• Start
  • Recenzje
  • Metropolis – Czerwie/Pomiędzy rozumem, a rękami muszą być czerwie/szkic recenzencki
  • Jarek Mixer Mikołajczyk

Metropolis – Czerwie/Pomiędzy rozumem, a rękami muszą być czerwie/szkic recenzencki

Metropolis, to taki kanon odrzuconych. Mowa rzecz jasna o filmie Frantza Langa. Ekspresjonizm siadł Niemcom jako gatunek, film Metropolis już niekoniecznie. Dziś jednak wraca się do niego. Dla uczciwości, o filmie jedynie nadmieniliśmy, choć płyta zdaje się być nierozerwalnie z nim związana. Ten szkic recenzencki jest próbą oceny płyty Czerwi i ich kompozycji, a nie spójności z obrazem filmowym.

Miałem przyjemność słuchać Czerwi grających do innych filmów i to żre. Metropolis z Czerwiami przed ekranem - niestety jeszcze nie widziałem.

Czerwie, to kapela grająca coś, co w nieistniejącym już Magazynie Zbożowym GS w Mogilnie określano muzyką pozaradiową. Zapewne, ta muzyka obroniłaby się, przynajmniej w pasmach wieczornych rozgłośni radiowych. Trudno jednak powiedzieć, czy obronili by się, przy niej dzisiejsi prezenterzy radiowi. Nie da się przy graniu Metropolis opowiadać o: sztucznych cyckach jakiejś gwiazdki, albo kolejnych butach Margaret.

Jeśli więc Czerwie, to muzyka pozaradiowa, to ta, ma się dobrze i potrzebuje słuchaczy, a nie medialnego pirdum świstum.

 

Zatem?

Okładka? Czysta graficznie, czerń, biel i ich pochodne szarości. Ewidentne nawet dla filmowych abnegatów nawiązania, do filmu. Papier zawsze jest bardziej szlachetny w dotyku niż plastik. Żadnych książeczek, w których zespół tłumaczy jak rozumieć, jak słuchać, a przy tym jeszcze pozdrawia wszystkich możliwych ziomków. Czerwie szanują słuchacza i siebie – to jest ważne.

To lubię, dostałem płytę w dobrze zrobionej okładce: cienkiej, bez tandety, bo istotna jest płyta, a nie z kim zespół się brata i że dziękuje cioci i Zenkowi z warzywniaka, co dał 1000 zł.

Zatem

Niezwykła spójność płyty. Wynika z podporządkowania filmowi, który wyznaczył nie tylko tempo, formę i ramy poszczególnych części płyty, też całej kompozycji (najprawdopodobniej, choć piszę to intuicyjnie, na ucho, nie z nut). W przypadku Metropolis - Czerwi, tak właśnie, jako pewien rodzaj transowej suity rysuje się krążek. Intermezza taneczne i nietaneczne stanowią ciąg. To, że nie mamy tu: menueta, czy gawota, a mikro kompozycje budujące całość bliżej są bolera, niekiedy fugi - nie ma tu znaczenia...Naprawdę, rzecz w tym po prostu, że płyta stanowi całość, logicznie wypływa tu jedno z drugiego... Powrót do przeszłości, kiedy płyty były pełne namysłu nad: rozłożeniem akcentów, dramaturgią czy kolejnością utworów, a nie przypadkowym zbiorem aktywności artysty; kompilowanym, niezależnie od siebie i raczej losowo.

Lubię napisać coś o każdym utworze na płycie. Tak po prostu, z uczciwości. Wiem, dziś tendencje odwrotne dyktują mistrzowie Twitera. Krótko, celnie – jasne, że można błysnąć jednym zdaniem. Nie powiem, że nie umiem. Po prostu, nie chcę. Popisy na miarę testów do MENSY gubią rzetelność. Takie jest moje zdanie.

Zatem

Poświęcanie czasu to jedyne, co tak naprawdę możemy dać komukolwiek, reszta jest bez znaczenia. To właśnie czasu nikt nam nie odda. Raz ofiarowany nigdy nie wróci.

Zatem

17 mgnień Metropolis

Szychta – nie da się ukryć wciągający trans, powolny...Powtarzalność krótkiego bolera i nieuniknione, choć pewnie założone przez Czerwie, podobieństwo do „sennych mandarynek”. Bardziej ludzkie granie, mimo pewnej automatyki. Elektroakustyka to jednak nie kalka Tengerine Dream. Orientalny rys i potoczystość kompozycji... Szychta zaciekawia, zaczyna hipnotyzować: klawiszem i rytmiką jak z pogranicza (stylistycznego) hindusko-arabskiego. Preludium? Dłuższa przygrywka? Delikatnie schodzi ten utwór, zanim się neurotycznie rozkręci.

Maria – Taki minilal synth popowy początek, niezwykle płynnie wchodzi w motorykę legendarnego Tria Keitha Jarretta, przede wszystkim melancholijne piano, oszczędne, transowo powtarzalne...Bas i tablo-podobne tła rytmiczne...Chciałoby się by: to powolne, nieznaczne nabieranie tempa, potrwało...Nie trwa, ale się też nie kończy. Marię ucina, może nawet brutalnie automatyczna Fabryka

Fabryka – to niezwykle czytelny dowód, na tę spójność zwrotów akcji na płycie. Nie potrzeba widzieć filmu, by zauważyć zmianę dramatycznej warstwy płyty. Początek totalnie synth popowy, choć te dzwony oldfieldowe, nie dehumanizują tego fragmentu. Automatyzm rytmu w połączeniu ze wspomnianymi dzwonami i synth popowym powietrzem kołyszą bezwiednie słuchaczem. Tak bezwiednie jak pracuje się na taśmie?

Miasto – tęskna przestrzeń, to miasto, trochę jak Ballady na koniec wieku, Adamskiego liryczna podróż, w przeciwieństwie do Siekiery bez słów. Miasto, które się budzi, ale raczej nigdy nie zasypia. Powietrze syntezatorów i orientalne tła budują - obraz miasta widzianego z półsnu na latającym dywanie* Gitara trochę Osjanowa.

Ojciec – kolejny moment, w którym, bez wątpienia jedno wypływa z drugiego. Minimal-rytmiczny, raczej budujący klimat na brzmieniu, niż wygibasach i napierdalankac, zatopiony wręcz w równie minimalistycznym klawiszu fragment. Pewnie tak grałby dziś Erick Satie. Prawie nie-grane to, a jednak chrobocze pod czaszką. Cudownie podskórny numer.

Meldunek mistrza – echa tego co najlepsze, czyli muzyki niemieckiej rozpiętej pomiędzy Stockhausenem, Kraftwerkiem, Schmicklerem i kolońskim graniem Paula Wirkusa**Gdyby odciąć się w zupełności od filmu, po prostu lodowa kraina. Cudowne nieemocjonalny kawałek, który wybucha, totalnym niepokojem słuchacza, kiedy już milknie, powraca jak natrętny flashback długo po wyłączeniu odtwarzacza.

Naukowiec – ehh jak szarpie układ nerwowy ta gitara, jakby ktoś spowolnił drapieżność starej punkowej Siekiery...

„Gdy po schodach płynie sobie 
Ciepła ludzka krew 
Karzeł ciągnie zwłoki kobiet 
Lubi damską płeć 
Matko moja, spójrz przez okno 
Wszędzie śmierć i krew 
Idzie wojna, idzie wojna 
Idzie krwawa rzeź „

Wiem tego tam nie ma, ale co zrobić, kiedy ja to tam słyszę?

Kipi ten utwór erudycja muzyczną Czerwi: psychdela, jak patyna cudownego niemieckiego i tylko niemieckiego gatunku – krautrocka (wszyscy inni, którzy mówili, że grają krautrock, kulali babole i pluli na odległość). Jako echo, u Czerwi się broni. Nikt tu nie udaje, że jest Holgerem Czukayem, czy Liebezeitem. Niesamowite slow, kawałka i te pętle nie dokończone i chyba nigdy na dobre nie rozpoczęte...Żadnego dreprania, zakrzykiwania, miotania się – czysto, bez pospiechu. Piękny fragment.

Hel – wspaniale żonglują Czerwie tłami. Inny rodzaj transu, inna powtarzalność... Złowróżbna zapowiedź czegoś, co może nie nastąpi. Odrobina zimnofalowego grania otulona jest syntezatorami. I te długie dźwięki około 4 minuty...Nie trzeba budować ściany dźwięku, by poruszać.

Metropolis – multiplikacje, brak pospiechu i echa mogą przywodzić na myśl klimaty od Pink Floyd nawet po Gong. Tyle że, tamci panowie takie rzeczy lubili przeciągać do bólu, Czerwie dają nam tylko 42 sekundy. Tyle ile trzeba.

Katakumby – pozorne muzyczne niedzianie się nic, przerywane dźwiękami jak z Załogi G.,... Do tego mruczący bas, klawisze pomiędzy burdonem, a najniższymi smyczkami i prawie moogowe wstawki...Jak tu się cudownie nic nie dzieje...

Porwanie – sekunda pozytywkowego wejścia i płyniemy niemal pustynnym orientalnym rytmem. Neurotyczne, dość mroczne tła. Niepokój gęstnieje elektroniką w drugiej części kawałka.

Laboratorium – monumentalny minimal.  Zagrana z nerwem gitara, przecięta elektroniką, która zatapia w trans mechanicznym, nienachalnym rytmem. Narasta by jednak nie wybuchnąć. Taki sen, który mógłby być, koszmarem, a jednak nim nie jest.

Furioso – jakiś wyciszony utwór. Jeśli jest wkurwem, to raczej półsennym, a może bezsilnym.

Bunt – jeśli to dekonstrukcja, to niezmiennie powolna, oniryczna i mroczna. Kanding Ray, Tarwater, Loscil skojarzenia mimowolne. Jeden z kolejnych kawałków, gdzie klawisze nie boją się czarować bardzo powolnie, a rytm buduje trans, gdyby pozwolić się rozwinąć do końca - mielibyśmy bolero z niepokojem Wojny światów.

Śmierć maszynom - płynie z Buntu, rozwija wątki w nową stronę. Bardzo współczesne brzmienia. Inny trans, inna dynamika, więcej, mocniej i syntetyczniej. Zejście mroczne apokaliptyczne, mahlerowsko: Piękne.

Chaos i zniszczenie – postapokaliptyczny krajobraz dźwiękowy.

Objawienie – nadzieja w krainie industrialu. Lekko wstukiwany rytm i jasne syntezatory. Chwilami Biliński, ale nie razi. Jest wiosennie, dobrze. Katharsis już za nami.

Zatem?

Płyta Metropolis jest zadziwiająco spójna, mimo że to zapis live z kilku koncertów. Wszystko mocno siedzi w ramach. Czuje się, że muzycy za każdym razem grają to inaczej, że nie jest to podejście filharmoników...Nie ma tak, że nutka w nutkę musi wejść, a jednak dźwięki siedzą w punkt. Taka transpozycja Metropolis bardzo rzetelna, choć nie o przesuwaniu interwałów mówimy. Płyta ogólnie rzecz biorąc transowa, a raczej transsująca. Czerwie nie ogłuszają, dźwięki płyną spokojnie, to co dzieje się, nawet jeśli bywa neurotyczne, jest obok, bo to przecież muzyka towarzysząca, jest...Wystarczy jednak prosta decyzja: wchodzę w to! Wtedy płyta zahacza percepcję, wkręca, wymusza wtopienie się w ten powolny odlot – slow emotions. Nieśpieszna, bardzo dobra płyta, niby muzyka służebna, a jednak wielofunkcyjna.

"Pomiędzy rozumem, a rękami muszą być czerwie" - przesłanie filmu Metropolis

* skojarzenie raczej absurdalne - mimowolne

** Polski muzyk, perkusista i elektronik, wpisał się w nurt muzyki Kolonii

Jatek Mixer Mikołajczyk

 

 

Czerwie – Metropolis

Czerwie Records 1017

1 Szychta

2 Maria

3 Fabryka

4 Miasto

5 Ojciec

6 Meldunek Mistrza

7 Naukowiec

8 Hel

9 Metropolis

10 Katakumby

11 Porwanie

12 Laboratorium

13 Furioso

14 Bunt

15 Śmierć maszynom

16 Chaos i zniszczenie

17 Objawienie

Wojtek Zaborowski – syntezatory, mac

Maciek Kudłacik – gitara, mandolina, trąbka, syntezator

Paweł Zawarus – perkusja, roland pad loopy

Piotrek Bogunia - bass

Tagi: Czerwie Metropolis

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Pokot

Kino Helios
Czwartek 4 stycznia 2018
godz. 18:00

Ptaki śpiewają w Kigali

Kino Helios
Czwartek 11 stycznia 2018
godz. 18:00

Twój Vincent

Kino Helios
Czwartek 25 stycznia 2018
godz. 18:00