• Start
  • Recenzje
  • PopPress /subiektywny przegląd prasy/wydanie I część I
  • Jarek Mixer Mikołajczyk

PopPress /subiektywny przegląd prasy/wydanie I część I

Już nawet był nagrany w formie vloga, ten poprzedni PopPress, jakoś tak zeszło i nie został opublikowany. Teraz, po premierze 62-200 Pawła J. Bakowskiego nie chcemy odpalać kolejnego vloga. Powodów jest kilka, po pierwsze, videoblogi z zasady są śmieszne, nie zamierzamy jednak robić sobie beki z prasy kulturalnej. Jest jej, znaczy tej, którą subiektywnie oceniamy za wartą czytania niewiele, podchodzimy do niej z szacunkiem i w okularach do czytania. W dziesiątkach tytułów można się zagubić, zwłaszcza, że więcej tu plew niż ziarna.

Jest jedna rzecz, której nigdy nie odzyskamy, straciwszy raz. Czas. Może więc komuś pomożemy tym subiektywnym PopPressem w nie-gubieniu, tego czego nikt nam nie odda na czytanie pseudo czasopism, które nabierają nas, że są kulturalne, opiniotwórcze, a są jedynie smażalnią promocyjno – marketingowej papki.

Regularnie czytuję Presto i Gazetę Magnetofonową, dość regularnie TOPOS, Jazz Forum, Glissando, Teatr Lalek. Rzecz jasna o Teatrze Lalek, pisywać raczej w PopPressie, nie będę i nie rzecz w tym, że mogłoby to zainteresować może ze dwie osoby. Koniec 2017 roku, przyniósł na moje biurko, spore przedwojenne po lekarzu weterynarii Stanisławie Kęsowskim: różowe Presto i fioletową Gazetę Magnetofonową. Lubię to. To znaczy mając 50 lat zaczyna się lubić kolory spoza palety podstawowej, ale też lubię te czasopisma. Zaczynamy, PopPress: wytłumaczę się dlaczego lubię to, a nie tamto. Więcej tłumaczeń się nie będzie, w kolejnych wydaniach same konkrety.

Jako fanatyczny laik w dziedzinie muzyki klasycznej polecam Presto. Nie reklamuję, nie promuję, a właśnie polecam. Za poleceniem idzie zawsze jakaś, być może osobista, sieć argumentów, za promocją z zasady nie idzie nic.

Presto (19) 3/4 2017. Jak zwykle, jest temat przewodni i to jest pierwszy z atutów. Czytelnik nie dostaje do ręki worka, ani koła fortuny z których ma sobie wylosować, coś dla Siebie. W Presto redaktorzy wiedzą co znaczy słowo redakcja. Nie myślę tu o składności językowej, dobrej korekcie a o świadomym kreowaniu pisma.

Intuicja czy raczej Instynkt, pięknie zestawiony z wiedzą czy też Rozumem. Niby na kontrze, jeden autor za, drugi przeciw...Ten spór, o którym wiemy, że generalnie prawda leży pośrodku w ujęciach wcale nieoczywistych.

Zanim jednak ten...to powiem tego...

Chwaliłem się bliskiej osobie, która wprawdzie, więcej przesiaduje w farbach, odczynnikach, szlagmetalu niż w nutach, chwaliłem się rzecz jasna nowym numerem Presto. - Fajnie wydane, ale to chyba nie dla mnie, wiesz pewnie za-głupia jestem w muzyce klasycznej – tak mi odpowiedziała. …

Presto to presto, nie ma tu „za-głupich”. Może nie jest to pismo dla czytelników Faktu czy Super Expresu. Raczej nawet na pewno dla nich nie jest. Tych jednak mamy z głowy nie zainwestują 15 złotych, powiedzmy raz na kwartał...

Presto w nadtytułach nieco wyjaśnia, że nie jest jedynie o muzyce, bo jeszcze: film i sztuka.

Wstępniaki, bywają nudne. W niektórych periodykach, pominąć należy by nie cisnąć w kąt całego numeru. W „różowym” Presto Kinga Anna Wojciechowska – redaktor naczelna stawia pytanie o motywację. Sama odpowiada jednak na postawione pytanie: Dlaczego to robimy?

- Pierwotne instynkty obudowaliśmy grubym murem wiedzy. Nie chodzimy już boso, nie patrzymy w niebo. W lesie boimy się wściekłych lisów, kleszczy. Nawet jagód prosto z krzaka nie zjemy w obawie przed chorobami. Nie miewamy prawdziwych przeczuć ani proroczych snów. Wierzymy tylko w to, czego dotkniemy – pisze Wojciechowska. Dużo ważniejsza jest jednak ta deklaracja trochę na przekór, na przekór bylejakości i pośpiechowi...Wskazuje, że ratunkiem jest sztuka...

- Wydaje papierowy magazyn, choć wszyscy mówią, że ten nośnik to przeżyte, bo dziś wszystko co opłacalne, jest cyfrowe. Robię to ponieważ...Ufam, że sztuka zbliża nas do źródła. Do istoty tego co ważne, a o czym zapominamy lub o czym na co dzień nie chcemy myśleć. W życiu ciągle ścierają dwie siły: miłości i śmierci. Tylko w przestrzeni między nimi możemy tworzyć – wyjaśnia motywację Presto naczelna.

Ja taką motywację przyjmuję, tego szukam, kiedy chodzę przez tydzień lub dwa z jedną płytą w discmanie, katuję, obcując z nią powoli by móc bezśpiesznie napisać recenzję. To też się nie opłaci, jak nasze popcentralne dziennikarstwo obywatelskie w kulturze, a jednak też „ufam, że sztuka nas zbliża do źródła”.

Tuż po fantastycznej i oczywistej, choć tak rzadkiej dziś: zdrowej motywacji. W Prologu dostajemy Kontrapunkty. Taki dwugłos w sprawie, trochę spór, czy raczej dywagacje akademickie. Nie jest to jednak spór o wyższość Świąt Wielkiej Nocy od Bożego Narodzenia. To co ważne rodzi się gdzieś pomiędzy wypowiedziami autorek: Kingi Anny Wojciechowskiej i Mai Baczyńskiej. W tym co słuchacz w sercu swym dośpiewa, gdzieś pośrodku pomiędzy instynktem, a doświadczeniem – rozumem. Pośrodku, bo życie w zgodzie ze sobą jest niezbędne by żyć czyniąc siebie a przez to innych lepszymi.- Naukowiec i artysta muszą być indywidualistami, żeby móc być pionierami, otwierać drzwi, o których istnieniu nikt nie miał nawet pojęcia. Koszt jest wysoki, ale na koniec zyskują wszyscy – i jednostka i społeczeństwo – konkluduje Baczyńska.

Prawdziwy artysta się nie uśmiecha – przewrotna teza w tytule artykułu Luizy Borowiec, prowokacja. Pięknie obnażona ignorancja artystów wobec odbiorcy. Artystyczne obojniactwo samowystarczalności...To artyscie ma być dobrze, spokojnie, cicho, bo to on...nie widz, słuchacz jest prawdziwym adresatem jego własnej sztuki. Ładnie pani pisze o wierszoklecie Arturze Andrusie i o tym, że Mozart nie podchodził na kolanach do swojej sztuki. Bawił słuchacza. Beethoven nie uczył fortepianu studentów tego instrumentu, którzy mieli być doskonale perfekcyjni i poważnie, ale panienki z domów arystokracji, które miały cieszyć siebie i gości swoją grą...Nadczłowieczość artysty taki balon wypełniony helem, który pęka na pierwszym drzewie...Prawdziwych artystów, zarówno wśród wykonawców jak i wśród publiczności znajdziecie jeszcze czasem na wsi, blisko natury, tam gdzie wciąż muzyka to nie tyle sztuka, co potrzeba serca.

Garść informacji o niebagatelnych wydarzeniach. Po nich choćby Niebagatelne rozmowy w nich z Małgorzatą Polańską i Lechem Tołwińskim. Naczelna odpytuje twórców firmy fonograficznej DUX, ponownie sporo tu o motywacji. Silnej prawdziwej i o próbie łączenia muzyki nazwijmy klasycznej z biznesem, który jednak jest bardziej pasją. Ważne słowa: Muzyka jest potrzebna. To się nie zmieni.

Kiedy motywem przewodnim jest instynkt (w domyśle muzyczny również) właściwym rozmówcą staje się Philip Ball – autor książki Muzyczny instynkt. Rozmowę bardzo zgrabnie poprowadził Władysław Rokiciński. Teza jaką stawia Ball może dziwić (zwłaszcza człowieka, który choć słyszy - nigdy nie zaśpiewał, ani jednego czystego dźwięku): Jesteście muzykalni. Nic na to nie poradzicie...

E no i co z tą trudnością tekstów o muzyce klasycznej?

Kurcze nie znajduję. Za to sporo niezwykle dobrej polszczyzny, ciekawych tematów również dla rockowo-jazzowego lumpa intelektualno-towarzyskiego. Estera Prugar rzucając światło na mrok, który każdy nosi w sobie,(cieszy serce psychofana Iana Curtisa, którym jestem od 11 roku życia). Pewnie więc mam w sobie sporo mroku, nie flirtuję jednak z ciemną stroną mocy. Mrok bez destrukcji też jest możliwy, ale artysta totalny zawsze zapłaci cenę...Depresja, jest jedną z cen, bycia nagim przed publiką...Dobre wspomnienie tego dramatycznego wystąpienia wspaniałej złamanej jednak przez depresję Sinead O'Conor. Ważny tekst. - Depresja i zaburzenia psychiczne nie są powodem do wstydu – napisano pod artykułem. Żadnego absurdalnego pierdu-serdu w stylu weź się w garść...Dziękuję za ten tekst, za nie pomylenie chandry z poważną i czasem śmiertelną chorobą, w której boli nawet to, co boleć fizycznie nie może, a ten ból nie jest urojeniem.

Odpoczynek przy rozmowie z Olą Trzaska. Dobry kawałek wywiadu i to czego zazdroszczę bez zawiści: - Ja nie chodzę do pracy, ja w niej jestem. Przy okazji – polecamy płytę Amulet.

Muzyk na krawędzi – polecam ten artykuł zwłaszcza publice, która czasem dusi artystę, onieśmiela, jak choćby Chopina. Każda nowa partytura, nowa kompozycja, kolejny koncert to nieustanne zdawanie testu – stres. Ładnie Martyna Kaźmierczak przechodzi przez Chopina i jego wręcz sparaliżowanie przed koncertami...pogodzenie się ze stresem opisuje Michał Barysznikow – tancerz – maestro. Bywa jednak różnie, bo ten stres artysty to także wyrzut adrenaliny...Zdroworozsądkowy cytat z Emanuel Ax – Granie na fortepianie to nie operacja mózgu. Jeśli nie pójdzie mi dobrze, nikt nie umrze.

Natomiast Renee Fleming po pewnym incydencie z gwizdami przez ponad rok czuła wchodząc na scenę jakby pochłaniał ja ciemny tunel.

 

Chodziłoby o zachowanie tożsamości - rozmowa z mistrzem Januszem Prusinowskim. Trudno, szukać osoby bardziej kompetentnej by mówić o związkach natury i kultury. Katarzyna Goszcz pyta między innymi o smak muzyki tradycyjnej...- Tak chyba jest w ogóle z kulturą ludzką, że ona wyrasta na jakiejś glebie. Przynajmniej do tej pory tak było - mówi Pruślinowski. Pięknie też mówi o pewnej sukcesji pamięci, o tym, że granie i śpiewanie tradycyjnych pieśni jest swego rodzaju przywoływaniem, tych, którzy je tworzyli i grali przed nami. 

To tylko niektóre subiektywnie wybrane artykuły. Rzecz nie w tym, żeby streścić, też nie idzie o jakiś tekst marketingowy czy promocyjną papkę. Zostawmy więc pirdulajdum klajstrum i po prostu czytajmy to co ciekawe, co proste i zrozumiałe, a jednocześnie przynoszące jakiś intelektualny zysk. Ufam, że sztuka nas zbliża do źródła.

Jedyną rzeczą, która tracimy bezpowrotnie jest czas. Presto nie jest stratą czasu

zdj. www.prostoomuzyce.pl

Pierwsze wydanie PopPress pozwoliliśmy podzielić symetrycznie na dwa, choć jak mawiał Marek Tybór – symetria jest sztuką głupców. Druga część już we wtorek 2 stycznia. Rzucimy w niej okiem na ostatni w 2017 roku nr Gazety Magnetofonowej.

Jarek Mixer Mikołajczyk   

Tagi: PopPress Subiektywny przegląd prasy Presto

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00