• Start
  • Recenzje
  • „To ja jestem rewolucją seksualną i nadchodzę” – czyli o „Sztuce kochania” część I.
  • Jarek Mikołajczyk

„To ja jestem rewolucją seksualną i nadchodzę” – czyli o „Sztuce kochania” część I.

Twórcy filmu „Bogowie” przestawiają; Sztuka kochania, historia Michaliny WisłockiejTo ja jestem rewolucją  seksualną i nadchodzę”. W kinach od 27 stycznia. Tak wygląda reklama nowego filmu ozdobiona pięknym portretem z tajemniczym uśmiechem i wyzywającym spojrzeniem Magdaleny Boczarskiej – odtwórczyni roli tytułowej. Reżyserką filmu jest Maria Sadowska, autorem scenariusza Krzysztof Rak, konsultantami  córka Michaliny Wisłockiej – Krystyna Bielewicz i seksuolog Zbigniew Izdebski.

Jest to film biograficzny, zawiera fakty z życia autorki bestsellera „Sztuka Kochania”, książki która wstrząsnęła polskim społeczeństwem lat  70-tych i kolejnych dekad (ubiegłego stulecia). Wcześniej nikt tak otwarcie o „tych sprawach” nie pisał, jedna książka zmieniła świadomość milionów, rozbiła opory  i zahamowania. Dla młodzieży stała się obowiązkową i poszukiwaną lekturą. Gdy „rzucili” Wisłocką księgarnie przeżywały prawdziwe oblężenie. Pewien młody człowiek zdobył w kolejce dwie Sztuki chociaż „dawali” po jednej. Na pytanie, czy ta druga to dla kolegi?  Odpowiedział, że nikomu nie da, gdy mu się jedna zniszczy to będzie miał drugą. Zasoby biblioteczne były „wyczytane” , aż kartki latały, oczywiście tylko te, które były . Na bazarach książka uzyskiwała horrendalne ceny, były dzikie kserokopie, pirackie przedruki, oficjalnie do tej pory sprzedano 17 milionów egzemplarzy. Autorka idealnie trafiła w zapotrzebowanie społeczne, dokonała wyłomu, przez który mogły wtargnąć inne pozycje literatury seksuologicznej. Podobno ostatnie wydanie książki, w grudniu 2016 r. (20 tys. egz.) rozeszło się w trzy dni.

Dr. med. ginekolog Michalina Wisłocka, była uwielbiana przez pacjentki i czytelniczki, w siermiężnych czasach PRL-ujeździła po wsiach i miasteczkach, uświadamiała, rozdawała prezerwatywy, otrzymywała ogromne ilości listów, nie tylko z podziękowaniem i uwielbieniem, ale często z wyzwiskami i pogróżkami. Młoda uczona, była niezwykle ambitna i pracowita, chciała być, jak Skłodowska-Curie. Filmowa bohaterka, tak jak postać rzeczywista, walczy ze schematami, utartymi poglądami, nie boi się, być inna niż wszyscy i eksperymentować na własnym życiu.  W książce pisze o równowadze ciała i duszy, między pożądaniem i uczuciem, o budowaniu relacji międzyludzkich, w których ważnym elementem jest seks. Szczególnie ciąg dalszy dzieła, zatytułowany „Sztuka Kochania w dwadzieścia lat później” – jest refleksją doświadczonego lekarza praktyka. Omawia całe życie człowieka, więzi emocjonalne w rodzinie, wychowanie dzieci. W życiu osobistym, zbudowała bardzo dziwny związek z mężem, przyjaciółką, córką i przysposobionym synem. Stanisław Wisłocki był ambitnym naukowcem, egoistą, rodzina go nie interesowała, za to seks bardzo. Dzieci z tego eksperymentu życiowego, zapłaciły wysoką cenę, Syn Krzysztof ból życia utopił w alkoholu, córka Krystyna została troskliwą matką. Po rozwodzie, Michalina miała wielu partnerów,  w stały związek nie weszła, na koniec żyła w samotności.
W filmie, pokazane są dwie drogi bohaterki. Pierwsza, bardziej polityczna – to droga ciała – walka o wydanie książki. Druga, ścieżka duszy – to retrospekcje, pokazujące jak stawała się TĄ Wisłocką, którą znamy z książki, prasy, radia, telewizji. Pierwsza kończy się największym sukcesem wydawniczym w Polsce, druga klęską. Zwycięstwo zawsze jest czymś okupione,  cena za oryginalność. podążanie własną drogą, była wysoka. Michalina była bezpośrednia, mówiła ludziom prosto w oczy, co myśli, nie tylko o seksie, nie było dla niej tematów tabu. Była barwną postacią, także w sensie dosłownym, w tamtych czasach, eleganckie kobiety nie nosiły spodni, a tym bardziej kombinezonów uszytych z tkanin zasłonowych, czy obiciowych, no i słynne chustki. Nawet okrzyknięto Ją najgorzej ubraną kobietą PRL-u i do tego gadała jak przekupka.

Film o sławnej Misi jest chwilowo komiczny, są sceny jakby wzięte z filmów Barei, np. bohaterka wykłócająca się w KC, czy w cenzurze, współpraca z żonami wysoko postawionych oficjeli partyjnych i wojskowych. Prawdą jest, że książka krążyła po KC i żony wszystkich dygnitarzy ją czytały, a nawet urządzały strajk „islandzki”, nie będzie seksu, jeśli nie będzie książki. (Pani Gomułkowa z pewnością nie brała w tym udziału, jako bardzo przyzwoita osoba, rzucała laczkiem w telewizor, gdy na ekranie była Kalina Jędrusik.) Na podstawie audycji radiowych i TV programów śniadaniowych, w których wypowiadały się: Violetta Ozimkowski – autorka biografii „Michalina Wisłocka – Sztuka kochania gorszycielki” i Krystyna Bielewicz, można powiedzieć, że film jest udramatyzowanym wyciągiem z biografii, historią pani od seksu, która sama seksu nie lubiła. Toczona przez Wisłocką walka o wydanie książki, w latach 60-70` ubiegłego wieku, była walką o uznanie kobiecej seksualności, uderzeniem seksem w system.  „To ja jestem rewolucją  seksualną i nadchodzę” – zawołała urokliwa Michalina w filmie. W filmie jest wszystko to, co kino kocha, sprzeczności i droga, którą bohater musi przejść, żeby je przezwyciężyć.


Byłam na premierze filmu w jednym z powiatowych miasteczek. Ładne urządzone niewielkie kino, sala wypełniona do połowy, na widowni głównie panie z wyglądu 40-50+ , bardzo podekscytowane, i nieliczni panowie w wieku dojrzałam. Czyżby młodzież była już w fazie post-rewolucyjnej?

Tekst – Dorota Jenek.