• Start
  • Recenzje
  • Feministyczna petarda dla ludu /„Feminopolo” Gang Śródmieście/
  • Kamila Kasprzak - Bartkowiak

Feministyczna petarda dla ludu /„Feminopolo” Gang Śródmieście/

Ta płyta była jak grom z jasnego nieba. Jak objawienie. I aż zachciało się sparafrazować cytat pewnej Siostrzanej Duszy, że „przypadła mi do gustu już od pierwszego utworu. Wiedziałam nawet, że mi się spodoba, jeszcze zanim wzięłam ją do ręki”. Jednak może nie powinnam się dziwić, bo też trudno nie dostrzec, że dla wolnościowych działań w naszym kraju, jest paradoksalnie coraz lepszy klimat. Choć z drugiej strony zaskoczenie było, bo ów krążek przekazał mi raczej... konserwatysta. Jeden z nielicznych, których szanuję.

Gang Śródmieście to więc nowa jakość na muzycznej mapie, która jak utrzymują jego założycielki, narodziła się dokładnie w Dzień Kobiet tego roku i nawiązuje do tradycji żeńskiego gangu, co grasował po Warszawie na początku XX wieku. Drążąc dalej temat, obecne kontynuatorki tej „przestępczej schedy” powołują się też na kodeks swej „szajki”, która miała bronić przed przemocą, wymierzać sprawiedliwość i walczyć o swoje prawa. Natomiast dziś realizują go przez współczesne protestsongi tworzone na podstawie mailowych historii wysyłanych im przez inne kobiety.

Dla mnie jednak po pierwszych przesłuchaniach Gang zdaje się czymś pomiędzy odwołującą się do międzywojnia kapelą Hańba, a performatywno-muzycznym duetem Siksa. Od tej pierwszej bowiem zdaje się brać swe buntownicze nawiązanie do przeszłości i punkową energię, zaś od drugiego feministyczny rdzeń i performatywne ciągoty. Z kolei tekstowo mamy do czynienia z zaangażowaniem najwyższej próby, czyli zdecydowanym, zadziornym i bliskim serca oraz muzycznym koktajlem różnorodnych i pozornie niepasujących dźwięków, które najogólniej określiłabym disco-rockiem (!). Tyle, że zanim bliżej przyjrzymy się płytowej zawartości, słówko jeszcze o jej twórczyniach. Gang bowiem tworzą trzy dziewczyny, czyli multiinstrumentalistka Nela Gzowska, basistka i wokalistka Magda Dubrowska oraz muzyczka i aktorka Karolina Czarnecka. Warto dodać, że ta ostatnia podbiła kilka lat temu internet niesamowitą interpretacją piosenki The Tiger Lillies znaną u nas jako „Hera, Koka, Hasz, LSD”. I przyznam szczerze, zastanawiałam się wtedy czy to jednorazowy strzał czy jednak prawdziwy talent. Na szczęście wyszło to drugie, bo znów przypadkiem trafiło się na teatr i kabaret Pożar w Burdelu, a teraz to wszystko potwierdzają wspaniałe, gardłowe wokalizy artystki. Zatem do meritum:

Tytuł i okładka – tytuł „Feminopolo” na pierwszy rzut oka mógł wystraszyć każdego, kto z pewnym gatunkiem muzyki woli nie mieć nic wspólnego i żeby nie było nie przez wyraz wyższości, tylko powiedzmy, bogactwa doświadczeń z którego wynika, że świat dźwięków jest jednak trochę bardziej skomplikowany i wcale niepozbawiony tanecznej nuty. Ale nie! Ten album nie straszy, bo jego twórczynie są świadome użytej formy, która jednocześnie jest przystępna i prosta, a do tego ma liczne domieszki punka, techno, rocka czy nawet psychodelii oraz szantowej pieśni. Nad tym wszystkim zaś unosi się lekki i radosny duch ery disco z lat 80., któremu towarzyszą przyjemne pomruki gitary – stąd też disco-rock! Natomiast teksty to serce bez którego wszystkie te interesujące dźwięki byłyby tylko „ładną melodyjką”. O kobietach i dla kobiet, choć nie tylko. Słodko-gorzkie, aluzyjne, ironiczne i prawdziwe, bo zrodzone z realnych opowieści. Społeczno-polityczne, rodzinne albo sentymentalno-genderowe. Dla każdej i każdego! Zatem jeśli kiedyś znany publicysta ekonomiczny Rafał Woś apelował o bardziej popowy przekaz progresywnych treści to już nie musi się martwić, bo Gang Środmieście robi to znakomicie! A okładka? Najprostsza i najlepsza jak tylko może być. Po prostu flamastrowy zarys kobiecych piersi. Atrybut i symbol. Sexy bez seksizmu.

Sprawy niewieście – bardzo udana inauguracja, czyli kilka słów o tym po co ten cały Gang: „Gang Śródmieście, sprawy niewieście, Śródmieście Gang na lęk na strach” i już na dzień dobry obalonych kilka patriarchalnych powiedzonek, że „złość piękności nie szkodzi” albo „Bóg w dzieciach nie wynagrodzi” Bardzo melodyjna i klimatyczna gitara, która cały czas trzyma rytm.

Saszka – tym razem zaczyna się „miękką perkusją”, a wcześniejsza gitara zyskuje mroczniejszy odcień. Tekstowo zaś cel w stereotypy na temat kobiecego biustu, a dokładnie tego „zbyt obfitego”. Mamy więc niewesołą opowieść tytułowej Saszki zwieńczoną rymowanym i przez to jak większość piosenek na płycie lekkim, lecz podszytym goryczką refrenem: „Zmniejszyłam sobie cycki, skróciłam biust, zmniejszyłam piersi, czy zhejtowałeś mnie już?” Choć najlepsza rzecz i tak dzieje się w finale gdy bohaterka w nieco Siksowej manierze broni swej decyzji by wszystko wygasić niemal demonstracyjnym hasłem „wolność piersiowej klatki”.

Discopolka – hit i to nie tylko dlatego, że promuje płytę, lecz łączy w sobie cudownie taneczne bity z równie ważnym i podanym humorystycznie tematem. Bardzo dobrze słychać tu, że dziewczyny mają świetne wyczucie co do szalonej, energetycznej muzyki i błyskotliwe „oko społeczne” oraz cudowny dar łączenia ze sobą postaci, skojarzeń i faktów w tekście. I może znów warto zacytować refren: „Już nie matka tylko discopolka. Już otwarta czarna parasolka. Już nie kura tylko łabędzica. Dziś kobiety rządzą na ulicach”. Jednym słowem genialne zestawienie kobiecej emancypacji z odwagą w publicznej sferze, wyzwolenia jednostki z potrzebą zbiorowej manifestacji. Niesamowita przemiana ofiarnej roli Matki-Polki i pogardliwej „kury domowej” w roztańczoną Polkę-łabędzicę wsparta siłą Czarnego Protestu i „tłustym bitem”. Emma Goldman, znana feministka i anarchistka powiedziała kiedyś „Jeśli nie mogę tańczyć, to nie jest moja rewolucja”. Z „Discopolką” rewolucja na pewno się uda!

Ewa – mały spadek formy, ale może tak ma być. Bo choć muzycznie to całkiem udany rockowy mix, to z treścią mam trochę problem. Po cóż bowiem odwoływać się do opowieści o stworzeniu świata by opowiedzieć o tym, że część kobiet marzy o założeniu rodziny i miłości dzięki której nie będą samotne? Poza tym fragment: „Ślub mielibyśmy w kościele, zabawa z wujami w niedziele w zajeździe Ostoja. Samotność to moja zmora.” brzmi raczej jak życiowy przymus, lecz, i tu na plus autorek, niestety też bywa częścią rzeczywistości. Jednak możliwe, że przez swą ucieczkę od pewnych schematów coś przeoczyłam, choć zaręczam, że znam dziewczyny, które mają ciekawsze historie do opowiedzenia w podobnym temacie.

Lakierki – sentymentalna podróż podbita zjawiskową techno-punkową nutą do czasów młodzieńczych buntów przeciw ustalonym normom. W tym przypadku dotyczącym galowego stroju do szkoły. Przy czym mały-wielki problem nastolatki zostaje tu okraszony brudnymi i zarazem wyrazistymi dźwiękami oraz cudnie wyolbrzymionym tragizmem w refrenie: „Błyszczące lakierki po nocach mi się śnią, pięty obdarte ociekają krwią. Koronkowa bluzka, spódnica plisowana na zawsze w mojej głowie jak otwarta rana.” Temat, który mimochodem skojarzył mi się z literacką wyprawą do przeszłości Anny Cieplak, czyli „Latami powyżej zera”, które Gangowi też mogą dostarczyć inspiracji.

Przesilenie – kolejne zaskoczenie, czyli kompletnie nieoczywista ballada. A może pierwsza antyballada o wiośnie, która wbrew pozorom bywa ulubioną porą samobójców, a następujące wtedy przesilenie podobne jest do kaca. Pięknie i trochę rzewnie wyśpiewana rzecz z poetyckim tekstem: „Wiosną, wiosną rzeczywistość czyści sen, rzeczywistość ma kaca”. W sam raz na podchmielony taniec przytulaniec nad przepaścią.

Gary – czyli hit nr 2! Zarówno muzycznie jak i tekstowo, gdzie tym razem wręcz hip hopowy bit podbija krótką, ciętą gitarę, a cała opowieść w prześmiewczo-ironiczny sposób rozprawia się ze stereotypami na temat kobiet grających na rzekomo „męskich instrumentach”. Wszystko to zaś zwieńczone pyszną zabawą dwuznacznością słowa „gary”, które znajdziemy jednocześnie w kuchni jak i na scenie w postaci perkusji. Antoni Słonimski i Julian Tuwim byliby dumni! A oprócz tego jeszcze tekst, który w większości jest mówiony, a nie śpiewany oraz celuje w tych wszystkich macho, co wiedzą, gdzie kończy się feminizm...

Porno – trochę inaczej wyobrażałam sobie kawałek na ten temat, ale może to kwestia skojarzeń. Niemniej jednak mocno zapętlone oraz intensywne dźwięki na pewno ułatwiają wczucie się w klimat szybkiej podniety, której szuka się w pornograficznych produkcjach. Poza tym bardzo dużo „brudu” w tekście i nieodparte wrażenie, że kobieta mimo wszystko musi być „męska” żeby oglądać porno. Tyle, że dla przeciwwagi jest jeszcze ładna pochwała autoerotyzmu niczym u Marty Frej i na końcu nadzieja, że „seks będzie piękny”.

Kobiety na falach – olśnienie nr 3! Kapitalny zamysł żeby o prawie do decydowania o sobie opowiedzieć za pomocą szanty! Najbardziej zjawiskowa i melodyjna manifestacja hasła „Moje ciało, mój wybór” oraz najpiękniejsza „reklama” tytułowej inicjatywy dla której ten utwór Gangu mógłby stać się hymnem. Choć może lepiej hymnem wszystkich Polek, które zajdą w nieplanowaną ciążę... Instrumentalnie zaś mamy porywającą i radosną gitarę, równie dynamiczny rytm wybijany przez tamburyn, a nawet harmonijkę i szum morza.

Pajacka – muzycznie bardzo mroczne techno, a tekstowo niesamowita wycieczka w jakieś surrealne rejony. Hipnotyzujący bit i szybkie tempo współgrają tu z opowieścią dziewczyny – Pajacki, która błąka się po mieście i próbuje zdefiniować swoją tożsamość: „Zraniony gad jestem, trochę większy kot, kukła na patyku, wypchany pstrąg.” W sam raz dla queerowych buntowniczek.

Szpadel – jest i hit nr 4! Tym razem psychodeliczne brzmienia, które chwilę później zmieniają się w ciężki miarowy rytm, by w kolejnym momencie przybrać bardziej rozbujaną hip hopową formę. Właśnie, hip hopową, bo całość staje się oryginalnym i jakby znanym podkładem pod znakomite rapsy szkalujące patriarchat we wszystkich jego postaciach! Jeśli więc kiedyś serca poruszał Kaliber 44, to dziś zrobi to Gang Śródmieście, przynajmniej w tej piosence! Chociaż nawiązań do hip hopowej stylistyki jest w tym kawałku o wiele więcej, na czele z charakterystycznym zagajeniem do publiki czy niebanalnym rymem. Jeszcze będzie śpiewane jak „+ i – (plus i minus)”!

Rozkmina – i na domknięcie znów taneczny bit podkręcony z lekka jazgotliwą gitarą oraz tekstowa wyliczanka rzeczy do zrobienia, a może pomysłów na następne piosenki i równie dobre płyty? Tego jeszcze nie wiadomo, bo „Rozkmina” jest w istocie długa i bogata, a na jej końcu pojawiają się nawet... smoki. Z tymi ostatnimi to kiedyś walczyli rycerze, a dziś chyba też rycerki by świat był choć trochę lepszy dla wszystkich.

„Feminopolo” Gangu Śródmieście wspaniałomyślnie i odważnie wydane przez AKW Karrot Kommando, to po kapeli R.U.T.A., Hańba oraz duecie Siksa, kolejna zaangażowana petarda w polskiej muzyce!

Kamila Kasprzak - Bartkowiak


Feminopolo – Gang Śródmieście

AKW Karrot Kommando 2017

1. Sprawy niewieście (4:00)
2. Saszka (4:02)
3. Discopolka (4:26)
4. Ewa (3:48)
5. Lakierki (3:31)
6. Przesilenie (4:30)
7. Gary (4:52)
8. Porno (5:19)
9. Kobiety na falach (3:49)
10. Pajacka (4:46)
11. Szpadel (4:38)
12. Rozkmina (4:15)


Płyta została nagrana w składzie:

Karolina Czarnecka - wokal, tamburyn, harmonijka
Magda Dubrowska - bas, wokal
Nela Gzowska - gitara, synth, bity, wokal

Muzyka i teksty są efektem wspólnej pracy Gangu Śródmieście
Nagranie zostało zrealizowane przez AgroRecording (Andrzej Giegiel i Karol Dobrowolski)

Mix - Andrzej Giegiel
Mastering - Studio As One
Oprawa graficzna - Blanka Łątka

Tagi: Feminopolo Gang Śródmieście Karrot

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Pokot

Kino Helios
Czwartek 4 stycznia 2018
godz. 18:00

Ptaki śpiewają w Kigali

Kino Helios
Czwartek 11 stycznia 2018
godz. 18:00

Twój Vincent

Kino Helios
Czwartek 25 stycznia 2018
godz. 18:00