• Jarek Mixer Mikołajczyk

Gadabit III szkic recenzencki przedpremierowy

Jazda, Bóg, Stąpasz Ty. Siła starych szkół, z czasów, gdy jeszcze hip hop był hip hopem, choć niekoniecznie był o tym, jak jest źle na dzielni. Trudno tu szukać ławkowego stylu. Energia zawieszona między jazzem, rap core i co oczywiste rapem i całą kulturą Haipeha momentami po prostu kipi.

No to zaczęliśmy od końca.
Zatem:

Odsłuch przed premierowy, miłe to, a jednak trudne. Przyzwyczajenia starszego pana robią swoje. Lubię pisząc recenzję, dotknąć namacalnej płyty, wrzucić ją do discmana, słuchawki na uszy i nocny spacer, tylko ja i muza i tak parę godzin parę dni. Na szczęście sąsiedzi wytrzymani kilka dni Gada z głośników - wieczorami na maxa.

Intro.
Co tu pisać? Intro to intro. Takie dzień dobry i tyle. „Więc niech przemówi muzyka”.

Życie 2
Na na nana naa. A po tym zaśpiewie klasyczne skrecze i piękna trąbka. Rytm to podstawa, w rapie zawsze. Kawałek, o tym, że 31, bez napinki, zupełnie swobodne naturalne rapowanie, właściwie po prostu melorecytacja. Chórki i groove niosą w głąb płyty. Tekst daleki od prawilności brudnych dzielnic, raczej taki o auto-rosterkach i auto-radościach. Jak to kiedyś mawiali jazzmani, jest „filing”. Trochę schowane piano Kuby Płużka. Skrzypce Stanisława Słowińskiego, jak zwykle bardziej efektywne niż efektowne. Fantastyczny fragment jednej maszyny. Folow-Up Kaczmarskiego, bo mury runą.

Bóg
Mocny beat. Celny tekst. To żaden dżichat ani też antyklerykalny czy antyreligijny manifest. Rytm wybija wojenny klimat. Zdwaja wrażenie totalnego propagandowego nacisku. Piano cholernie powtarzalne. Piękna pętla — sampel. Ind nieco, na patosie podaje tekst, potęguje wrażenie zgiełku, targowiska wartości.
Mój Bóg jest lepszy niż Twój...
... Mój Bóg jest miłością,
chyba, że inni coś chcą
nie każdy musi, mieć prosto...

...spełnia me potrzeby

a Twoich nie spełni, bo jesteś niewierny...

Publicystyka, a jednak nie ma wrażenia gazety, w której news jest nieaktualny już za godzinę. Temat aktualny w kontekstach współczesnych do bólu, a jednak czy nie jest współczesny zawsze?

Muzycznie bardzo dobry kawałek. Fantastyczna moc pod koniec utworu – piano (sampel) i skrecze na pełnym gazie. Prawie noise-owy walec.

 

Patrzę, na świat

Pozytywkowy początek, trochę jak ucięty motyw Pepe wróć Perfectu, na szczęście wrażenie ulotne i chwilowe. No ale „didże” już niesie klimat. Szamańskie bębny – trans. Indian step, bezwiednie zaczyna się składać z nóg. Motyw banjo-mandolinowy, totalnie z innej bajki niż ten rockowo bity rytm, i szamański aborygen sound. Hańba i tyle - znaczy Andrzej Zamenhof. Prosty tekst Ind-a. Wszystko się klei. Płyta nabiera mocy, Gadabit napiera. Po 3 minucie moc mocy schodzi delikatnie. Tu bębny to bębny nie automat — Adam Stępniowski wie, do czego służy perkusja.

Stąpasz Ty
To już jest power beat. Trochę młot jak techno, albo raczej mocna klubówka. I to brzmienie pomiędzy dzwonem rurowym a wibrafonem. Pięknie sklejone sample. Punktualny bas jak w reszcie kawałków – Justyn Małodobry. Bardzo do przetańczenia raczej to taniec introwertyka ekspresyjny i ciepły, a jednak oderwany jak Curtis podczas gwarnej domówi. Bardzo podskórnie rozbija, jeśli mu się poddać.

Gonitwa
Ciekawy beat. Za dużo tu new schollu może poza momentami wokalu, kiedy leci na szeroko z echem. Trochę też tripowej muzy, może triphopowej nawet. Sporo rapowych przyśpieszeń, w których Ind się nie wysypuje.

Jestem
Bardzo muzyczny kawałek. Płużek już nie chowa piana, skrzypce Słowińskiego malują, miejscami Grapellim, ale też lirycznie. Świetne chórki. (Laluna). Osobisty tekst Inda, troche: dziekuje, przepraszam i takie tam o życiu i sobie.

Jazda
Power Rap w każdym calu. The Roots aranżacyjnie, a w mocy RATM albo C.H.. Eprom zapodał nie tylko DJ-skie, zdaje się zasznupił jak Sztigar Bonko a skreczycha przepiękne. Fantastyczny kawałek. Hoł Hoł! Pogo w domu, na ulicy, w klubie - gdziekolwiek słuchasz. Bębny po raz kolejny gniotą w podłogę. Już pisaliśmy Stępniowski wie jak uderzyć i kiedy. Gitara wyjęta z Neal Cassady tylko mocniej na przesterach. No kurcze:
dla wszystkich freestylerów! Hoł Hoł!
Dla wszystkich freestylerów! Hoł Hoł!
RAP pierwszej próby, no i Kuban jak kiedyś w formie. I te tak znajome cut-y, skrecze...Hoł! Hoł!

Gdzie tu sens
Kawałek damsko – męski. Związki, rozwiązania, emocje... Wątpliwości. Raczej o relacjach niż o pośladkach czy dwumetrowych przystojnych brodach. Muzycznie lekko i minimalnie. Może mało wyraziście, takie dumanie i dłubanie.

Haipeha
Lajtowo muzycznie. Trochę bujania, na luźno. Tekst płynie odrobinie ironicznie. Rap o rapie, coś co rap rozbuchało i co zjadło jego własny ogon. Ufff nie jest to braga na pięciokrotnie ściśniętym mózgu, półdupkach napietych że żyletki między nie nie wciśniesz. Luźno w sensie mentalnym, beka z Gucci paska – piękne.
„... A kiedyś rap pielęgnował ducha
Teraz pasję, zdegradowała fucha
a mucha lata, mucha jaka?

Ważne, że jest o czym pisać...
Rzecz w tym, że jak cisnąć środowisku to bez napiętych bebechów, bo tak z trzewi to można jedynie pierdnąć. No i płynie ten rap bez przymusu, emisja jest, to nie trzeba się pocić, można nawet zaśpiewać. Świetnie pracuje rytm. Skrecze, cut-y - no istne cudy. Pan Zimna Łapa? Singiel.

5 sierpnia
Mało oczywisty, pamiętnikowy, tekstowo chyba w pełnych odniesieniach do dat zrozumiały tak naprawdę tylko przez Inda. Smutny rap. Teraz go trochę się porobiło, ale brzmi inaczej. Tła nieco synth popowe, może zimno falowe. Gdyby tak jeszcze Justyn Małodobry popłynął trochę, jak Peter Hook... Dobrze pewnie, że tak nie jest. Skrzypce, tylko pokochać skrzypce w tym utworze. Pogłosy, echa, i takie saute też piękne. Chórki nieco The Yardbirds archaiczno-rockowo-gotyckie, no np. jak w takim Still I'm Sad, ale nie, że kalka, kopia czy podobne - rzecz w klimacie.

Gdy życie porwie w tan cię
Chórki, dobra już nic o The Yardbirds. Kolejny taniec dla introwertyka. Buja się kawałek, buja się słuchacz. Łapa FEEL-X słyszalna zwłaszcza na początku kawałka i na długim zejściu.

Dziekuję Wam
Dobry początek - trochę echa - zero prostackiego autotune, tak nagminnie nadużywanego przez nową szkołę rapu, która zamarzyła sobie, by śpiewać. Zemsta Cher, nie dosięga Inda, bo w sumie umie śpiewać ten Ind, to po cholerę autotune?
Trochę orientalnie, rytmy, piano Płużka płynie, tak że niby go tam nie ma, a jest. Kawałek bez pełnej kur...nie lubię słowa petarda, więc nie że kawałek nie jest na pełnej petardzie. Są rzeczy ważne, rodzina, przyjaźń, droga, a to taka nierapowa postawa – wdzięczność.

Dobra płyta.
Zatem:

Usłyszeć ją na żywo w pełnym składzie, to może być moc. Wiadomo energetycznie, live poszedłby jeszcze mocniej. No i mało u nas takich live bandów z pogranicza hip hopu.

Ind rapuje bardzo naturalnie, nie boi się interpretować tekstu, zmieniać głos, bawić się. Pozornie to po prostu dobry rap i niby nic więcej. To jednak siła Ind-a, On rapuje po prostu, tak z siebie, lekko nie na siłę. Frazowanie, podziały, rymy nie są wydumane, błysk, inteligencja, jeśli się pojawiają w tekście to ot tak, a nie że wcześniej kminienie godzinne.

Produkcja większości płyty K-oui i ta produkcja jest dobra. Może lepsza. Tam, gdzie z produkcją wszedł FEEL-X, czyli przy, Gdy życie porwie w tan Cię, też w punkt.

Żywy bas - żadnych pytań. Justyn Małodobry wie po co są te grube struny. Dobry Duch. 

Stanisław Słowiński - bez pytań cholernie dobre skrzypce. Bez popisówek-bałdychówek, a jednak jest smyczkowe mięcho. 

Kuba Płużek - tego się można było spodziewać, nic dodać nic ująć. Tyle czarnych ile trzeba i tyle białych klawiszy ile trzeba. 

Goście jak to goście, przyjęli zaproszenie posprzątali tyle ile mieli i tak jak mieli. Dobrzy to goście.

Brzmieniowo trudna do wykręcenia płyta, bardzo zróżnicowane formalnie kawałki. Michał Eprom Baj – mix i mastering tak jak trzeba słyszeć. Wiadomo: kto nie tabaczy ten nic nie znaczy. Eprom zasznupił i nawet nie kichnął. 

Oddech. Płyta, która po prostu niesie oddech, albo wypuszcza powietrze z często tak spiętego dziś po-ślada - jakim stał się rap, bo chyba dziś to już nie jest część gry zwanej hip hop. Odtrudka na Que, Tako - choć dwaj panowie fide najmniej chyba toksyczni na nowej scenie. Echa czasów gdy Guru i The Roots zachwycili jazzmanów rapem, a może raperów jazzem, kolejność nieważna. 

 

Gadabit III - 2018

Premiera 14 Grudnia 2018

Jarek Mixer Mikołajczyk

 

 

Tagi: Kuba Płużek Quartet Gadabit Gadabit 3 Ind Stanisław Słowiński Justyn Małodobry K-oui Dj FEEL-X