po kolei Tytułowe GIRLS to cztery przyjaciółki, które swoimi charakterami zdają się w jakiś sposób nawiązywać do Carieer Girls Mike Ligha z 1997 roku. Podczas gdy Annie (Lynda Steadman) i Hannah (Katrin Cartidge) z Carieer Girls bywały nierzadko pod wpływem narkotyków, co tłumaczy ich porywczą gestykulację – bohaterki Leny Dunhman są równie nieśmiałe, często nadpobudliwe lub zbyt odważne, niekoniecznie już za sprawą środków odurzających. Film Mike’a Ligh to przede wszystkim groteskowa, a zarazem bardzo wnikliwa opowieść o wchodzeniu w dorosłość, gdzie absurdalne zachowania głównych bohaterek służą uwydatnieniu cech młodości. Lena Dunham, podobnie jak brytyjski reżyser-obserwator życia zwyczajnych ludzi, także pochyla się nad człowiekiem pozbawionym cech wielkiego bohatera. Powolne tempo, zwłaszcza drugiego sezonu GIRLS jeszcze bardziej przybliża Dunham do filmów-studiów nad człowiekiem Mike’a Ligh.

 Z drugiej strony, Hannah (Lena Dunham), Jessa (Jemina Kirke), Shoshanna (Zosia Mamet) oraz Marnie (Alisson Williams) są odwróceniem stereotypowo i przewidywalnie skonstruowanych postaci z serialu Gossip Girl. Te cztery dziewczyny żyją w Nowym Jorku, jakiego serial amerykański nie przywykł jeszcze pokazywać. Jedyne, co łączy GIRLS z innymi kobietami żyjącymi w metropolii, to nawiązania do Seksu w Wielkim Mieście. Dziewczyny są pokoleniem, które dorastało oglądając wyżej wymieniony serial, a do Nowego Jorku przyjechały po to, by spełnić swoje marzenia wywołane obietnicami, jakie pokazuje ów serial. Wkrótce jednak okazuje się, że wiara w wyjątkowość Nowego Jorku jest źródłem rozczarowań głównych bohaterek. W tym miejscu chcę podkreślić, jak ważnym i wielkim krokiem naprzód jest takie wykorzystanie przestrzeni miasta, które może niektórych widzów szokować, a na jakie zdecydowała się ta odważna, młoda twórczyni.

Nowy Jork… Obraz tego wspaniałego miasta utrwalany był długo przez filmy, seriale i muzykę, czego przykładami są chociażby New York I love you, filmy Woodego Allena, The Empire State of Minds w wykonaniu Alici Keys i Jay-Z. Rzeczywistość serialu GIRLS to Brooklyn, małe kawiarnie, niczym, nieróżniące się od tych, które są w każdym mieście, zabudowa industrialna, czy nawet architektura nie-miejsca. Miejsca, które oglądamy w GIRLS często pozbawione są szczególnych symboli i znaczeń. Głównie chodzi tu o architekturę Brooklynu. Także wnętrza restauracji, czy sal koncertowych nie są bliżej określone. Inaczej ogląda się miejsca w serialu Gossip Girl. Mamy tam do czynienia z zasugerowanym z góry sposobem odbioru. Twórcom tego serialu chodziło o pokazanie wzoru nowoczesnego, wygładzonego przez operacje plastyczne człowieka, także poprzez częste ujęcia architektury Upper East Side. Według Ewy Rewers kultura amerykańska XX wieku, wyrażona także w architekturze to: rozprzestrzenianie się „kultury gładkiego ciała”. Skóra – membrana budynku, lustrzana lub półprzezroczysta, podobnie jak skóra kobiety (mężczyzny) powinna być, według reguł tego szczególnego wariantu „przekonań” społeczeństwa konsumpcyjnego, gładka, jedwabista, czysta, lśniąca. W skali ludzkiej kultura gładkiego ciała to cywilizacja depilacji, operacji plastycznych, masaży, gabinetów kosmetycznych i siłowni (…)W skali miejskiej to domena pozornie tylko bardzo odległych od tych pierwszych technologii przekształcających starzejące się „pomarszczone”, kamienne bryły budynków – w gładkie tafle ścian osłonowych.”1 Autorzy GIRLS przenoszą nas do nie-miejsc, które trudno jest znaleźć w przewodniku po Nowym Jorku, a które znamy bardziej z filmów o artystach, żyjących w Nowym Jorku (np. Basquiat,). Poza tym nie oglądamy „gładkich tafli”, a „pomarszczone” kamienice. Lena Dunham tym samym zwraca się ku temu, co nowa telewizja stara się wprowadzać – odbieganie od propagowania tradycyjnych wartości kultur wysokich, dopuszczenie nowej treści i współczesnej tematyki – w tym przypadku, zachęcającej do dyskusji o miejscach. Takie podejście nikogo nie stawia na uprzywilejowanej pozycji – oglądając GIRLS nie czujemy się wykluczeni z życia bohaterów, tak jak to dzieje się w przypadku serialu Gossip Girl – Dunham nikogo nie spycha na margines.

Niektóre elementy serialu GIRLS uprawomocniają do tego, by zdefiniować owy sposób prowadzenia narracji, jako metakulturowy. Twórcy serialu zakładają, że widz posiada pewną wiedzą z zakresu telewizji, sztuki, kultury i wytwarzają oni pretekst ku temu, by komentować i dyskutować na tematy w serialu zawarte. Widzowie oglądający GIRLS muszą mieć świadomość, o czym opowiadał serial Seks w Wielkim Mieście, by odpowiednio zinterpretować zachowania bohaterek. Są to bowiem dziewczyny, które w większości wychowywały się na tym serialu i uwierzyły w obraz stworzony przez Darrena Star’a. Rozczarowania związane z życiem w Nowym Jorku spowodowane są właśnie tekstami kultury, które kojarzone są powszechnie z tym miastem. Krytyka obrazu pokolenia wychowanego na serialach Seks w Wielkim Mieście, Ally McBeal, czy Przyjaciele jest w serialu GIRLS bardzo wyraźna. Gdyby bohaterki GIRLS posiadały podobne życie, cele i dążenie, które mają młode kobiety z wymienionych wyżej seriali, to słusznie mogłyby zostać posądzone o nieaktualność i fałsz. Dziewczyny są na szczęście zupełnie inne. Obecna sytuacja społeczno-ekonomiczna młodych ludzi kończących studia nie wygląda zbyt ciekawie. Nowy Jork w serialu GIRLS nie dał bohaterkom nic z tych rzeczy, którymi częstował wcześniejsze serialowe postaci. Mimo, że dziewczyny są wykształcone – pracują w barach, jako hostessy, czy opiekunki. Telewizja przypomina kilka razy dziennie o bezrobotnych, młodych studentach. Główni bohaterowie serialu radzą sobie z tym natłokiem informacji… Nerwowo popadają w kolejne związki, by przytłumić m.in. telewizyjne doniesienia o braku miejsc pracy. Twórcy zrezygnowali także z promowania wizerunku kobiety – idealnej singielki (Magda M., Carrie Bradshaw, Ally McBeal), a dziewczyny nie dążą do samozadowolenia. W tym sensie Lena Dunham (czy tego chce, czy nie) jest głosem swojego pokolenia. Główna bohaterka, Hannah Horvath to dziewczyna, która właśnie ukończyła studia i marzy o karierze pisarki. Lena Dunham nie obarcza jednak całego świata winą, za brak miejsca pracy, tak jak robi to Hanna. Nie oszczędza przy tej okazji jednak swojej bohaterki i widza. Reżyserka pokazała nam cztery antybohaterki, od których przyzwyczajeń i codziennego życia, trudno jest mi się oderwać. Serial ma dużo więcej smaczków, na które już tu nie mam miejsca. O najciekawszych wątkach serialu tylko wspomnę, by ten temat pozostawić otwarty. Otóż… Lena Dunham w swoim serialu pozwoliła sobie na genialny wprost obraz seksu! Uważam, że jest to porno dla kobiet – od kobiet. To dopiero reklama, dla tego serialu! Jednak wszystkich tych, którzy spodziewają się narcystycznych bohaterek, z pośladkami wystawionymi do kamery po tygodniowej wizycie w SPA – no fucking way! Widz musi odzwyczaić się zatem od znanych, chociażby z Gossip Girl, seksownych aktorek w bieliźnie Victoria’s Sicrets, jedwabnie połyskującej skóry pośladków i delikatnie czułych słów wyszeptanych pomiędzy muzyką Justina Timberlake’a, a cichymi oddechami partnerów.

 

UWAGA! Hanna nie ma zgrabnego ciała, nie powala swoją urodą, ma dużą pupę i małe piersi – w dodatku w prawie każdym odcinku paraduje nago. Bójcie się, bohaterki Seksu w Wielkim Mieście i Plotkary. Nowy Jork nie należy już do Waszych zgrabnych tyłków, ubranych w ciuchy od Armanii! Dla Was tylko E! Television. Dla Leny Dunham – przyszłość!


Aleksandra Dudczak

 

 

1 E. Rewers, Pożegnanie z ekranem miejskim: ku „nowej prostocie”, [w:] Wiek ekranów, pod red. A Gwoździa i P. Zawojskiego, Kraków 2002, s. 505