• Start
  • Recenzje
  • Kuba Płużek Quartet Froots /szkic recenzencki/
  • Jarek Mixer Mikołajczyk

Kuba Płużek Quartet Froots /szkic recenzencki/

Tak to bywa z muzyką, że kontakt na żywo buduje relacje, przynosi ładunek emocjonalny. Pierwszy raz Kubę Płużka usłyszałem z zespołem Stanisława Słowińskiego – szarpnęło, porwało to spotkanie...

Słuchanie Eleven Songs – solowej płyty Kuby Płużka, to niesamowita przyjemność, poznawania niezwykłego talentu wirtuozerskiego, który na tej płycie jakby się dopiero rodził. Trzecia już płyta Froots sygnowana przez Kubę Płużka tym razem z Quartetem (druga KPQ) przynosi jeszcze jeden ważny dla współczesnej polskiej muzyki komunikat. Z tej płyty brzmi nie tylko fantastyczny zespół, który kreuje przede wszystkim młody pianista, (obok Sebastiana Zawadzkiego, czy Mateusza Gawędy jeden z młodych niedościgłych)...Froots to nade wszystko krążek Kuby Płużka kompozytora. Nie ten czas i nie ten jazz, a jednak zaryzykujmy: komedowo tak się robi. Nie myślimy tu o podobieństwie formalnym, (forma to słowo bliskie formalinie), a kompozycje Płużka są potężnie świeże, choć nie pozbawione szlachetnej patyny. Paradoksalnie sporo tu takiego jazzu, który już dawno zjadł własny ogon, a raczej zadławili się nim mistrzowie jazzowej polskiej revolty sprzed lat. Tradycja, której często nie da się dziś słuchać w wykonaniu dawnych mistrzów, zasadza się tutaj jak szlachetny nalot na współczesnym zdrowym brzmieniu. Złocenia, ozdobniki, popisy są tu jak szlagmetal, a nie złotol. Mocna baza kompozycji, utwory się nie rozjeżdżają, a gdzieś ponad świetną strukturą momenty finezji i polotu dla całego personelu tej płyty.

Zamknięte w ramy: Froots i Ballady dla Janusza Muniaka; 3 gęste emocjonalnie i fakturalnie kompozycje, to mięcho muzyczne krążka. Pierwszy i ostatni kawałek trochę inaczej niż kompozycje właściwe, formalnie lżej. Froots i Ballad for Janusz Muniak – trochę jak okładki dobrze opowiedzianej historii.

Froots – fantastyczna koncepcja zapowiedzi płyty. Taki intrygujący utwór klasycznie jazzowego quartetu. Energetyczne nierozpoczęte na dobre i niedokończone właściwie granie. Powtarzalność frazy z delikatnym rozwojem kawałka, który nie wybucha. Podskórnie czuje się ten walec, który ostatecznie nie rozpędza się i niczego nie miażdży. Siła radosnego nieustannego początku...niby jest tu echo bluesa, a jednak pięknie.

Ogumienie – powiedzmy tak; tytuł „frapujący” jak na tak zacny kawałek. Piękny początek, niskie minimalne/minimalistyczne dźwięki piana, gdzieś skojarzenie ucieka w stronę Erika Satie. Potem piano rośnie w siłę i transuje. Piękne wejście reszty Quartetu koło minuty szesnaście, zaczyna się pulsujący wkręcający się w głowę jazz, który pięknym saxem Marka Pospieszalskiego ponownie wypuszcza klawisze, zupełnie inną barwą i innym graniem niż w wejściu kawałka i zaczyna się kołysanie...I tak już przez całą pierwszą cześć Ogumienia: na zmianę lekko i impulsywnie przeplata się. Melancholia piana, potoczystość basu, epickie momenty saxu i piana a w tym wszystkim niezwykle finezyjna gra Dawida Fortuny na perkusji. Kunszt Płużka kompozytora na dobre zdradza trochę zawinulowy, elektryczny początek drugiej części Ogumienia.

Sax i klawisze malują, bas i bębny brzmią totalnie XXI wiekiem, a to się klei, miejscami daje krzyżówkę Krzysztofa Sadowskiego z quartetem niemal klasycznie coltrane'owym mimo że tu lider pianista. Można zaryzykować, że gdyby dziś McCoy Tyner zakładał band to brzmiałby on właśnie jak druga część Ogumienia, choć pewnie to tylko analogia skojarzeń...

Veehighster – piece for criticsTylko co to jest ten wihajster? No właśnie w sumie to ważne nie jest co to, ważne jak brzmi, a brzmi...Kolejne wielkie porównanie, był już McCoy Tyner, no to czemu by nie porównać wyścigów piana i basu no basu to na pewno i tego nieoczywiście coltrane'owego saksofonu do (zwłaszcza w pierwszej części Części pierwszej) do quartetu Kieth'a Jarretta, przy czym Płużek gra być może mniej efektownie, mniej wirtuozersko ale kto wie czy nie bardziej efektywnie. Fantastyczne partie basu, klasycznie a jednocześnie nowocześnie jazzowego podprowadzone około 7 minuty malowniczym saxem i lirycznym pianem....Totalne basowe miecho Maxa Muchy. Prosi się o słuchanie na słuchawkach zabudowanych z dobrym przenoszeniem niskich tonów. Patetyczne piano nieco marszowo-pogrzebowe na początku Części drugiej...Niezwykle pastelowe brzmienie, aż chce się szukać smyków...fantastycznie potraktowany kompozycyjnie rytm, oszczędna perkusja przeplata się z monumentalnym i gęstym graniem na bębnach podbijanym monotonia piana. Fortuna robi tu robotę, a nawet Robotę tu robi. Część trzecia ucieka w stronę, której słuchacz się nie spodziewa. Kolejna porcja rasowego jazzu, tradycja, klasyka odczytana z nową ekspresją i totalnym brzmieniem. Piano, potężnie, sax tym razem bardzo wolnościowo...trochę jak Mack Goldsbury...No chce się krzyczeć. Proporcje wręcz doskonałe pomiędzy kompozycją, a improwizacją. W wykonaniu live ten utwór musi zabić. Krótkie dźwięki, frazy piana i coraz wyraźniejszy sax przy stonowanym łomocie bębnów pod koniec tej części drugiej na płycie mini suity; schodzą, zwalniają po mistrzowsku...

Homonto – Po kosmicznym dźwięku na początku zaczyna się czarowanie melodią, a raczej kilkoma bliskimi cytatów, znanych fraz z muzyki światowej. Transowość i złuda bolera buduje tu piękne oszczędne piano skontrastowane z niezwykle gęstym basem. Partie patetyczne podbijają bębny. W tym jednak utworze staje się jasnym, że skojarzenie z KJQ to właśnie pewne pokrewieństwo Maxa Muchy i Palle Danielssona.

Wzorcowy bas i to punktowane piano, przy którym Płużek pozwala wybrzmieć każdemu dźwiękowi, rzadko obracając grę w kawalkadę...Zagęszcza dopiero koło 5 minuty szykując fantastyczny finał, z którego ponownie elektrycznie wlatuje wręcz w Część drugą ostatniej mini suity. Motoryka niemal jak CAN, tyle że sax maluje...Puls, i rozpierająca energia, kolejna rzecz, która na koncercie musi kłaść na łopatki...Gęsto, a jednak z finezją. I ten sax po 2 minucie brzmi cudownym zgrzytem, piskiem...

Wulkan energii. Jest moc. Jazz nie umarł, cho byli tacy co wieszczyli stypę. Ładny powrót do melodyjki. Trzecia część – finał Homonto, bębny takie liebzeitowskie, przynajmniej w pierwszej minucie i nieco kosmiczne klimaty ustępują klasyce piana i totalnie pastelowym podmuchom saxu...Pełnia. Absolut kompozycji i wykonania. Trochę jak dobranoc. A tu naraz totalna radosna naparzanka. Łomot na koniec Homonta, nie pozwala zasnąć.

Ballada for Janusz Muniak – takie outro...Niby jest lekko i nostalgicznie ale jest pięknie. Minimal jazz na początku kawałka sax, którego prawie nie ma, a jest tak pięknie. Niezwykle polski, a nawet romantycznie polski utwór, wspomnienie Janusza Muniaka, pełen nostalgii, kompozycyjnie bodaj najspokojniejszy, najbardziej liryczny, chyba też najdoskonalszy na płycie. I te niskie dźwięki pod koniec...

Potężna płyta. Bardzo solidne kompozycje, Płużek jako kompozytor pozwolił sobie oszczędnie popłynąć, właśnie w proporcjach jest siła tej płyty. Klasyka i nowoczesność, podbita energią jaką wnoszą wszyscy członkowie KPQ. Jedna z ważniejszych płyt jazzowych 2017 roku w Polsce.

Jarek Mixer Mikołajczyk

Kuba Płużek Quartet – Froots

Dom Wydawniczy For Tune 2017

1. Froots 03:30

2. Ogumienie part 1 04:17

3. Ogumienie part 2 06:24

4. Veehighster - piece for critics part 108:35

5. Veehighster - piece for critics part 203:02

6. Veehighster - piece for critics part 306:33

7. Homonto part 1 06:11

8. Homonto part 2 04:22

9. Homonto part 3 03:47

10. Ballad for Janusz Muniak

Kuba Płużek - piano 

Dawid Fortuna - drums 

Marek Pospieszalski - soprano & tenor saxophones 

Max Mucha - double bass

eleased October 27, 2017 

All tunes composed by Kuba Płużek. 
Recorded June 14-15th, 2017 at Monochrom Studio in Gniewoszów (Poland). 
Recording, Mix & Master: Bartłomiej Staniak 
Design: For Tune® 
Cover photo: JulisSimo.com
Other photos: Sławek Przerwa

Tagi: For Tune Kuba Płużek Quartet Froots

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Pokot

Kino Helios
Czwartek 4 stycznia 2018
godz. 18:00

Ptaki śpiewają w Kigali

Kino Helios
Czwartek 11 stycznia 2018
godz. 18:00

Twój Vincent

Kino Helios
Czwartek 25 stycznia 2018
godz. 18:00