• Start
  • Recenzje
  • Republika seniorów. Serducho i prawda emocjonalna na scenie
  • Jarek Mikołajczyk

Republika seniorów. Serducho i prawda emocjonalna na scenie

To było bardzo dobre przedstawienie, trochę przydługie, w pewnym momencie zbyt dosłowne, ale aktorzy zasłużyli w pełni na owacje na stojąco. Po skróceniu do 50 minut może stać się wręcz porywające. Bez wydumania i artystowskich zabiegów, a przede wszystkim w 100% emocjonalnej prawdzie popłynęły piosenki Republiki i Maanamu dziś ze sceny Miejskiego Ośrodka Kultury.


„Republika Maanam to spektakl muzyczny przygotowany pod okiem: Moniki Belau i Artura Kamińskiego, przez członków Klubu Seniora Radość. Spektakl na tyle intrygujący i utrzymany w nerwie, że prosiłoby się oderwać go od tej niestety stygmatyzującej nazwy, jaką jest Klub Seniora Radość. Na scenie nie oglądamy infantylnych staruszków, którzy przychodzą do MOK-u, by zabić nudę i samotność. Autorzy wydarzenia pokazują w nich ogromną energię, kreatywność, a przede wszystkim prawdę i odwagę ekspozycji.

Trudny materiał, jaki stanowią przede wszystkim utwory Republiki, zapewne był dla "zespołu teatralnego" ogromnym wyzwaniem, wymagającym pokonania pierwotnych lęków. Chór, który brzmiał faktycznie najmocniej, momentami wręcz patetycznie, ale bez przerysowań — nie jest tu zbudowany ze śpiewaków. Wyraźnie słychać i widać, że część aktorów po prostu nie umie śpiewać scenicznie. To jednak nie razi, w zamian za czyste dźwięki dają ze sceny ogromne autentyczne przełamywanie lęku i czyste emocje. Mamy w tych momentach pewien paradoks — dźwięki bywają nie w tonacji, ale nie są fałszywe.

Jeśli pojawia się zwłaszcza, w niektórych solowych wykonaniach pewien nikiforyzm wokalny, to jest on, bliższy autentyzmowi Zespołu Piosenki Naiwnej niż tandetnej hauturze. Jest w tym zmaganiu, w tej walce, niektórych śpiewających, by nie uciec ze sceny, by dośpiewać do końca urok, czar i tak rzadka dziś w sztuce, prawa.

Nikt nie mówił, że na scenie jest łatwo, zwłaszcza gdy nie ma: aktorzenia, odgrywania, odśpiewywania, bo prawda czasem boli, czasem uwiera, czasem się chce zwiać ze sceny…


Tak właśnie przede wszystkim z prawdą emocjonalną na scenie podjął widzów zespół spektaklu.

Dość uniwersalne kostiumy, wyważone światło, raczej niedoświetlone celowo i przede wszystkim sceny zbiorowe, trochę jak w monumentalnych spektaklach muzycznych lat 80., (trochę jak w Kolędzie nocce) były niewątpliwie siłą spektaklu.

Wykonania solowe lub duety czy tria, mimo że nie-równe wokalnie, że raz lepsze raz gorsze, broniły się oszczędnością i czasem nie-dośpiewaniem - to uchroniło przed archaicznym wibrato i przerysowaniem. Bardzo mocny, dobry początek: Moja krew Republiki pięknie zrytmizowana, niemal skandowana, tak że poszły ciary po plecach. Mniej wyraziste zato dramatyczne ciekawe wykonanie Ta noc do innych jest niepodobna. Potem już wszystko płynęło raz mocniej raz delikatnie — na tym polega dynamika. Dobrze skomponowana całość, układ utrzymujący dramaturgię przedstawienia. Dobry zabieg z „dyrygowaniem sprzed sceny przez reżyserujących przedstawienie. Kilka bardzo dobrych wymownych plastycznie momentów nie tylko z motywem republikańskiej flagi w bialo-czarne pasy. Gdzie oni są, ci wszyscy moi przyjaciele? Pytanie chóralne było kolejnym momentem pełnym emocji i poruszenia. Biała flaga zabrzmiała jak wykonanie zawodowego teatru muzycznego. Prosto, mocno — na temat.

Jeśli choreograficznie zdarzały się drobne przyruchy — całość robiła wrażenie. Trudno właściwie szukać lepszych czy gorszych momentów całość się po prostu broni. Oprócz błękitnego nieba, Anioł, ale też ten nieco karnawałowo — surrealny Lipstick on the glass Maanamu, ale przecież podobnie Powiem ci, co myślę, Powoli spadam - Ciechowskiego i Republiki zabrzmiały w tym spektaklu jak otwarte rany, otwarte emocje. Piękny prosty motyw skrzydeł w Aniele, może niepotrzebnie dublowany na wizualizacjach, które poza tym momentem były neutralne. "Ważne jest też to, co niewidoczne gołym okiem", jak pisał Antoine. W tym spektaklu trudno to niewidoczne nawet spróbować wymierzyć.


To było bardzo dobre przedstawienie, momentami przydługie, w kilku punktach zbyt dosłowne, ale aktorzy zasłużyli w pełni na owacje na stojąco. Po skróceniu do 50 minut może stać się wręcz porywające. Bez wydumania i artystowskich zabiegów, a przede wszystkim w 100% emocjonalnej prawdzie popłynęły piosenki Republiki i Maanamu dziś ze sceny Miejskiego Ośrodka Kultury.

zdj. MOK

Tekst: Jarek Mixer Mikołajczyk