• Start
  • Recenzje
  • Ur Jorge - Końcówki serii/brzmienie z nad rzeki/szkic recenzencki
  • Jarek Mixer Mikołajczyk

Ur Jorge - Końcówki serii/brzmienie z nad rzeki/szkic recenzencki

Ur Jorge trafiło do mnie tuż po premierze najnowszej płyty Variete. Nie dlatego jednak kojarzy się z brzmieniem Brdy i nie myślę tu odrębnym, choć powiązanym projekcie a o bydgoskim brzmieniu rzeki. To co tak bardzo wypełniało powietrze wspomnianego Variete jeszcze nie tak dawno, może to były barki stłoczone w rzecznym porcie?

Ur Jorge niezwykle mocne motoryką bębnów, jest jeszcze w jednym podobne do zespołu maestro Kaźmierczaka. Tekst, rzecz jasna to piosenki, a jednak poezja. Na tym koniec szukania podobieństw...

 

Bydgoskie popołudnia – transowa gitara, powoli buduje utwór, trochę can'owy trans, gdzieś kojarzy się z jednym z kawałków Porter Band (to chyba Life). Oszczędne, ale niezwykle perfekcyjnie wykręcone w brzmieniu bębny... Nostalgia podbita przez chórki. Tekst o braku czasu, podawany subtelnie... Wkręca się w głowę, bez nachalstwa. Delikatnie, a jednak neurotyczna gitara, - to siła podskórnego chrobotania kawałka.

Lżejsze  od powietrza – motoryka bębnów, niesie cały kawałek, gitarowo jest inaczej, otwarty nerw, mocniejsze reffy przeplatają się z subtelnością pojedynczych dźwięków. Niezwykły szacunek projektu właśnie do pojedynczego dźwięku, pojedynczego uderzenia, bez zbędnej rzeźni czy ścian dźwięków. Świetne zmiany tempa i klimatu w obrębie jednego utworu. Mocna baza rytmiczna, basu i bębnów z niekiedy post rockową rozedrganą na „bajerach” gitarą...
Ulatuje kiedy śpisz
Ulatuje kiedy śpisz
Ulatuje kiedy śpisz

Pilnuje oddechu...

Zbiór pusty – powtarzalność, monotonia, ale też moc. Bębny Karnowskiego kojarzą się, mocno i są mocne, przecięte wysokimi dźwiękami gitary, nisko brzmiące tomy... Post punk? Mrok, który hipnotyzuje, ale nie przytłacza. Melorecytacja – tekst ograniczony do minimum i dobrze, bo to taki tekst graniczny, gdyby rozwinąć o parę wersów to z wielorybów na brzegu morza mógłby powstać eko-dramat, czyli grafomania. Jednak nie powstaje i robi się trochę mistycznie.

Suchary – raczej takie interludium niż utwór.

Totalna mobilizacja – jaki bydgoski początek...znaczy ta muskana powtarzalna fraza gitary...piękny początek, lirycznie tak się robi...a może epicko. Elektronika i gitara sobie płyną, a wokal, się nie drze, jest po prostu, idzie to wyciszenie:
Zostawiam ci morze
plaże, wybrzeże z Trójmiastem
na molo parasole.

Zostawiam ci dworce
szosy i leśne trakty...

Poetycko się robi, tak na granicy śpiewu, i pożegnalnej bajki, a jednak po minucie, jest post rock...są bębny i nieco progresji...i niepokoju. Kilka czukayowych zagrań basu. Pięknie jest, ale nie jest ładnie.

Ja panu nie przerywałem – no jest ta gitara, która tu często Jest, i bębny na początku jak zegarek, jak metronom. Powoli się rozkręca walec...muzycy pozwalają sobie na slow, na dobrzmienie każdego dźwięku, no i te sample rozbijają mgłę. Wchodzi brud, polityka, media i inne chamstwo. Kurde jest Hejmann...no jest.

Miranda – no jest Bydgoszcz (obiecałem, nie wjeżdżać już z Variete) to powiedzmy, że jest Bydgoszcz, taka bliska płyty, na której zdjęcie czarno-białe klatki schodowej. Pięknie jest w tej Bydgoszczy, tak frontem do rzeki. Krótkie frazy tekstu, powtarzalność...
Pod wiszącą skałą zostawiam chwile
Pod wiszącą skałą zostawiam chwile
zawieszeni.

Żadnego wciskania poezji na siłę...kilka wersów i płynie muzyka.

Nie patrze w dół
Nie patrzę w dół

nie oglądam się
za Ciebie...

Taka ta Miranda, spokojna, pełna powietrza, a jakby ktoś solą sypał po ranach... Bębny, gitara jak to pięknie boli... I tu nie chodzi o masochizm. Fantastyczny numer, choć taki bydgoski, a może dlatego, że taki bydgoski...

Suchary 2 – Interludium na ptaszki i rytm.

It Is Happening Again – początek taki trochę jak jakiś progresywny rock, ze spowalniaczem. Gitara jakaś floydowska, na szczęście bębny już mniej. Dobra, nie jest to elevator music, oddech czy relaksacja raczej. Nigdy nie wiadomo czym, to się różni.

Amsterdam – jaka ballada się kręci na początku... Gitara jak w poezji śpiewanej, a jednak Aaaaa...już bliżej kołysanki, malowniczo, nie-harcersko. Koło minuty czterdzieści, koniec spania, rytmicznie koło Calexico, prawie new countrowo, ale Aaaaa jest piękne, ciepłe naturalne niewymuszone. Rytmiczni, ładniutko tak...No monitory bliskiego pola...nic tu nie szyje, raczej głaszcze – łagodzi. Po połowie kawałka jest: bajkowo, baśniowo i magicznie się robi...

11 – poza spisem tracków. Rytm prosty, nieco pierwotny od początku, z czasem się nieco elektryfikuje...Nadal jednak aborygeńskie wystukiwania patykiem... Tuż przed dwa czterdzieści jedziemy po beczkach, ascetycznie, z niskim brzmieniem. Motoryka rozpoznawalna na kilometry – bydgoskie, czyli pełne szacunku do pojedynczych uderzeń, dalekie od popisów Niella Pearta i wyścigów dookoła perkusji... Tak to jest: karnowskie, ale też hejmannowe i gdyby się jeszcze trochę cofnąć dornowe granie. Jest ta sukcesja...11 to oprócz tych: bębnów, patyków - malownicza elektronika i gitara... Piękne zamknięcie.

Końcówki serii Ur Jorge to niezwykle spójny album. Trudno powiedzieć, że to koncept album, bo nie ma tu wydumania, dłubania w nosie na zadany temat... Jeśli jest koncept to muzyczny, bo kawałki dobrane świetnie, również gdy chodzi o kolejność. Można powiedzieć, że Ur Jorge komponując poszczególne utwory, skomponowało całość płyty.

Dobra płyta. Miejscami Piękna, czasem gdzieś zahaczająca być może o banał, muzycy jednak nie przekraczają cienkich granic smaku. Czy powietrze po burzy nie jest banalne? A jednak jest Piękne. Jeśli Ur Jorge jest, jak gdzieś czytaliśmy, zespołem – projektem eksperymentalnym, to jest to swoisty eksperyment naturalny, niewymóżdżony. Słuchacz nie dostaje przekombinowanych muzycznych wytworów intelektu. Nie robi się dziwno, po to tylko by było dziwno.

Fantastyczna korelacja bębnów, które przejmują na siebie część narracji i gitary, która jest obokrealna, a jednak nie wystaje, nie ma kantów, nie rani... Jest w tym wpasowany bas, poezja i wokale. Dodatki, puzon, trąbka – mało, ale nie za mało. W sam raz. I ten 12 zawodnik – Jarek Hejmann – brzmienie Madżonga Studio, to czego nie ma poza Bydgoszczą, prawie nie ma... Dokręcone przez mastering Michała Kupicza

W zabudowanych słuchawkach gdzieś w podróży: pociąg, autopasażer, a najlepiej rower, robi się Absolutnie...

Że, czy jest doskonale? Pewnie nie, ale skoro tego nie zauważasz, że nie...nie ma o co pytać. Szczerze jednak Suchary, to suchary...znaczy, są ok, tylko nie wiadomo, czy koniecznie potrzebne. Poza nimi wszystko wycyzelowane i na miejscu.

UR JORGE – KOŃCÓWKI SERII

Utwory:
1. Bydgoskie popołudnia
2. Lżejsze od powietrza
3. Zbiór pusty
4. Suchary 1
5. Totalna mobilizacja
6. Ja panu nie przerywałem
7. Miranda
8. Suchary 2
9. It Is Happening Again
10.Amsterdam
11.

udział wzieli:

Remigiusz Ławniczak - wokal, gitara, elektronika
Magdalena Powalisz - wokal, bass
Marcin Karnowski - perkusja, instr. perkusyjne

oraz:
Marek Szczepański - trąbka
Krzysztof Błaszczak - puzon
Jarek Hejmann - instr. perkusyjne, efekty, sample

realizacja i mix: Jarek Hejmann
mastering: Michał Kupicz

 

Jarek Mixer Mikołajczyk

Tagi: Jarek Mixer Mikołajczyk Bydgoszcz Ur Jorge Marcin Karnowski Magdalena Powalisz Remigiusz Ławniczak Jarek Hejmann Madżonga Studio

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00