• Start
  • Recenzje
  • A gdyby przyszła do Ciebie Polska? Kujawiacy i Górale, albo Szajba w Teatrze Fredry
  • Jarek Mixer Mikołajczyk

A gdyby przyszła do Ciebie Polska? Kujawiacy i Górale, albo Szajba w Teatrze Fredry

Political fiction – gatunek iście niebezpieczny. Odkąd Kapu z Jego Miłości Haile Selassie zrobił łachudrę i tyrana, raczej nurt artystycznie podejrzany. Małgorzata Sikorska – Miszczuk broni się jednak w swojej Szajbie Mister Ble to figura otwarta. Wszelkie konkretne skojarzenia przypisuje widz, a nie twórcy. I to jest sztuka i Sztuka. Bo nie to jest ważne co autor miał na myśli, ale co słuchacz „w duszy swej dośpiewa”.

Nawet jeśli, tak jak w przypadku gnieźnieńskiej realizacji Szajby; począwszy od reżysera, (Marcin Liber) przez scenografa i aktorów (choćby Michał Opaliński) przestrzeń lasów Kujawskich wypełniają ludzie z własnym, wolnym oglądem rzeczywistości, z doświadczeniem ograniczanej wolności artystycznej, to konkret i mówienie wprost ogranicza się do płotów, lasów, muchomorów i zamaskowanych chochołów.

Jeśli większości widzów narzucają się sensy i ich odczytanie bardzo dzisiejsze, to jest to skojarzenie...Zatem rzecz mimowolna, wynikła z odniesień, z doświadczeń osobistych i oglądu rzeczywistości.

- Pozwolę sobie więc, pominąć tę treść, która w ocenie spektaklu, nigdy nie ma dla mnie większego znaczenia. Nie po to chadzam do teatru by się zgadzać lub nie z reżyserem w kwestii światopoglądu, odczytu rzeczywistości i tym podobnych dodatków do teatru – broszek do kożucha. To nie znaczy, że szukam sztuki o niczym. Już chyba to napisałem, (kiedyś) jak Gombrowicz szukał w Nowym Yorku - Nowego Yorku, a nie chickagowskiego Jackowa, tak w teatrze istotą jest teatr. (dla mnie)

Od teatru, Szajba aż kipi.

- Przyjście do teatru, to umowa, zgoda na to, że oto zobaczymy wizję – inscenizację. Czytanie przez widza wprost, nieświadomość, że scena ma swoje prawa, że teatrowi wolno przerysować, udawać - jest świadectwem niezrównoważenia, którym raczej winni zająć się następcy Freuda, a nie Ministerstwo Kultury.

Dobry, rzetelny teatr, nie musi być wcale klasyczny: klauzula, średniówka te rzeczy. Mamy XXI wiek. Po Wielkiej Reformie, Kantorze, Brooku, i Grotowskim współczesność, nie wyklucza znamion sztuki.

Szajba w Teatrze Fredry nie jest spektaklem politycznym, choć słyszałem i takie koślawe opinie. Być może spektaklem o polityce i mechanizmach...Na pewno jest: o polskiej żółci, żółci rozlanej po obu stronach Brdy, żywicielki Kujaw, jak i każdej innej rzeki. Nie o tym ten szkic, jest.

Trzeba to jednak napisać, by było jasnym, Liber nie robi tu ani totalnej opozycji, ani TVP propagandy. Szajba nie jest gazetą - żadną, nie epatuje: ani słuszną krytyką, ani jedynie słuszną codzienną pochwałą. Obserwacja jest, namysł jest, ale to nie relacja ograniczona do chwytliwych leadów i krzykliwych tytułów. Nade wszystko nie jest to spektakl antypolski, to tak zanim cokolwiek o spektaklu konkretniej napiszemy...Żeby nie było bicia piany i linczowania artystów ani żadnych Edmundów Z.*

Zatem:

Siermięga Szahida z Kujaw, chochole stroje maskujące, Polska odmieniona przez wszystkie przypadki po stokroć, wszystko skąpane w surrealnym pomieszaniu snu, rzeczywistości i pomieszaniu zmysłów...Szahid z Kujaw tak realny wróg, jak syryjscy terroryści, płynący pontonem by zabrać Europie tożsamość i inne imaginacje. Sikorska – Miszczuk, co widać uwspółcześniła tę Szajbę sprzed 11 lat, nie zatraciła jednak uniwersalności. Terroryści z Kujaw nie są krzywym zwierciadłem ISIS, a raczej projekcją, jak Mister Ble nie jest żadnym konkretnym: kacykiem, prezesem, premierem, prezydentem...

Tak było by łatwiej, pozyskać tani poklask połowy widowni i wkurzyć drugą połowę. Liber nie stawia emocji nad teatrem. Nie idzie także na skróty. Nie dostajemy tu wydruku 3D jakiegoś konkretnego polityka. Szajba u Fredry broni się przed Uchem prezesa i innym kabaretonem. Choć śmiejemy się dość gęsto, to raczej zestawienie mrożkowatości jasnej i iście polskiej surrealności codziennej. Polskiej, nie jest tu przymiotnikiem wartościującym, a raczej odnosi się do swojskiego, naszego surrealizmu, by uniknąć skojarzeń z naszością....To nie jest okazjonalny Alfred Kubin to surrealizm dnia powszedniego.

Tak początek z góralami i dziećmi, piosenka, do tego niemal sabałowe skrzypce Janko Niemczyka i Natalii Braciszewskiej – Kijak... Odklejone to jak Janosik, a jednak tak polski teatr to jest, jak Bogusławski, prawie. Pięknie operuje obrazem grupy aktorów Marcin Liber, reżyser znaczy...Takich działań grupą aktorów jest tu więcej, a niektóre cisną łzę...ten chór dzieci w pieśni o matce, przywołanie niemieckich obozów zagłady, szkolenie terrorystów...Jest moc.

- Nie, no jasne kurde nie lubię osobiście rzucania dziećmi po scenie by trochę poruszyć, albo nawet mocno poruszyć widzem. No bo jasne dzieci tak jak „świeże groby zawsze wzruszą, świeże groby wzruszyć muszą” - nie lubię tego i już. Kiedyś przyjaciele z Nablusu przysyłali mi zdjęcia skąpanych w krwi palestyńskich dzieci...bolało, ale jak miało nie boleć, skoro miało boleć, czasem musi, nawet w teatrze. Dobra tamto to były prywatne maile, a nie scena. Nie poczułem jednak nic poza wzruszeniem...Piękno tych szarych obozowych koców zarzuconych jak burki, dotknęło moich komórek piramidalnych hipokampu. Niemal tak mocno, jak apel poległych drzew, którym mnie zmroził Janko Niemczyk – przemocno.

Ta grupa dzieci z Akademii Młodego Muzyka nie jest żadną emocjonalną manipulacją. Reżyser wie co i po co robi. Jeśli wgniata w fotel jak choćby dziećmi słuchającymi Malali to robi to nie dla łatwizny, a dla mocy. Dzieci nie wykrzykują hasła Szachida z Kujwa, jest mocniej...jest cierpnąca skóra widza, gdy chór okutanych dzieci wykrzykuje o śmierci dla sprawy....o śmierci za Kujawy...

Koncepcja reżysera, mimo „teatru pomieszania” jest spójna. Jest w niej to co jest teatrem od zawsze: sen, wizja, absurd...Pojedyncze środki wyrazu, zabiegi artystyczne - czasem nieprzystające jak puzzle innego obrazka, mimo że wszystko na scenie momentami kipi: śmiechem, śmiechem przez łzy, ale i łzami, czy też kipi formami - klei się. Scala się ta polska Szajba u Fredry dzięki właśnie tej wizji i konsekwencji Libera.

- Przypuszczać sobie mogę co ma na myśli Marcin Liber, kiedy bierze na tapetę, znaczy na deski, Szajbę w dzisiejszej rzeczywistości. Guzik mi z przypuszczenia. Bo reżyser konsekwentnie mówi tekstem Małgorzaty Sikorskiej – Miszczuk o mechanizmie, o niepokojących zjawiskach, o polskiej żółci, nie o żółci prawej czy lewej. Za to mu dziękuję.

Zatem:

Ta wizja konsekwentnie realizuje się w dużej mierze dzięki składowym języka teatru.

Scenografia prosta, ale niezwykle wymowna. Industrial płotów i szajnowatość drutów kolczastych, przedziwne świątko-figury, i muchomory z misek w kropki...prosto zwyczajnie, dość dosłownie, a jednak spójnie z surrabsurdalnym realizmem. Mirek Kaczmarek zrealizował dość szorstko-oniryczną przestrzeń na granicy błogości snu i lęku koszmaru. I ten zakratowany wybieg...butelki z polska żółcią...

Kostiumy no ty mamy niezły Mixer. Grupa Mixer i Monika Ulańska rzuciła nam na scenę kolorowy bigos. Górale tacy góralscy, a kujawscy terroryści w strojach maskujących pożyczonych od chochoła Wyspiańskiego. Mister Ble uniwersalnie choć myśliwsko z pańska. Hans – sprytnie niby nie a jednak troszkę faszystowski kostium; gustowna laseczka i ta hitlerjugen myca...Tylko te ciepłe kożuchowe kapcie Natalii Braciszewskiej – Kijak warto pewnie na kierpce podmienić, choć może tak bardziej surrealnie miało być. Dzieci – oj pięknie zagrały te koce. Kolejny element wkleja się w wizję reżysera.

- Dobra, bo słodko się robi...idylla i teatr absolutnie idealny rysuje się w tej recenzji. Próbie recenzji, szkicu...No ale co mam dłubać w uchu, żeby coś wygrzebać? Po co?

Muzyka no to przecież Siekiera, pięknie zagrana przede wszystkim. Najpiękniejsze, najmocniejsze utwory z najpiękniejszej polskiej płyty lat 80. XX wieku. Mogła być lipa, z Siekiery bardzo łatwo zrobić toporyszek, albo kalkomanię. Nie, no kurde Filip Kaniecki/MNLS żadnego plastiku nie odstawił. To zabrzmiało, pięknie zabrzmiało. Generalnie: Idziemy przez las...i trzęsie się cały rząd...a interpretacja bo tak to trzeba nazwać Ludzi wschodu...Absolut.

Wiele nie zabrakło bym zaczął krzyczeć: czy tańczy tu madonna, czy jest tu jazda konna....czy zabił ktoś tokarza, czy często się to zdarza?....Ta Ta Ta Ta Ta.... Ta Ta Ta Ta Ta

Muzyka? Sztos, a nawet więcej stos. Ogień...Osobne muzyczne dopełnienie: dobra robota Janko Niemczyk i Natalia Braciszewska – Kijak z Akademią Młodego Muzyka.

Aktorzy i ich gra... Równo, dobrze. Poza jednym wyjątkiem, może nie jednym...

Zacznijmy od wyjątku. Fantastyczny Marcel Proust. Janko Niemczyk nie ma w tym momencie niby wiele do zagrania, takie proste pojawianie się to w loży, to z drugiej strony balkonu, przed płotami na dole przy scenie i podanie tekstu....Zamożny francuski mieszczanin, który znany jest raczej z poszukiwania straconego czasu – przemawia, a raczej po prostu mówi do Polaków. Nie kpi...choć nie słodzi...Ten tekst, to pojawianie się Janko Niemczyka – pewna życiówka. Kładzie cień, a raczej światło na Szajbę. Cholernie ascetyczna zrównoważona gra młodego aktora rozcina spokój widza w jeszcze jednym momencie. Apel poległych drzew przy tej prostej góralskiej piszczałce...Zgoda to jeden z najmocniejszych momentów gnieźnieńskiej Szajby, chyba najpiękniejsze ujęcie się za bezbronnością i brakiem winy drzew w historii polskiego teatru. To jednak Janko Niemczyk otrzymał ten moment jako zadanie od reżysera i sprostał zadaniu, pięknie sprostał.

- To jeden z tych momentów o których pisała Dorota Segda, ale przecież, kiedy puściłem beksę cichą na premierze, nie czytałem jeszcze aktorki komentarza na fejsie...

Czy ten wyjątek był jeden? Może po prostu Janko Niemczyk był najbardziej niespodziewanie tak dobry, taka niespodzianka. To nie ma znaczenia dla mnie. Nie było jednak wyjątku w drugą stronę, znaczy poniżej dobrego teatru, grania raczej nie było.

Michał Opaliński – tak. Ja... ja naturlich, Sehr Gut. Hans ma momenty piękne. Pełne aktorskiej prawdy, błysku i tego niemieckiego spontanu. Podobnie jak Niemczyk, ten „Niemiec” dobry Niemiec Hans ma wyrazistą postać, ma też świetne zabawy słowem, formą i historyczną ściemą do wygrania. Michał Opaliński jest niesamowicie absurdalnym Niemcem. To mocny element Szajby. Dostał od Marcina Libera kilka pięknych momentów i w jego wykonaniu są one piękne. Ten strzał w twarz śmiejącego się widza, taki strzał, że zaczynamy się dławić absurdalnością własnego śmiechu...Kiedy Hans – Opaliński przebacza nam Polakom, nawet to, że pozwoliliśmy niemieckie obozy zagłady nazywać polskim obozami zagłady - w kontraście do dzieci w kocach szarych, bardziej niż habit szarytki – jakby ktoś naciął kark i posolił ranę...Aktor Teatru Polskiego w Podziemiu wykorzystał wolność u Fredry.

Mister Ble dożywotni premier Polski. Roland Nowak, jest aktorem przewidywalnym. Przewidywalny można czytać – dojrzały. Rzemiosło aktorskie lepiej niż poprawne. Aparat głosowy i kultura żywego słowa bliska tak zwanej starej szkole. Cokolwiek to znaczy, jest dobrze, że tak jest. Równa konsekwentnie zbudowana postać, bez sinusoidy. Kilka ładnych momentów w rozmowach z Hansem, zwłaszcza. No i z Wiktorią też. Bez zawodu, po prostu gra sprawna i na temat. Aktor, który wie, że pięknie mówi i nie waha się tej pięknej mowy użyć.

Wiktoria – Katarzyny Strączek – dokładnie taka, jak być powinna. Wyrazista, choć postać tak jakby grała w dwa ognie. Pożądanie, momentami kipi, dziwnym trafem do 99 Groszy, który planuje zgładzić, obalić jej męża Mistera Ble i wyzwolić Kujawy. Dobrze zagrane zwłaszcza sceny dubbingowania filmu i rzeczywistości. Kilka mocnych momentów. Świetna gra niuansem słowa i dowcipem.

99 Groszy terrorysta z Kujaw. Paweł Paczesny, najbardziej zamaskowany talent tej Szajby. Dosłownie i niedosłownie. Świetny we wspomnianych już momentach dubbingowych. Jest też ten moment z dziećmi, które umarły dla sprawy, szczery, prawdziwie chwytający za serce. Czego chcieć więcej?

Zachar terrorysta z wielkim sercem. Sebastian Perdek; gościnnie nie pierwszy i nie ostatni raz (na szczęście) na gnieźnieńskich deskach. To dobry aktor, to i dobrze zagrał. Siłą Perdka również w Szajbie jest, ta dziś nieczęsta głęboka wrażliwość, ta zwyczajna ludzka, codzienna, a jednak umiejętnie przenoszona na scenę. Aktorstwo bez kątów ostrych, raczej gładka gra, nie pozbawia jednak Zachara dynamiki i faktury. Perdek, muzyk, czy prawa ręka Szachida z Kujaw: gra po prostu. Gra; czy nie o to chodzi w teatrze?

Jest tu ten szacunek do widza, ale też do postaci, jak łatwo byłoby zrobić z terrorysty kujawskiego z Ukrainy przygłupa, czy postać płaską jak placek z galaretką? Tak się nie dzieje, jest pełen wymiar, krwistość nie krew i jest kilka pięknych momentów.

Aspirant Teofil Guma, człowiek lojalny. Paweł Dobek wrósł już w zespół Fredry. Czy na długo? Czas pokaże i sezon transferowy. Żywy i martwy funkcjonariusz, zwłaszcza martwy - dotyka czułych sfer wrażliwości widza. Postać czytelnie tragiczna, mało tu zgrywy, kpiny, sporo fajnego aktorstwa.

- Pisałem już kiedyś, że chcę Dobka zobaczyć za parę lat, kiedy okrzepnie, dojrzeje, mam przeświadczenie, że nie sczeźnie. I nie chodzi to, o to, że obaj lubimy Siekierę. Jest rzetelny – a wiadomo nie chadzam do teatru na fajerwerki, te gasną po chwili.

Profesor Bralczyk, niezbyt dostojnie a jednak...Wojciech Siedlecki broni się zupełnie spokojnie. Rola pozornie łatwa, a jednak profesor Bralczyk, to postać rzeczywista, widz automatycznie porównuje. No i ten sympatyczny aktor ze scenicznym ADHD nie jest tak powolny, powściągliwie dostojny jak znany językoznawca. To prawda. Wcale to jednak nie wychodzi postaci na złe. Rzecz jasna sama postać i dysputa semantyczna tak absurdalna, jak terroryści z Kujaw...Nie mniej znalezienie innego klucza niż naśladownictwo to dobry wytrych.

Malala – dziewczyna z historią. Już samo wrzucenie w ten kujawsko-polski bigos postaci Malali i jej wszak rzeczywistej historii – zabieg mistrzowski, ale nie o tym teraz. Martyna Rozwadowska ma do opowiedzenia prostą, acz głęboką i poruszającą historię z życia Malali. I ona to robi – opowiada, nie cuduje, nie nadgrywa. Pełna świadomość, że to ta historia jest ważna, że zagra bez gry posród dzieci...

Wujek Antoniusz – kosmiczna postać, jak Kalinowski u Fredry, jest też kosmiczny. Tak to bywa, że aktor jest na scenie raptem kilka chwil, ale bez tych jego kilku chwil spektakl runął by jak domek z kart. Rodzi się pytanie, czy Wojciech Kalinowski gra bardziej postać, czy swój pomysł na siebie? Odpowiedź kompletnie nie ma znaczenia nie liczy się intencja a efekt. Ten jest celujący.

Zatem:

Reżyser do spółki ze scenografem, muzykiem, i kostiumowcami, ale też z autorką Szajby stworzyli fantastyczny świat. Siłą tego świata, siłą reżysera jest właśnie stworzenie świata, nie odgrywanie siermiężnej rzeczywistości społeczno-politycznej. Polska i Kujawy no i ci Górale - Libera kipią od teatru, od barw i półcieni. Paradoksalnie nie jest ta Polska tak żółta, jak ta realna. Fantastycznie rzeczywista w swojej momentami hiper surrealności. Skrzy się: nie, niechęcią, a troską; jest wzniosła i patetyczna na przemian z głupią i prostą, jest żywa, śmieszna i tragiczna, piękna i brzydka...Postaci zarysowane mimo wszechogarniającego scenę absurdu zbudowane konsekwentnie i logicznie. Przy takiej koncepcji teatralnego misz maszu wszystko jest niebywale spójne, trochę jak we śnie, w którym często kleją się, pasują do siebie elementy nieprzystające.

- Treść, odniesienia do rzeczywistości zostawiam każdemu z widzów z osobna. Streszczenia piszą z zasady PR-owcy, którzy muszą sprzedać spektakl. Jako człowiek daleki od bycia literaturoznawcą, nie będę oceniał też samej Szajby jako tekstu, jest to jak zawsze w teatrze jedynie pretekst, do stworzenia światów i opowiedzenia językiem teatru. Kiedy wyszliśmy z teatru, Ola (małżonka moja) powiedziała, że trudno mi będzie napisać tę recenzję. Poprosiła jeszcze bym już nie pisał o tych uchodźcach i o Islamie...Nie da się jednak zamknąć oczu.

Ta Szajba pokazuje wyraźnie, że nie istnieje gatunek political fiction. Nie może być gatunkiem literackim, bo my po prostu żyjemy w realnym political fiction, tak często chcielibyśmy powiedzieć: to się nie dzieje naprawdę, i tak często niestety powiedzieć nie możemy bo to się dzieje. Niezależnie od tego kto realnie jest Misterem Ble.

Wspaniałe pomieszanie i jakiś taki papier lakmusowy, pokazujący jak bardzo zabrnęliśmy w urojenia, w urojone wojny, strachy i lęki...budujemy te płoty, sadzimy muchomory - wmawiając sobie i innym, że to Czarne łebki. 

- Gdyby to jeszcze chodziło o Szahida z Wielkopolski, to mógłby być tak realny jak Szczun z Kareji.

Te piękne momenty koncepcji literackiej i teatralnej, sięgają szczytu w dobrym Niemcu, w tej odwróconej historii o miłości Niemców do Izraela, o ukrywaniu w czasie wojny miliona dobrych Niemców przez Polaków...I ten Hans przebaczający Polsce i Polakom wszystko co związane z hitleryzmem...Wystrzeganie się robienia sobie jaj z kraju i tego nad Wisłą i tego nad Brdą...Żadnego: Szyszko musi odejść! tylko apel poległych drzew...I płacz po drzewach...

Nic i nikogo ten spektakl nie obraża, tym większa jest jego waga. Taka konsekwencja pozwoli zapewne nie zniknąć Szajbie w zapomnieniu wczorajszej gazety.

- Nie wstałem od razu. Tak mam, nie chce i nie lubię w ważnych sprawach działać bezmyślnie. Owacje na stojąco to ważna decyzja - to znak. Po długim namyśle, jak większość publiki wstałem, do owacji. Nie mam pewności, czy wstałem dla całej Szajby, nie widzę rzeczywistości tak czarno. Szanuję Tymka, (mojego syna) za to że nie wstał. Chodzimy do teatru, a nie na polowania bo nie interesuje nas stado. Janko Niemczyk, Hans, Dzieci no i Siekiera, może też te muchomory grzyby w barwach narodowych – to jednak przyczyny tego, że wstałem. Tak jak pisałem, treść ta literacka, fabularna nie ma znaczenia w teatrze, większego niż pozostałe składowe Teatru. Nie jest tak jednak, że interesuje mnie sztuka o niczym.

Czasem gdy przychodzi podsumowanie szkicu recenzenckiego łapiemy się na tym, że słowa: dobry spektakl, muszą ustąpić. Nie wiem, czy to Piękny spektakl, miał momenty Piękne na pewno. Wiem jedynie, że to ważny spektakl i chyba o to chodzi, kiedy decyduję się oddać aktorom dwie godziny mojego życia, których nikt mi nie odda.

No i ta Planeta małp na koniec...Choć raczej winno się skończyć wcześniej. Trochę długo, ale dobrze. 

* Edmund Z. wybitnie prawicowy felietonista jednego z lokalnych portali

** O Apelu poległych drzew przeczytałem w komentarzu pod wpisem recenzującym na szybko Szajbę

PS.

To pytanie z tytułu: A gdyby przyszła do Ciebie Polska, i oświadczyła, że nie chce byś sie nią zajmował? zadaje Wiktoria Misterowi Ble, rzecz jasna odpowiedź pada: To bym jej nie posłuchał.

Wartość i waga Szajby u Fredry, to wcale nie fakt, że na widowni było więcej aktorów znanych z TV, czy teatrów w Polsce niż kiedykolwiek w tym teatrze. To jednak, też znamienne. 

Jarek Mixer Mikołajczyk

Zdj. Natalia Kabanow

Tagi: Teatr im. A. Fredry Szajba Marcin Liber

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00