• Start
  • Recenzje
  • „Nim się rozpłynie teatr cieni w pierwszych promieniach słońca.” – Recital E. Adamiak w Środzie Wielkopolskiej
  • Jarek Mikołajczyk

„Nim się rozpłynie teatr cieni w pierwszych promieniach słońca.” – Recital E. Adamiak w Środzie Wielkopolskiej

25 lutego w Ośrodku Kultury w Środzie Wielkopolskiej wystąpiła Elżbieta Adamiak. Jest królową krainy łagodności, odznaczająca się dużym poczuciem humoru. Średzkiej publiczności zaprezentowała się w programie złożonym z piosenek zawartych na jej ostatniej studyjnej płycie „Zbieram siebie”, wydanej w 2009 r. Podczas koncertu nie zabrakło także, starszych i lubianych przez publiczność utworów, a urok temu wieczorowi, nadała panująca na nim atmosfera klubowa.

Ewa: Sama prosiłam Redaktora Naczelnego o to, byśmy mogły z mamą jechać na koncert Elżbiety Adamiak, gdyż kilka lat temu miałyśmy już okazję uczestniczyć w jej recitalu, we Wrześni, obie wyniosłyśmy z niego bardzo miłe, ciepłe wspomnienia – chciałam to powtórzyć…
Dorota: Na scenie artystce towarzyszyli:
Sebastian Rucińskigitara akustyczna,
Piotr GórkaKontrabas,
Piotr Goliat - Śpiew, instrumenty klawiszowe.

(Tym młodym, przystojnym, utalentowanym muzykom nadaje Elżbieta Adamiak miano Trzech Muszkieterów).

Elżbieta Adamiak występuje od czterdziestu lat, a nawet dłużej. Andrzej Poniedzielski wyraził kiedyś taką aforystyczną myśl: „piosenka jest to wiersz o przedłużonym działaniu”. Miejsce deklamacji, czyli sztuki uroczystego mówienia poezji, zajął nurt ilustracyjny poezji śpiewanej. Prekursorem tego nurtu w polskiej piosence jest Leszek Długosz. Elżbieta Adamiak także należy do tej grupy wykonawców, którzy sensy utworów wydobywają dzięki wokalnej prezentacji tekstu. Muzyka odgrywa tu rolę podrzędną, E. Adamiak nazywa siebie śpiewającą kompozytorką, a nie komponującą wokalistką. Jej piosenki nie tracą na aktualności dzięki wierszom i ich autorom, tworzy muzykę do wierszy swoich ulubionych poetów, czasami sama pisze słowa. Przyznała się słuchaczom, że kompiluje teksty, ale tylko w obrębie jednego autora. Tak było w przypadku jej pierwszego przeboju z 1974 r. pt. „Jesienna zaduma”. Opowiadała, że Jerzy Harasymowicz rozpoznał ten wiersz jako swój, zaprosił wykonawczynię na swój wieczór autorski, do krakowskiego „Klubu Pod Jaszczurami” i pozwolił śpiewać dalej. Dowodem na to, że dobra poezja, ładnie zaśpiewana, nie traci na wartości, ani na znaczeniu, jest fakt, że artystka wykonuje ją nadal z powodzeniem i uznaniem publiczności. Elżbieta Adamiak jest osobą serdeczną, otwartą, łatwo nawiązuje kontakt z publicznością, ma duży dystans do siebie. Mówi, że „Jesienna zaduma”, jest jej jedynym przebojem, być może ma jeszcze jeden, ale to dzięki temu utworowi, tyle lat utrzymuje się na estradzie. Każdy piosenkarz chciałby wylansować wielki przebój, najlepiej dużo przebojów, ale to nie takie proste, przeboje są nieprzewidywalne, nie przychodzą łatwo. Wytwórcy słów i muzyki wkładają wiele trudu i pomysłowości, by trafić do serc odbiorców, a przeboju, jak nie było, tak nie ma. Wojciech Mann powiedział kiedyś zapadające w pamięć słowa: „Najbardziej lubimy, te piosenki, które znamy”, piosenki trzeba promować, długo i wytrwale. W dzisiejszych czasach życie nabrało takiego rozpędu, że przeboje żyją krótko, w świadomości publiczności funkcjonują najwyżej 5-6 lat. Elżbiecie Adamiak zdarzył się jeszcze jeden przebój, a to za sprawą spektaklu teatralnego o mocach piekielnych, (chodzi o spektakl Teatru 77 Pt. „Druga podróż po łódzkiej Ziemi Obiecanej”), do którego kompozytorka napisała muzykę. Jeden z utworów z tego przedsięwzięcia, „Trwaj chwilo, trwaj”, artystka postanowiła ocalić od zapomnienia, umieszczając go na swojej ostatniej studyjnej płycie „Zbieram siebie”. Warto tutaj przytoczyć, choć we fragmencie, jego piękne słowa:

 

„Nim ostatni raz, w milczeniu gwiazd
Mrok snem uderzy w gong miesiąca.
Nim się rozpłynie teatr cieni w pierwszych promieniach słońca.
Zanim się rozum z drzemki zbudzi,
Dajmy się, dajmy się ponieść!
Dajmy się ponieść żądz powodzi!

Trwaj, chwilo, trwaj, jesteś taka piękna!
Dziś tylko głupcy śpią!
Ta noc uderzy nam do głów… upijmy się nią.
Porwij nas, porwij nas,
Rzeko zmysłów wezbrana,
Niech się w tym pędzie zabliźni sumienia rana… ”

(Fragment, sł. Przemysław Dakowicz. Wyk. [na płycie – przyp. Red.] - E. Adamiak & Adam Nowak).

Ewa: Na blogu prowadzonym przez Przemysława Dakowicza możemy przeczytać o historii tej piosenki: „Trwaj, chwilo, trwaj, która powstała bodaj w roku 1999, a zatem przed dekadą. [Już przed niemal dwoma – przyp. Red.]. Otrzymałem wtedy propozycję napisania pieśni do przedstawienia Teatru 77 pt. Druga podróż po łódzkiej Ziemi Obiecanej. Spektakl został zagrany tylko jeden raz, w miejscu niezwykłym — w zrujnowanej dawnej fabryce Grohmana w Łodzi. Brali w nim udział aktorzy ukraińscy, polscy i izraelscy. Całość reżyserował Zdzisław Hejduk. Tekst piosenki miał być oparty na Fauście Goethego i powstawał wieloetapowo, ponieważ literacki żółtodziób, jakim wtedy byłem, potrzebował na to nieco czasu. Rzecz była konsultowana z Elżbietą Adamiak i Andrzejem Poniedzielskim, który zaproponował nawet dwa wersy (w wersji nieco przeze mnie zmienionej trafiły do ostatniej zwrotki). Utwór wykonywał Wojciech Walasik, grający w spektaklu Mefistofelesa”.
Postanowiłam tu się wtrącić, ponieważ zapamiętałam dość mocno narracje artystki poprzedzającą wykonanie tej kompozycji. Można było się dowiedzieć, że utwór ten, to swego rodzaju ewenementem dla samej artystki, ponieważ zawędrował na listy przebojów w różnych stacjach radiowych, sama była tym faktem zdziwiona, bo w przypadku poezji śpiewanej, to nie zdarza się często. Natomiast kontekst artystyczny tego utworu, wydał mi się na tyle istotny, dla całości tego artykułu, że wypadało o nim wspomnieć szerzej.
Dorota: Podczas wieczoru Adamiak wykonała wyżej wymieniony utwór razem z Piotrem Goliatem. Duet wybrzmiał imponująco. Drugą wspólnie zaśpiewną przez artystów piosenką, były „Życzenia na dziś” (sł. Jacek Cygan, muz. Krzesimir Dębski). Niegdyś kryształowy głos Elżbiety Adamiak, nie jest już taki kryształowy, dopełnienie go ciepłym brzmieniem głosu pianisty dało wyjątkową wymowę artystyczną. Szkoda, że na tym koncercie śpiewał tak mało. Artystka z właściwym sobie dowcipem określiła go jako „młodzież”, siebie zaś jako „hurtownię młodzieży używanej”, określenie to oddało istotę sprawy. Podczas wieczoru wybrzmiało wiele ładnych piosenek, oplecionych rzeczową i żartobliwą narracją głównej wokalistki.

 
Ewa:Trwaj chwilo, trwaj”, to utwór wyjątkowy, tak samo, jak jego wykonawcy, choć mogę zaliczyć się do fanów twórczych umiejętności oraz stylem interpretacji i głosem Adama Nowaka, w moim przekonaniu wersja koncertowa, brzmi o wiele lepiej, bardziej dotyka serca. Podobnie brakowało mi wokalu pianisty przy innych utworach, jego ciepłej barwy głosu… Koncert mógłby wtedy stać się, bardziej metafizycznym przeżyciem, niż był rzeczywiście. Głównymi tematami tekstów wykonywanych przez Adamiak tego wieczoru, były: wiara nadzieja i miłość. Najważniejszym dla mnie elementem, były snute przez tę kobietę opowieści o procesie twórczym, inspiracjach tekstach, emocjach i ludziach, z nimi związanych. Tę Damę piosenki poetyckiej, pasja połączyła życiowo z Andrzejem Poniedzielskim, którego wiersze również wykonuje na scenie. A wspomniani już wcześniej Trzej muzyczni Muszkieterowie, swoim akompaniamentem dodają temu wszystkiemu smaku. Ważne jest, też to, że na twarzach muzyków, widać było uśmiechy, oraz że czują, to co robią. Wg. mnie znaczy to, tyle - dla nich granie jest również przyjemnością. Adamiak otworzyła przede mną, nowe muzyczne drzwi. Opowiadając z czułością o artystach zagranicznych, o których nie miałam dotąd pojęcia, poruszyli ją na tyle, że ich ślad pozostawiła na płycie „Zbieram siebie”. Po wysłuchaniu jej interpretacji, czuję się zainteresowana i zachęcona do dalszych poszukiwań.
Moja mama, nierzadko dziwi się, że bardziej interesują mnie artyści z jej pokolenia, niż Ci, którzy rodzą się obecnie. Odpowiadam jej na to zazwyczaj, że jest tak, ponieważ, teraz trudno jest się wyróżnić, jestem zdania, że mimo ogromnej konkurencji stosunkowo łatwiej jest zadebiutować. Jednak teraz jest dużo ludzi śpiewających podobnie, a zbyt często przekaz jest marny, trudno jej to ogarnąć. Elżbiety Adamiak na co dzień nie słucham, choć poezja śpiewana jest mi bliska, głównie za sprawą kilku ludzi, których spotkałam w życiu, zwłaszcza podczas studiów, ale lubię czasem powracać, zwłaszcza do tego, jaką aurę wokół siebie stwarza. Urzeka mnie jej umiejętność zabawy słowem…
Dorota: Ponadto wybrzmiały jeszcze utwory: „Do Wenecji stąd dalej co dzień”, „Nie ma na co czekać”, w której Ona była w wieku „zostawczym”, a On w „odeszłym”, „Los niepotrzebnych powrotów”, Rozmowa przy zaciemnionym świetle", "Modlitwa końca naszego wieku" i inne.
Atmosfera panująca w Ośrodku kultury była niezwykła, nie tylko za sprawą Artystów, ale rzadko spotykanego kameralnego klubowego klimatu, widownia siedziała po kilka osób, przy małych okrągłych przykrytych zielonym obrusem stolikach, na każdym z nich paliła się świeczka. Publiczność nie chciała tak szybko rozstawać się z artystami, występy zakończyła piosenka „Posiedzimy sobie razem w kuchni”.
Ewa: Formą, w jakiej widownia została przyjęta na koncercie przez Średzki OK, byłam chyba najmilej zaskoczona, dodała ona wszystkiemu szczypty magii. Żałuję, że na tego typu wydarzeniach niezwykle rzadko widuję ludzi młodych… Publiczność bardzo dobrze przyjęła Panią Elżbietę, nie zabrakło wybuchów śmiechu, oklasków, jak również momentów wyciszenia, skupienia i zasłuchania. Poprowadzenie występu w ten sposób, wymaga sporej dozy samoświadomości i klasy.

 

Ewa Jenek i Dorota Jenek