• Start
  • Recenzje
  • Msza Kreolska Ramireza - fantastyczne wykonanie/wydarzenie artystyczne
  • Jarek Mikołajczyk

Msza Kreolska Ramireza - fantastyczne wykonanie/wydarzenie artystyczne

To był koncert wyjątkowy. Podniosły i niezwykle energetyczny zarazem. Taka jest kompozycja Ariela Ramireza. Tak też zagrali prezentujący ją w gnieźnieńskiej katedrze muzycy, pod dyrekcją Bartosza Michałowskiego. Ramirez skomponował swoją Misa Criolla na fali zmian, które przyniósł Sobór Watykański II dopuszczając języki ojczyste podczas mszy. Od początku jednak to swoiste połączenie klasycznych harmonii z elementami latynoamerykańskim budziło wiele emocji. Utwór wpisał się na stałe do repertuaru wielu wykonawców. Niektóre z wykonań jeszcze z Ramirezem przy klawiaturze weszły na stałe do historii muzyki, choćby z Mercedes Sosa czy José Carrerasem. Zostawmy jednak Dzieje Muzyki Bogusławowi Schaefferowi.

 

Pięcioczęściową kompozycję Ramirez tworzył pod namową, a może z inspiracji legendarnego Atahualpa Yupanqui – najwybitniejszego śpiewaka ludowego Argentyny, to niewątpliwie przełożyło się na pewien ład połączenia formy mszy klasycznej z temperamentem Argentyny, z nerwem i energią Gaucho i Kreolów.

Podczas koncertu katedralnego, samą Misa Criolla poprzedził krótki występ zespołu tradycyjnie ludowego, VS Manta, do którego w ostatnim utworze dołączył Ariel Ramirez mistrz bandoneonu, a jednocześnie wnuk kompozytora.

 

To jednak pojawienie się Poznańskiego Chóru Kameralnego, Jose Torresa, Julii Wolańskiej Gajdy oraz Alejandro Aquilera i rzecz jasna Bartosza Michałowskiego było początkiem wydarzenia. Wydarzenia jak dotąd największego muzycznie w tym roku w Gnieźnie.

Sam utwór Ramireza narzuca niejako, mimo formy mszy, brawurowe wykonania. Rzecz jasna nie każdy zespół takiemu wyzwaniu zwłaszcza energetycznemu sprosta na poziomie brawurowym. Muzycy reprezentujący w gnieźnieńskiej katedrze element folkloru i ogólnie rzecz ujmując muzykę etniczną - tworzyli manta VS Manta na bardzo wysokim poziomie. Nie przypadkiem wśród nich byli choćby Marek Kaim (Varsowia Manta) mogliśmy posłuchać tez Ireneusza Wójcickiego z podobnej do Varsowii formacji Sierra Manta, czy Jose Torres i rzecz jasna mocnym filarem był Ariel Ramirez na bandoneonie. Fantastyczna gra Juli Wolańskiej – Gajdy praktycznie przez większość utworu była niesamowicie punktualną bazą wykonania, to była forma bardzo silnego fundamentu, dzięki któremu pozostali muzycy mogli momentami poddać się emocjom.

 

Kompozycja Ramireza to utwór na Tenora i Chór jeśli skupiamy się na warstwie wokalnej. Alejandro Aquilera uniósł w pełni ciężar solisty. Ciężar o tyle duży, że w pamięci melomanów wdrukowane są wspomniane już dwa skrajnie różne i skrajnie doskonałe wykonania Mercedes Sosa i José Carrerasa. Gnieźnieńska publiczność miała niesamowitą okazję poznania ogromnego talentu, w momencie odkrywania go. Krytyka zwraca na niego uwagę właściwie od niedawna, sam śpiewak jest zresztą młodym tenorem. Zatem za lat kilkanaście będziemy mogli się chwalić, że słuchaliśmy go zanim poznała się na nim La Scala czy Metropolitan Opera, które tak czy inaczej są mu sądzone.

Wszystkie 5. części: Kyrie, Gloria, Credo, Sanctus i finałowe Agnus Dei zabrzmiało w katedrze fantastycznie, choć partie charangomogłyby być nieznacznie głośniej wyciągnięte przez akustyka. Kompozycyjnie rzecz jasna finałowe Agnus Dei porywa, trzeba jednak przyznać, że gdyby nie forma jaką jest msza, pewnie koniec każdej części wybrzmiewałby brawami, do których ręce się, no niektórym, się nawet wyrwały...

Bartosz Michałowski – twórca występującego chóru, niezwykle odważny i uważny dyrygent. Lubi poruszać się na styku gatunków i robi to dobrze, czego dowodzą choćby Pieśni Kurpiowskie czy Dżem Symfonicznie nagrane pod jego batutą. Zatem jego conduktorowanie – bliskie maestri i w tym wypadku nie dziwi.

Owacje na stojąco – w pełni uzasadnione. Choć pierwsze rzędy raczej nie uniosły sytuacji, nie musi to oznaczać jednak braku obycia, bo przecież może to być sprawa głuchoty, albo braku wiary, że miało prawo się tak bardzo podobać by wstać... To jednak niuans, wystarczy przy następnych koncertach przesadzić vipów o kilka rzędów do tyłu i może nie wręczać im kwiatków, było by bez tego ostatniego po prostu z klasą. Przy czym nie piszemy tu o prymasach. Nie wiemy co mówili po koncercie oficjele, cokolwiek mówili wyszliśmy. To było niepotrzebne. 

Fantastyczny koncert. To teraz poprosimy o zupełnie inny wymiar Ramireza - Misa por la Paz y la Justicia. Chyba, że jednak zostać w klimacie i Navidad Nuestra

Jarek Mixer Mikołajczyk

 

 

Tagi: Msza Kreolska Misa Criolla Ariel Ramirez

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00