• Start
  • Recenzje
  • Andrzej Grabowski w spowiedzi chuligana – Poznań (szkic recenzencki).
  • Jarek Mikołajczyk

Andrzej Grabowski w spowiedzi chuligana – Poznań (szkic recenzencki).

Wybitny polski aktor filmowy i teatralny — Andrzej Grabowski — odwiedził Poznań. Pod szyldem warszawskiego Teatru Polonia, zaprezentował monodram pt. „Spowiedź chuligana. Jesienin” Spektakl złożony jest z wierszy rosyjskiego poety początków XX w. Siergieja Jesienina. Niniejszy tekst w formie dwugłosu przygotowały ponownie matka i córka.

 

Nie każdy mógł się wysłowić
Nie każdemu dane jest jabłkiem
Spadać na cudze kolana.

Oto jest największa na świecie spowiedź –
Spowiedź ostatniego chuligana.

Ja umyślnie się nigdy nie czeszę
I głowę noszę w wietrze rozchwianą, jak świeca.
Waszych dusz bezsilną jesień”

Siergiej Jesienin – Spowiedź chuligana. (fragment)


Ewa: W ubiegłą niedzielę poznańska publiczność, miała okazję zobaczyć występ popularnego aktora Andrzeja Grabowskiego, na scenie Auli Artis odbyły się dwa pokazy „Spowiedź chuligana Jesienin”, Warszawska premiera spektaklu miała miejsce 03.02.2017. Reżyserii sztuki podjął się Krzysztof Jasiński, muzykę skomponował Janusz Grzywacz, za część graficzno-multimedialną, odpowiedzialna jest Katarzyna Wójtowicz, wokalizę i piosenki wykonała Beata Rybotecka.

Dorota: Spowiedź chuligana to wielowymiarowy spektakl: monodram z elementami recitalu, w którym Grabowski recytuje, gra na gitarze, śpiewa pieśni, a nawet fragment opery włoskiej, (Aria Cavaradossiego z opery Tosca").


Sergiusz Jesienin w poezji był mistrzem obrazu, w życiu – mistrzem autodestrukcji. Żył zaledwie trzydzieści lat, ale to wystarczyło, by stworzył „wzorzec” rosyjskiego poety naśladowany do dziś. Tomik wierszy „Spowiedź chuligana” został wydany w 1920 r. Poeta miał wówczas zaledwie 25 lat, a pisał, jak zmarnowany życiem, stary człowiek. „…oczy zwiędłe od miłości i od wódy…”, „… w życiu mnie już nic nie czeka, tylko ten deszcz…”. Jesienin gwałtownie wyskoczył z kurnej chaty na salony Petersburga, a do tego wojna, krwawa rewolucja, i rozczarowanie „Gwiazdą Października”. Przez życie pędził „… jak spieniona szkapa, z ostrogą zanurzoną w boku, przez okrutnego jeźdźca…”.
Podczas swego krótkiego życia żenił się on aż pięciokrotnie, a z małżonką Isadorą Dunkan – amerykańską tancerką – przemierzył całą Europę i Stany Zjednoczone. W Ameryce nie zobaczył niczego ciekawego, poza nowym tańcem – fokstrotem.


Andrzej Grabowski śpiewa i recytuje poematy jako człowiek dojrzały, doświadczony życiowo i artystycznie, a także jako młody aktor, za pomocą materiałów wideo. Mamy więc do czynienia z niezwykłą konfrontacją „dwóch Grabowskich”, z wyjątkową poezją, a w podtekście życiorysem skandalizującego poety, który „… przez okno chciał obeszczać księżyc…”. Nałóg alkoholowy deformował psychikę Jesienina, w halucynacjach widział czarnego człowieka siedzącego na jego łóżku i chwytającego za gardło. „… Głębiej, głębiej sierpy moich wierszy…”, w każdym drzemią zbójeckie zamiary….


Ewa: Przyznam się, że koncentrowałam się, bardziej na formie aktorskiej, niż na treści, ponieważ, jest ona trudna i nieznana, choć zaskakująco życiowa, nawet patrząc na to przez pryzmat współczesności. Na scenie jesteśmy bowiem świadkami opowieści o burzliwym, życiu, rozliczania się z bliskimi ludźmi, otoczeniem i samym sobą ponad ćwierć wieku temu, artysta występował z tym samym materiałem na deskach Teatru STU, za pozwoleniem notabene Krzysztofa Jasińskiego. Nagrania „Chuligana z przeszłości”, są wykorzystywane podczas trwania pokazu, to nadaje jego całej wymowie jeszcze inny, bardziej ponadczasowy wymiar, a jednocześnie zabiera nas w świat nostalgii, powodując nieodparte wrażenie, że obecny Chuligan spowiada się widzom już zza grobu.


Integralnymi elementami do tego są skromna scenografia, biurko, leżący na nim, album, literatka i lampa, oraz pokazy slajdów, i portrety kobiety. Płynnie zmieniają się one, dopasowując do momentów, kiedy aktor wypowiada poszczególne kwestie, wizualnie dobra robota. A na deser muzyka napisana przez Janusza Grzywacza, członka utworzonej w latach 70’ legendarnej grupy jazzowej Laboratorium, i wokalizy Beaty Ryboteckiej,

Dorota: Treść spektaklu tego nie obejmowała, ale poeta, swoje młode życie zakończył jak wyjątkowo obłąkany romantyk. Na święta Bożego Narodzenia wydano mu przepustkę, ze szpitala psychiatrycznego do domu. Wtedy to w odosobnieniu podciął sobie żyły, a spływającą z nich krwią, napisał pożegnalny wiersz. Jako artysta zaistniał w Petersburgu, a wykrwawił się w Leningradzie w roku 1925.


Ewa: Idąc na ten spektakl, o jego bohaterze nie wiedziałam nic, nie znałam poezji Siergieja. Wyczytałam tylko, że jest określany jako „poeta przeklęty”, poprzez swoją specyficzną biografię. Podobnie jak w Polsce np. Rafał Wojaczek, którego poezja jest mi szczególnie bliska w wymowie, to wystarczyło. Poza tym rosyjska dusza i literatura, sposób postrzegania świata, bardzo mi odpowiada. Nie bez powodu moją ulubioną książką jest „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa. Nie o to chodzi, że się w niej jakoś szczególnie zaczytuję i znam się na jej treści na poziomie nadprzeciętnym. Po prostu to w pewnym sensie również odzwierciedlenie atmosfery życia elit artystycznych w Rosji. Powieść ta jest emocjonalna, metafizyczna i ważna, mówi między innymi o wszystkich odcieniach miłości, podobnie jest w przypadku innej niepodważalnej dla mnie pozycji „Bracia Karamazow” Dostojewskiego. Tamtejsi pisarze, poeci, a także muzycy. Potrafią oni wytworzyć klimat, którego nie są w stanie raczej wykreować, ci, którzy parają się sztuką na innych szerokościach geograficznych naszego globu. Mam tu na myśli umiejętność zabierania widza/czytelnika/słuchacza w swego rodzaju archaiczny świat, który mimo upływu lat jest w pewien sposób nadal aktualny, dogłębnie przejmujący, emocjonalny, taki za którym się tęskni, mimo iż wiadomą rzeczą jest, że dla własnej higieny psychicznej lepiej weń nie wchodzić.


W listopadzie 2011 r., (jeszcze podczas studiów), w tej samej auli miałam przyjemność oglądać „Biesy” według Fiodora Dostojewskiego, reżyserem tej Sztuki, był również Krzysztof Jasiński, wykonawcami natomiast — aktorzy Teatru Scena STU. Przypomniałam sobie o tym fakcie dopiero w chwili pisania tych słów. Z perspektywy czasu: to była inscenizacja, o której z całą pewnością mogę powiedzieć, że odcisnęła na mnie do tej pory niezmyte piętno, nie wiem nawet, czy to nie ona zapoczątkowała moją, (taką na serio), fascynację teatrem…

Wracając do „Chuligana”, od początku wiedziałam, że Grabowski wcielający się w tę rolę, jest w stanie zafundować mi rodzaj przeżyć, które będę długo pamiętać. Na deskach teatralnych, na żywo go jeszcze chyba nie widziałam, ale spotkałam go dotychczas kilka razy w życiu. Działo się to przy różnych okazjach, czy to na festiwalu filmowym „Prowincjonalia”, czy podczas występu w rodzaju recitalu kabaretowego. Widziałam wiele dobrych produkcji filmowych oraz teatralnych z jego udziałem. Aktora tego, bardzo szanuję i cenię, ale nie za to, że w świadomość widza wpisał się jako tytułowa postać jednego z czołowych sitkomów. Po porostu, ten człowiek wie, co robi, i doszedł do takiego momentu w życiu, że potrafi, odrzucić, postać, w którą się wciela, by wejść w kolejną. Daje sobie radę również w wielu rolach już poza serialem, teatrem czy filmem... Choć to nie do końca sprawdza się w przypadku kreowania tej konkretnej postaci. W wywiadach aktor zwykł mawiać, że w dużej mierze tym Jesieninem jest. Myślę, że to jest właściwie pierwszy spektakl i pierwsza moja rola, gdzie nie kryję się za postacią, nie tworzę postaci. Tam jestem rzeczywiście ja. Ja nie wiem, czy ja taki jestem naprawdę, jak jestem w «Spowiedzi Chuligana» , jak jestem, mówiąc Jesienina, ale wydaje mi się, że to jest najbliższe temu, kim ja w ogóle jestem, powiedział aktor słuchaczom radiowej Dwójki. Ten punkt widzenia zawdzięcza zapewne faktowi, że nasiąkł twórczością Rosjanina już w wieku nastoletnim, dzięki jednemu, ze swoich wykładowców, w szkole teatralnej. Od kilkudziesięciu lat nie rozstaje się również z jego poezją. Było to nie wątpliwie czuć podczas oglądania przedstawienia, jak również i to, że jak dużą inwencję twórczą, włożył w jego ostateczny kształt.

Po spektaklu rozmawiałam o tym ze znajomymi, potwierdzili oni moje poglądy na temat Andrzeja Grabowskiego. Z jedną z bliższych koleżanek zgodziłyśmy się nawet w pewnej kwestii, (mając na myśli treść i atmosferę tego, co właśnie zobaczyłyśmy). Chodzi o to, że równie dobrze, można by w tym momencie, miejscu i stroju postawić aktora, by wykonywał utwory ze swoich płyt solowych (szczególnie pierwszej „Mam Prawo... Czasami… Banalnie.” 2010 r, z tekstami mniej lub bardziej znanych polskich autorów). Myślę o melorecytacji charakterystycznym chrapliwym głosem konkretnych utworów, jestem przekonana, że efekt w odbiorze byłby podobny np.:

 

„Bez pytania, bez pukania weszły
Wlazły diabły
Moje diabły
Z wdziękiem armii wyzwoleńczej
Z zaniedbaniem obuwniczym, wlazły
Oj, niedobre diabły
Te trzy diabły podstawowe
I trzynaście mniejszych diabłów, pomocniczych.

Pierwszy diabeł niesie zgagę
To pokuta za odwagę
Że
się człowiek po poglądach nie rozgląda

I że wie, że w płynie mami jedynie
To co występuje w płynie”

 

( fragment tekstu do utworu z „Diabły”, autor — A. Poniedzielski).
Natomiast Andrzej Grabowski w mediach mówi, że cała twórczość Jesienią jest spowiedzią i myślę, że znajdzie się ktoś, kogo, obcowanie z obejrzaną sztuką zachęci, by sięgnąć po tego autora.

 

Podsumowując: w pełni rozumiem, osoby, którym obejrzany utwór nie odpowiadał, bo to np. „nie ta bajka”, moja też nie do końca. Trudno oddzielić w tym przypadku jeden wątek od drugiego, a poezja to bardzo trudna dziedzina do przekazania widzowi. Jeszcze więcej wysiłku wymaga godzinny monodram. Mimo to absolutnie nie żałuję mojej obecności w Poznaniu, bo odebrałam to wszystko bardziej w sposób niewerbalny. A sam fakt oglądanie Grabowskiego na scenie, z odległości kilkunastu metrów jest wielkim wydarzeniem. Aktor pokazuje rzadko spotykany dziś kunszt i odznacza się dużą charyzmą, potrafi być w razie potrzeby zarówno „Ferdkiem” nieugiętym twardzielem, jak i poetą balansującym na granicy istnienia. Wszystkie te kreacje są potrzebne, gdyż każda widownia oczekuje od niego czegoś innego.

 

zdj. Kasia Chmura www.teatrpolonia.pl

Tekst: Ewa Jenek Dorota Jenek