• Start
  • Recenzje
  • Czyny, nie słowa. Ola w Kinie - recenzja filmu Kamper
  • Jarek Mikołajczyk

Czyny, nie słowa. Ola w Kinie - recenzja filmu Kamper

Ciężko jest ocenić film Grzegorzka neutralnie, bo w gruncie rzeczy jest to nie tylko emocjonalny film, ale również film ciężki do zniesienia. Nie chodzi jednak o zły wymiar tego wyrażenia, wręcz przeciwnie – duet scenariuszowo-reżyserski odpowiedzialny za Kampera dał widzom po głowie.

Kamper jest dzieckiem w ciele dorosłego i to zdaje się mu odpowiadać; w przeciwieństwie jednak do jego żony Mani, która sama przyznaje, że: „No i to właśnie jest ten moment, w którym twoje żarty przestają być śmieszne.”. Żarty, ich wspólne życie, wszystko co razem tworzyli – to jest też ten moment by zastanowić się, czy wciąż chcą razem być.

 

Kamper jest postacią, którą albo się kocha, albo nienawidzi. Można też kochać go w momencie, gdy jest dobry a nienawidzić go, kiedy przyprawia rogi Mani. Czy można jednak obrzucić go błotem, skoro to Mania pierwsza zaczęła? Takimi dylematami posłużyli się Grzegorzek z Umińskim, by zagrać widzom na nosie i wprowadzić ich wraz z akcją filmu do labiryntu emocji, uczuć i zawiłości, którym jednak daleko do brazylijskiej telenoweli. W „Kamperze” dostrzec możemy przede wszystkim galerię skomponowanych na miarę postaci, pełnych sprzeczności, rozterek i skomplikowania. Wszystko to w pudełku dżungli wielkiego miasta, gdzie zbyt łatwo zbłądzić na manowce wśród oślepiających neonów, świateł i prostych rozwiązań a gdzie obłudny krzyk wybija się gdzieś poza odgłosami high live’u. I tylko po burzy gdzieś nad tym zamieszaniem zakwita niby-słońce z poczuciem, że niby można zacząć tu wszystko od nowa, od nowa zbudować swoje ułudy.

„Ogarnij się”, tak brzmi hasło przewodnie filmu. Zadajmy sobie jednak pytanie – czy czasem tak naprawdę warto się ogarniać, nawet gdy istnieje ryzyko, że to wszystko zepsuje? Czy nie wystarczy jedynie dorosnąć na tej podstawowej płaszczyźnie, by móc koegzystować z drugim człowiekiem?
Kamper ma wiele przesłań. Jedne mniej widoczne, drugie nieco bardziej, jeszcze inne ukryte zupełnie pod wieloma warstwami ironii i satyry, niektóre z nich wszystkich zupełnie niewidoczne dla oka. Jest jednak jedna, o której należy pamiętać w pierwszej kolejności, a o której za często zapominamy.

Zapominamy, że drugi człowiek to nie zabawka. Że on także ma uczucia i że zbyt łatwo jest go zranić. Zapominamy, że jest zbyt kruchy i że czasem naprawdę warto zastanowić się zanim skręci się w jedną z tych pobocznych dróg. Zapominamy, że przyjdziemy później z płaczem i pytaniem, czy jest za późno.

 

Aleksandra Kondela