• Mikołaj Stopczyński zdj. Dominik Wilczyński

Kwiat Jabłoni słuchają wszyscy

Zainteresowanie koncertem Kwiatu Jabłoni było na tyle duże, że bilety wyprzedały się na długo przed samym wydarzeniem. Za ogromną popularnością poszła też jakość, a fani mieli powody do zadowolenia.

Duża popularność rodzeństwa Sienkiewiczów może trochę zastanawiać. Na pozór to przecież kolejny duet folkowo-popowy jakich nie brakuje na polskiej scenie. Jednakże ich piosenki pokochały tysiące osób, a na koncie mają dobrze sprzedający się album, występ przed ogromną publicznością na tegorocznym Pol’and’Rock Festival i miliony wyświetleń pod teledyskami. Takie sukcesy nie wzięły się znikąd - ich muzyka to faktycznie przyjemna podróż przez góry, łąki, lasy… oraz kluby taneczne. 

 

Odwiedziny Młyna wpisane były w trasę „Tam, gdzie nas jeszcze nie było”, zatem muzycy mieli okazję zagrać pierwszy koncert w Gnieźnie. Choć zdarzały im się występy w składzie rozszerzonym o perkusję i bas, tym razem pojawili się jako duet. Na szczęście nie można nazwać ich stereotypowym rodzeństwem i (w przeciwieństwie do np. braci Gallagherów) świetnie dogadują się między sobą. Kasia i Jacek w przerwach między piosenkami chętnie opowiadali różne historie, zapowiadali poszczególne utwory i żartowali, utrzymując dobry kontakt z publiką i zachęcając ją do wspólnego śpiewania czy klaskania. Chemię sceniczną było czuć zarówno na linii brat-siostra jak i publika-artyści.

 

Repertuar stworzony w większości ze spokojnych utworów potęgował kameralny charakter koncertu. Fani śpiewali wspólnie z muzykami nie tylko refreny, ale i całe zwrotki. Co jakiś czas pojawiały się piosenki bardziej energiczne m. in. przejęty z poprzedniego projektu Hollow Quartet „Turysta” czy odbiegający tekstowo od reszty „Wzięli zamknęli mi klub”. Kasia Sienkiewicz dysponuje dość oryginalną, niską barwą głosu, który kieruje w eter wraz z grą na pianinie. Wokalnie dopełnia ją Jacek, który jako jedna z niewielu osób w Polsce profesjonalnie gra na mandolinie.

Koncert miał w zasadzie jedną wadę – był stosunkowo krótki. Można to jednak wybaczyć ze względu bądź co bądź dopiero jedną płytę na koncie. To właśnie prawie całe „Niemożliwe” stanowiło trzon setlisty na czele z „Dziś późno pójdę spać” oraz tytułowym singlem. Nie usłyszeliśmy co prawda (choć może to i lepiej) nieco ogniskowego „Chodźmy nad wodę”, za to rewelacyjne „Wodymidaj” odegrano wraz z trzyminutowym intrem. Poza typowo albumowymi hitami pojawiła się nowa piosenka „Komety” oraz „Huśtawki” oryginalnie wykonywane przez Jacka Kleyffa. Nietypową niespodziankę zostawiono na koniec, kiedy to w ramach bisów rodzeństwo zagrało utwór powiązany rodzinnie, który przy okazji tworzy nazwę ich projektu, tj. „Kwiat jabłoni” grupy Trawnik. Był to spory kontrast do raczej „grzecznej” twórczości  Sienkiewiczów, ale też prawdopodobnie najlepszy możliwy wybór na zakończenie koncertu.

 

Trasa „Tam, gdzie nas jeszcze nie było” trwa dalej, powoli całkowicie się wyprzedając. Na szczęście wraz z stale rosnącą popularnością idzie też jakość, która stawia Kasię i Jacka wysoko na polskiej scenie. Oby przy kolejnej okazji zagrali i poopowiadali nam nieco więcej.

 Zdj. Dominik Wilczyński

 

tekst. Mikołaj Stopczyński