• Start
  • Recenzje
  • Ostatni film Andrzeja Wajdy „Powidoki” – myśli zebrane. O tym, że Bogusław Linda robi dobry PR (Szkic recenzencki)
  • Jarek Mikołajczyk

Ostatni film Andrzeja Wajdy „Powidoki” – myśli zebrane. O tym, że Bogusław Linda robi dobry PR (Szkic recenzencki)

Gdyby ktoś zapytał mnie o trzy współczesne polskie filmy inspirowane sztuką to, pierwsze tytuły jakie przychodzą mi do głowy:
Mój Nikifor ( 2004) – film obsypany nagrodami, świetnie zrealizowana technicznie i z bardzo dobrym scenariuszem, chwytająca za serce historia malarza Nikifora Krynickiego (w tej roli cudowna, śp. Krystyna Feldman),
Performer (2015) – eksperymentalny, nieco schizofreniczny film, nie trafił do szerokiej grupy odbiorców, choć bywał grany w kinach. opowiada o szukaniu swojego miejsca w świecie, i nietpowej twórczości współczesnego artysty Oskara Dawickego, (który z resztą sam zagrał w tym projekcie, a u jego boku Andrzej Chyra,
Powidoki, (2016) - ostatni 40 film fabularny jednego z najwybitniejszych w historii kina światowego Andrzeja Wajdy, jednego z twórców nurtu Polskiej szkoły filmowej. Historia ostatnich lat życia Władysława Strzemińskiego, twórcy Teorii widzenia, buntownika w obronie wyrażania sztuki w zgodzie z samym sobą, w czasach, gdy taka postawa była ostro tępiona przez komunizm.

 

Andrzej Wajda (1926 -2016) Niewątpliwie wielkim reżyserem był, do tego przyczyniła się zapewne, jego wrażliwość malarska, (studiował przez kilka lat malarstwo na krakowskim ASP, po wojnie studia przerwał). O filmach i postaci reżysera powiedziano już bardzo wiele, z pewnością są od tego ludzie bardziej kompetentni, niż zwykła miłośniczka kina. Jedno jest pewne, był i nadal pozostanie dla widzów jego filmów. osobowością bardzo kontrowersyjną. Z jednej strony, swego rodzaju geniuszem, oddającym ducha i realizm czasów drugiej wojny światowej i PRL, oraz potrafiącym stworzyć niezapomniane ekranizacje powieści ( np. „Popiół i diament” (1958) , „Ziemia obiecana” (1974). Z drugiej zaś - przynajmniej dla niektórych -, kimś, kto nie powinien był kręcić kolejnych filmów na stare lata, ponieważ niszczy tym samym obraz samego siebie, który wrył się już bardzo głęboko w świadomość widza. Przykładami takiego biegu rzeczy mogą być „Wałęsa człowiek z nadziei” (2013) i jego ostatni film.

 

„Bo człowiek , tak naprawdę, tylko to zobaczy, co sobie uświadomi” – Władysław Strzemiński.

Powidoki weszły do kin 13 stycznia, w rolę Strzemińskiego wcieli się Bogusław Linda, którego wielu na dużym ekranie oczekiwało z niecierpliwością od lat. Osoba aktora, oprócz oczywiście tematu (otarłam się nieco w naukowy sposób o sztukę Katarzyny Kobro, ale o Strzemińskim wiedziałam jeszcze mniej) skłoniła mnie do tego, by jak najszybciej film zobaczyć.


We Wrzesińskim kinie Trójka, jak zwykle nie było zbyt wielu przyszło 20 – 30 widzów. Zdarzało się, że oglądałyśmy z mamą seanse, w towarzystwie jednej czy dwójki innych osób. Za to na późniejszy seans najnowszej komedii polskiej, zgromadzi się w hallu niezły tłumek)


Pierwszy pokaz „Powidoków” miał miejsce podczas ubiegłorocznego festiwalu w Gdyni (19-24.09. 2016.) Obraz od początku budził wiele kontrowersji, a oliwy do ognia dodał odtwórca głównej roli, który w wywiadzie, bodaj podczas wizyty w Ameryce z filmem powidoki, nie przebierając w słowach powiedział co myśli, o ostatecznym scenariuszu do tego filmu, (który określił jako ch***** i dodał, że Andrzeja już nie ma a on musi jeździć po j******* świecie i świecić ryjem). Sama trafiłam na to nagranie trzy dni temu, ale wiem, że w internecie zawrzało dużo wcześniej, i pewnie wcale nie tak mało osób, po obejrzeniu, go zdecydowało że pójdzie, w najbliższym czasie do kin.
Oczywiście kwestia scenariuszowa jest dyskusyjna, w filmie nie występuje Katarzyna Kobro, jest tylko o niej mowa. Ci którzy interesowali się choć trochę historią związku dwojga artystów wiedzą, że poznali się w szpitalu, gdzie Strzemiński leżał, ponieważ stracił rękę i nogę podczas pierwszej wojny światowej. Potem ich losy toczyły się różnie, ale przez wiele lat byli ze sobą, podzielając artystyczne pasje, w 1936 r. przyszła na świat ich córka Nika (napisała biografię rodziców Sztuka, miłość i nienawiść. O Katarzynie Kobro i Władysławie Strzemińskim. Wyd. Scholar 2001) On był porywczym człowiekiem znęcał się nad swoją żoną, ona poświęciła siebie i wykonane już rzeźby dla rodziny, umarła na raka szyjki macicy w 1951 r ….. Sam malarz przyznał "Zostałem artystą, dlatego, iż spotkałem pannę Katarzynę Von Kobro”i Chociażby ze wspomnianego wywiadu z Lindą wiemy również, że scenariuszy było kilka, pisał między innymi Pasikowski. Brakowało w nich jednak tego czegoś o co chodziło reżyserowi, permanentnej beznadziei, dlatego ostatecznie został przyjęty w takiej, a nie innej wersji.

 

Wiadomo również, że sam Wajda nosił się z zamiarem, zrobienia filmu o Kobro i Strzemińskim już w latach 90’ (ponoć taką informację znalazła Małgorzata Czyńska pracując nad biografią Kobro. Skok w przestrzeń wyd. Czarne 2014), bodaj wspominał o tym także sam twórca. Ostatecznie zdecydował się, zrobić film o bohaterze tragicznym, malarz miał ku temu wszelkie podstawy. Oglądając „Powidoki” ma się nieodparte wrażenie, że to jest pomnik artysty, (podobnie jak w przypadku filmu o Wałęsie. Bohater nieustraszony i uwielbiany przez studentów, strasznie nieporadny jeśli chodzi o stosunki z córką. Do tego wchodzi walka z systemem.
Akcja filmu obejmuje lata 1948 – 1952, w latach 48-49 Artysta malował cykl obrazów, zwanych „Powidoki ” „Łączącą je ideą było ześrodkowanie w akcie widzenia wszystkich aspektów tego, co oko postrzega. By taki cel osiągnąć artysta sięgał do słońca – źródła wszelkiego koloru i światła (…)"

 Władysław Strzemiński, "Powidok słońca", 1948-1949, olej na płótnie, 73 x 61 cm, wł. Muzeum Narodowe w Warszawie, fot. MNW. źródło: http://culture.pl/pl/dzielo/wladyslaw-strzeminski-powidok-slonca

Po seansie stwierdziłam, że reżyserowi udało się, mimo wszystko utrzymać specyficzne poczucie humoru, i dość dobrze oddać specyfikę walki o swoje przekonania. Warto wspomnieć o kilku epickich ujęciach, (czerwone kadry), do filmu wykonano 250 ujęć efektów specjalnych (głównie komputerowe usunięcie ręki i nogi aktora, oraz korekta krajobrazu). Linda cytuje spore fragmenty z dzieła Strzemińskiego, „Teoria widzenia” (1958), tu jest kolejny punkt sporny, bo choć mogą wydawać się długie, nudne i niepotrzebne, dla ludzi obcujących ze sztuką mogą być przydatne, choć trudno je spamiętać. Dla mnie samej wydają się interesujące i potrzebne. Aktor gra dobrze, choć praca z tym materiałem musiała być trudna, na pewno nie pokazał swoich wszystkich atutów. Mogę jednak powiedzieć, że jako jedna z nielicznych postaci nie wydał się jałowy. Drugoplanowe postacie, pojawiały się i znikały, trochę nie wiadomo po co się pojawiały (brak głębszych motywów działania), poza tym charakteryzowała je sztywność. Jednocześnie nie zgodzę się z poglądem, z którym się gdzieniegdzie spotykałam, czytając i oglądając video o tym filmie, że córka Zbigniewa Zamachowskiego, (filmowa Nika), nie pasuje do tej roli. Wśród pierwszych recenzji można zobaczyć/usłyszeć opinie, że jak na wiek nastoletni, granej przez siebie postaci, zachowuje się ona zbyt dojrzale. Warto tutaj podkreślić, że czasy wojenne i powojenne, to czasy zupełnie inne niż teraz. Kiedyś ludzie dojrzewali o wiele szybciej przez swoje życiowe doświadczenia, (o czym wspomina chociażby Hanna Krall, na swoim przykładzie, w książce-wywiadzie „reporterka” ) Bardzo spodobała mi się też scena śmierci Strzemińskiego, wynik fascynacji Wajdy, malarstwem Andrzeja Wróblewskiego. To zdecydowanie najlepsze co mogłam zobaczyć w „Powidokach”.

Fotos Anna Włoch - materiały promocyjne producenta filmu

Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, czy na film iść warto czy nie. Jeśli w kinie szukamy czegoś łatwego, przystępnego, co się dobrze ogląda, i nie wymaga wysiłku, liczymy na silne emocje, to powiedziałabym, żeby nie iść. Jeśli jednak jest się człowiekiem otwartym, szukającym czegoś nowego, potrafiącym wyrazić własne zdanie, i posiadającym umiejętność wyrabiania sobie opinii, to na film iść polecam, choćby po to, by ocenić go samemu. Należę do obozu tych, którzy uważają, że ostatnim wywołującym bardzo silne emocje filmem jest Katyń (2007) i w pewnym sensie Tatarak (2009). Podając na początku artykułu trzy typy filmów polskich o sztuce miałam cel, pokazania różnorodności, gdyby się postarać tę różnorodność możemy odnaleźć również w recenzowanym filmie, w tym przypadku, wydaje mi się, że wiele zależy od tego, co już wiemy wybierając się do kina. Na świecie „Powidoki” zostały raczej dobrze przyjęte, ale nie wiem czy, dlatego, że o zmarłych nie mówi się źle. Odtwórca głównej roli, nie bał się powiedzieć co myśli, tak jak kreowany przez niego bohater, czym budzi mój jeszcze większy szacunek, dla swojej osoby. Takie a nie inne motywacje reżysera, mogę tylko podsumować zdaniem Strzemińskiego, padającym również na ekranie że: ”zadaniem sztuki jest dyktować rzeczywistości swoje prawa”.

 

Doszłyśmy wspólnie z moją mamą do wniosku, że gdyby włączyć w to jeszcze Kobro, mogłoby się okazać, że tego wszystkiego byłoby za dużo, więc może lepiej niech już będzie tak…….. Ostatnią rodzinę już mamy….

 

Ewa Jenek

 

Powidoki obejrzysz obecnie również w gnieźnieńskim Kinie Helios